Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Michał Winiarski: Wyjazd za granicę potrafi przynieść dużo korzyści

Michał Winiarski: Wyjazd za granicę potrafi przynieść dużo korzyści

– Kiedy to wszystko teraz wspominam, to sam sobie się dziwię, że przetrwałem ten okres i tak naprawdę nie wiem, czy bym się zdecydował jeszcze raz. Aczkolwiek jest dużo pozytywnych rzeczy, które się we mnie ukształtowały po tamtym okresie i jeżeli dostałbym pytanie: „czy żałuję?” – odpowiedziałbym, że nie – powiedział o swojej przygodzie w lidze rosyjskiej Michał Winiarski.

Doradziłbyś polskim siatkarzom wyjazd za granicę w tak młodym wieku, jak ty to zrobiłeś?



Michał Winiarski: – W okresie kiedy ja wyjeżdżałem do Włoch, była tam najlepsza liga na świecie. Nawet w jedenastym czy dwunastym zespole można było spotkać aktualnych mistrzów olimpijskich. W praktycznie każdym trzon drużyny stanowili najlepsi reprezentanci. Było to ogromne wyzwanie. Prawie każdy mecz był grany „na noże”. Nigdy nie można było być pewnym zwycięstwa. Nawet jadąc na spotkania z zespołami z dołu tabeli, trzeba było się liczyć z tym, że jeżeli nie zagra się na 100%, to wróci się do domu z porażką. Marzeniem każdego było wtedy tam zagrać i ja to moje marzenie spełniłem. Potem przyszedł lekki kryzys. Włoskie kluby miały problemy finansowe i większość topowych zawodników zaczęła wyjeżdżać do innych lig. Myślę, że cztery, pięć lat później ta liga nie była już najsilniejszą. Były dwa, trzy zespoły, a reszta nieco słabsza. Uważam, że teraz w Polsce młodzi zawodnicy mają wszystko, by mogli się rozwijać. Myślę jednak, że wyjazd za granicę potrafi czasami przynieść dużo korzyści, nawet jeżeli chodzi o charakter, mentalność. Dlatego uważam, że jeżeli ktoś czuje się na siłach, to może nie w młodym wieku, ale troszeczkę później powinien spróbować.

Jak teraz ocenisz ligę włoską?

– Myślę, że przez ostatnie dwa, trzy lata ta liga zaczyna się trochę odbudowywać. W pewnym momencie we Włoszech nastał kryzys, przede wszystkim jeżeli chodzi o finanse. To w znacznej mierze wiąże się z poziomem danej ligi. W ostatnich latach mamy już cztery, pięć naprawdę silnych zespołów, które są nawet w stanie wygrać Ligę Mistrzów. Włoska siatkówka się odradza. Jej poziom na pewno jest znacznie wyższy niż jeszcze cztery, pięć lat temu, ale uważam, że to jeszcze nie jest ta liga, która była 10 lat temu.

A liga rosyjska?

– Uważam, że w czterech, pięciu zespołach profesjonalizm, treningi i otoczenie są na najlepszym europejskim poziomie. Natomiast są też kluby, które tak naprawdę nie do końca mają dużo wspólnego z profesjonalną organizacją, z myślą treningową. To, za czym przemawia liga rosyjska, to na pewno duże pieniądze. Aczkolwiek trzeba podkreślić, że nie we wszystkich zespołach. Wiem, że jest też wiele problemów finansowych zwłaszcza w drużynach od połowy tabeli w dół.

Występowałeś w lidze włoskiej i rosyjskiej, gdzie było trudniej?

– Zdecydowanie milej wspominam Włochy. Nie odkryję też Ameryki, jeżeli powiem, że pogoda, widoki, kuchnia włoska i takie spokojniejsze życie było tam. W Rosji wszystko trochę na wariackich papierach. Ja grałem w zespole Fakieł Nowy Urengoj. Tak naprawdę nasza siedziba treningowa była w Moskwie. Trenowaliśmy na obiektach CSKA praktycznie od poniedziałku do czwartku. W czwartek lecieliśmy pięć godzin do Urengoju, można powiedzieć serca Syberii. Średnia temperatura -36 stopni, zdarzyło mi się raz -52 i to był rekord. Zmieniało się też czas o dwie godziny. Tam odbywaliśmy tylko jeden trening w sali, w której byliśmy gospodarzem. Grając u siebie, mieliśmy taki sam handicap, jak zespół przyjezdny, czyli jeden trening i mecz. W niedzielę czekał nas pięciogodzinny powrót samolotem do Moskwy. W tamtym czasie wykonałem ponad 50 lotów. Odległości między miastami są tak duże, że samolotem podróżowało się na każde spotkanie. Najkrótszy lot mieliśmy do Kazania, trwał ok. dwóch godzin. Pozostałe to trzy-, czterogodzinne podróże. Najdłuższy do siebie na mecz. Nie ukrywam, że był to bardzo wyczerpujący rok. We Włoszech praktycznie wszędzie podróżowało się autobusem. Kiedy ja tam grałem, tylko jeden wyjazd na południe kraju był samolotem.

Z jednej strony ogromne pieniądze, z drugiej rozłąka z rodziną. Jak poradzić sobie w Rosji? Nie wszystkim się to udaje. Przez pewien czas swoją karierę zawiesił nawet Matthew Anderson.

– Przebywanie cały czas poza domem, z dala od rodziny, zwłaszcza w Rosji, gdzie odległość do Stanów Zjednoczonych jest ogromna, jest ciężkie. Mnie było zdecydowanie łatwiej. Spędziłem tam tylko rok. On jest tam już od 5 lat, to czas, w którym w pewnym stopniu można się przyzwyczaić do życia w Rosji. Amerykanom może być trudno, ponieważ różnice są duże, we wszystkim. Na pewno są przyzwyczajeni do innych standardów. Mnie jako Polakowi nie było trudno nawiązać kontakt z kolegami z Rosji, bariera językowa nie była tak duża. Mimo że w szkole język rosyjski miałem tylko przez rok, to po 2-3 miesiącach potrafiłem się dogadać. Jest wiele podobnych słów. W pewnym sensie nasza mentalność – nie powiem, że jest taka sama – ale na pewno bardziej zbliżona niż Amerykanów do Rosjan. Myślę, że to było głównym powodem problemów Andersona.

Ja mając nawet jeden dzień wolnego, potrafiłem dzień wcześniej wieczorem wylecieć i po czterech godzinach byłem u siebie w Bełchatowie. Mogłem wrócić następnego wieczoru. Kiedy trenowaliśmy w Moskwie, to żona, wtedy jeszcze z Oliwierem, przylatywała do mnie i też nie było większego problemu. Nie była to jakaś większa wyprawa. Problem pojawiał się wtedy, kiedy graliśmy co trzy dni. Wtedy nie wysiadało się z samolotu. Był moment, w którym np. we wtorek rano wylatywało się na mecz, w czwartek powrót do Moskwy, przesiadka i lot do Urengoju. Zdarzało się, że w jeden dzień spędzaliśmy 12 godzin w podróży. Piątek, jeden trening i mecz. Kiedy to wszystko teraz wspominam, to sam sobie się dziwię, że przetrwałem ten okres i tak naprawdę nie wiem, czy bym się zdecydował jeszcze raz. Aczkolwiek jest dużo pozytywnych rzeczy, które się we mnie ukształtowały po tamtym okresie i jeżeli dostałbym pytanie: „czy żałuję?” – odpowiedziałbym, że nie.

źródło: skra.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-11-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved