Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Michał Szalacha: Na szansę będę musiał ciężko zapracować

Michał Szalacha: Na szansę będę musiał ciężko zapracować

fot. Klaudia Piwowarczyk

Chemik Bydgoszcz ma za sobą bardzo nieudany sezon w siatkarskiej PlusLidze. Mimo słabego wyniku klubu niektórzy zawodnicy mogą być zadowoleni ze swojej postawy. Do takich należy Michał Szalacha, którego dobrą postawę zauważył trener Vital Heynen. – Rozmawialiśmy kilkukrotnie z trenerem Heynenem i przedstawił mi on swoją wizję, i role w zespole. Na szanse będę musiał ciężko zapracować i pokazać się z jak najlepszej strony. Rywalizacja jest ogromna, dlatego będzie niezwykle ciężko o granie – ocenił swoje szanse na grę w reprezentacji środkowy.

Przechodząc do ostatnich rozgrywek, przed sezonem mówiliście, że macie mocniejszą kadrę. Skąd pochodziła taka ocena?



Michał Szalacha: – Wielu zawodników miało ważny kontrakt, dzięki czemu pozostał trzon zespołu i dobrze się znaliśmy. Bardzo ciężki poprzedni sezon, gdzie do samego końca walczyliśmy o utrzymanie, wiele nas nauczył, gdyż zdobyliśmy masę cennego doświadczenia w meczach o wszystko. Do tego doszło kilku bardzo wartościowych graczy. Mam tu na myśli Rafe Vinhedo, Nikole Kovacevicia i Maksa Morozaua. Oni na pewno wnieśli wiele doświadczenia i jakości do naszego zespołu.

W rywalizacji przedsezonowej radziliście sobie naprawdę przyzwoicie. Czy wyniki w memoriałach i sparingach napawały was optymizmem?

– Na pewno optymizm był duży, ale każdy miał świadomość, że sparingi i turnieje przedsezonowe mają nas tylko przygotować do sezonu. Byliśmy od początku w pełnym składzie, większość przeciwników jeszcze czekała na reprezentantów, więc wiedzieliśmy, iż ten obraz może się zmienić. Oczywiście zwycięstwa w grach towarzyskich dobrze wpływają na atmosferę i budowanie zespołu, co przełożyło się na fajny start w rozgrywkach. Ten okres uważam za dobrze przepracowany.

Pojawiły się mecze ze Skrą i Cuprum. Szczególnie pierwsza wygrana mogła was natchnąć. W drużynie pojawiła się myśl, że to może być „wasz sezon”?

– Zdecydowanie tak, wygraliśmy na dzień dobry z mistrzem Polski, przez co poczuliśmy się pewnie i wiedzieliśmy, że możemy zagrozić każdemu. Cieszyło nie tylko zwycięstwo, ale także nasza dobra, równa gra. Mecz z Lubinem tylko nas utwierdził w tym, że możemy być wysoko na koniec sezonu. Ciężka praca w okresie przygotowawczym popłacała, tym bardziej, iż stanowiliśmy typowo fizyczny zespół, który preferował ten styl pracy.

Z czasem jednak przestaliście już grać aż tak skutecznie. Jeden z ostatnich zrywów stanowił mecz w Jastrzębiu-Zdroju, który rozegraliście kapitalnie. Czemu nie potrafiliście utrzymać takiej dyspozycji przez dłuższy czas?

– Według mnie mecz w Jastrzębiu był naszym najlepszym w całym sezonie, wszystko nam wychodziło, graliśmy bardzo agresywnie na zagrywce. Pełne ryzyko czasami się opłaca, a czasami jednak prowadzi do bolesnej porażki. Nasza gra tak właśnie wyglądała. Potrafiliśmy prezentować się na fajnym poziomie, ale jednak zdarzały się momenty z przestojami i błędami. Tak można wygrywać poszczególne sety, lecz z mocnymi zespołami ciężko wygrywać mecze w ten sposób.

Wasza forma bardzo falowała. Odnosisz wrażenie, że sporo meczów przegraliście na własne życzenie, czy jesteś przeciwny takiej teorii?

– Kilku meczów w tym sezonie naprawdę żałowaliśmy, niewiele brakowało. Przegrywaliśmy w końcówkach i po walce z zespołami wyżej notowanymi. Zdarzały się też niestety spotkania, w których wyglądaliśmy bardzo słabo, tych na pewno najbardziej szkoda, ponieważ zawodziliśmy kibiców. Czasami nie wykorzystywaliśmy całego swojego potencjału, jednak liga jest bardzo mocna i przeciwnicy po prostu nam na to nie pozwolili.

Nowy rok to była już w zasadzie równia pochyła w waszym wykonaniu. Dlaczego?

– Na taki stan rzeczy złożyło się wiele czynników, zespół po prostu padł. Przestaliśmy koncentrować się na siatkówce, a zaczęliśmy szukać usprawiedliwień naszej słabej gry i poziomu treningów. Jako drużyna trzymaliśmy się razem, ale nasza pewność siebie sięgnęła dna, było to widać na meczach. Do tego masa negatywnych informacji, które do nas docierały, nie pomagała.

Od grudnia pojawiały się informacje, jakoby klub miał nawet upaść – mocno to na was wpływało?

– Tak jak już wcześniej wspomniałem, nie pomagały nam takie informacje, ale zostaliśmy zapewnieni, że ratusz pomoże, aby Chemik nie poszedł w ślad szczecińskiej Stoczni.

Jak bardzo brak wypłat oddziaływał na waszą grę?

– Ciężko mi powiedzieć, jak reagował cały zespół na tę sytuację. Osobiście starałem się nie zaprzątać sobie tym głowy. Powodowało to oczywiście frustrujące, ale miałem za co żyć, opłacić mieszkanie. Chłopcy, którzy są na początku swojej zawodowej drogi, nie mieli zabezpieczenia finansowego, posiadając przy tym niewielkie kontrakty. Dla nich musiał być to bardzo trudny okres. Przewidywaliśmy przed sezonem, że mogą pojawić się opóźnienia, może nie tak duże, ale część z nas była na to przygotowana. Najważniejsze, żeby na sam koniec wyjść na przysłowiowe „0” ze swoim pracodawcą, podać sobie rękę i podziękować za współpracę.

Szybko też pojawiło się sporo plotek odnośnie do roszad kadrowych w Chemiku. Taka sytuacja chyba nie pomaga w grze?

– Według mnie plotki nie miały na nas negatywnego wpływu. Wielu z nas zmotywowało to do lepszej pracy, żeby pokazać się z jak najlepszej strony przed potencjalnymi zainteresowanymi. Wiedzieliśmy, że jesteśmy łakomym kąskiem na rynku transferowym, który wystartował bardzo szybko. W innych zespołach też byli jednak zawodnicy, o jakich biły się kluby, a nie wpłynęło to na rozpad gry całej drużyny.

Jakiś czas temu trener Bednaruk napisał na Twitterze, że gdyby nie zdarzenie ze stycznia, zostalibyście w klubie. Zdradzisz, o co chodziło trenerowi?

– Szczerze to nie wiem, co trener miał na myśli, trzeba go o to zapytać. Uważam, że i tak większość z nas opuściłaby Chemik, tak jak się to stało. Rynek jest bezwzględny i klubowi z Bydgoszczy ciężko jest rywalizować z przeciwnikami mającymi dwu lub trzykrotnie większy budżet. Część z nas chciała odejść, by móc dalej się rozwijać, granie przez wiele lat w dole tabeli robi się męczące i czujesz się zrezygnowany po kolejnych porażkach. Osobiście czułem, że to jest właśnie ten moment, żeby spróbować sił w mocnym zespole i rywalizować z najlepszymi.

Czy przyznasz, że w samej końcówce zmagań myślami byliście już w innym miejscu?

– Nie zgodzę się z tym, świadczyłoby to, że tylko zawodnicy z podpisanymi lub dogadanymi kontraktami zeszli w dół ze swoją grą. Brak spadków wpłynął tak na dół tabeli. Wiedzieliśmy, że nie mamy szans na wejście do „szóstki” i że zostajemy w lidze. Zrobiło się takie granie o nic. Brak wyraźnego celu wpływa bardzo demotywująco.

Zamykając rozdział pt. „Szalacha w Bydgoszczy” – sądzisz, że był to dla ciebie udany okres, szczególnie indywidualny?

– Indywidualnie na pewno jestem zadowolony z tego okresu, przychodziłem do Bydgoszczy w bardzo ciężkiej sytuacji, po kontuzji. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby nikt nie żałował tej decyzji. Dostałem dużo zaufania, grałem regularnie przez dwa sezony, a to pozwoliło mi zebrać dużo doświadczenia. Były oczywiście gorsze momenty, ale to one kształtują charakter, trzeba wyciągnąć jak najwięcej wniosków z tego okresu. Dobrze będę wspominał ten czas i chciałbym podziękować wszystkim, z którymi współpracowałem przez te dwa lata.

Powołanie do reprezentacji to chyba spore wyróżnienie, dodatkowo zważywszy na to, że byłeś zawodnikiem dwunastej drużyny PlusLigi?

– Prawdę powiedziawszy, było to dla mnie ogromne zaskoczenie. Wiedziałem, że gram swój najlepszy sezon, ale byłem przekonany, iż to za mało na powołanie. Zdecydowanie trudniej dostać się do kadry z zespołu z dołu tabeli, ale to jeszcze bardziej cieszy, że razem z Bartkiem Filipiakiem zostaliśmy docenieni przez trenera. Tym bardziej jest to powód do zadowolenia i mam nadzieje, że dużo wyniesiemy z pracy z trenerem Heynenem.

Czy udało ci się porozmawiać z Vitalem Heynenem odnośnie do twoich szans i roli w kadrze?

– Tak, rozmawialiśmy kilkukrotnie z trenerem Heynenem i przedstawił mi on swoją wizję, i role w zespole. Na szanse będę musiał ciężko zapracować i pokazać się z jak najlepszej strony. Rywalizacja jest ogromna i będzie niezwykle ciężko o granie. Mam jednak nadzieje, że sprostam temu wyzwaniu i udowodnię, iż to był dobry wybór.

Ze względu na transfer medyczny do Jastrzębskiego Węgla sezon dość nieoczekiwanie się tobie przedłużył. Traktujesz to jako dodatkowe wyróżnienie?

– O transferze medycznym dowiedziałem się z dnia na dzień, więc od razu przyjąłem ofertę Jastrzębskiego Węgla. Ciesze się, że trener Santili widział we mnie zastępstwo Grzegorza Kosoka. Sezon w Bydgoszczy skończył się dosyć szybko, zatem bardzo fajnie było jeszcze pograć o wyższe cele.

Mecze o brązowy medal. Indywidualnie jesteś z nich zadowolony?

– Osobiście uważałem, że mogłem dać zdecydowanie więcej na boisku, ale z zewnątrz słyszałem wiele dobrego na temat swoich występów. Nie jest łatwo wejść do zespołu dwa dni przed meczem, tym bardziej, iż miały one ogromną wagę. Zespół z Jastrzębia bardzo dobrze mnie przyjął, co ułatwiło mi swobodna grę.

Jakie uczucie budzi brązowy medal ligi na szyi?

– Na pewno cieszy, ale są to zdecydowanie inne odczucia od chłopaków, którzy pracowali na ten medal cały sezon. Fajnie, że mogłem zostać częścią tej drużyny i pomoc zawodnikom w osiągnięciu tego sukcesu.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-05-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved