Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Michał Mieszko Gogol: Drużyna będzie miała nowe oblicze

Michał Mieszko Gogol: Drużyna będzie miała nowe oblicze

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Tak naprawdę w Lidze Narodów gra się o samo zwycięstwo w tych rozgrywkach, a także o nagrody, premie i bonusy. To nie jest impreza tak prestiżowa jak igrzyska, mistrzostwa świata lub mistrzostwa Europy. To, że nie powinna się odbyć to jest jedno, ale decyzja o tym, że VNL się nie odbędzie powinna zostać ogłoszona jak najszybciej. Nawet przez to nasza liga ma związane ręce i nie jest w stanie określić, kiedy rozpoczniemy ten nowy sezon – powiedział szkoleniowiec PGE Skry Bełchatów, a także asystent trenera reprezentacji Polski, Michał Mieszko Gogol. Opowiedział on ,,Strefie Siatkówki“ także o pierwszym sezonie w bełchatowskim klubie, negocjacjach transferowych w dobie koronawirusa, a także czerwcowym zgrupowaniu kadry.

 



Czy trener jest zadowolony z tego trzeciego miejsca na koniec sezonu?

Michał Mieszko Gogol:- Patrząc na to, że drużyna przeszła tak naprawdę minimalne zmiany, bo dołączyły do niej dwie osoby: Dušan Petković oraz Norbert Huber, to był ten sam zespół, który w zeszłym sezonie zajął szóste miejsce. Był więc postęp jeżeli chodzi o wynik, tym bardziej że wywalczyliśmy miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów. Chcieliśmy jednak walczyć o mistrzostwo i o złoty medal. Do tego bardzo intensywnie się przygotowywaliśmy. Myślę, że skończyliśmy sezon w niespodziewanym momencie i te najważniejsze rozstrzygnięcia znajdowały się jeszcze przed nami.

Na pewno mieliśmy takie poczucie niedosytu i żałowaliśmy, że nie możemy rozegrać tego sezonu do końca. To trzecie miejsce raczej każdy przyjął ze spokojem i jest to niezła lokata. Odzyskaliśmy prawo do gry w europejskich pucharach i to jest taka mała nagroda za ten cały sezon, który się już zakończył.

Czego zabrakło w takim razie do osiągnięcia lepszego rezultatu? Różnica punktowa między pierwszą dwójką, a wami była jednak dosyć duża.

– Na pewno zaważyły pojedyncze mecze. Myślę, że istotne jest też to, że ZAKSA i Verva miały przed sobą jeszcze bezpośredni pojedynek. My natomiast straciliśmy punkty na początku sezonu, gdzie nie mieliśmy możliwości trenowania razem i graliśmy z marszu. Dopiero później weszliśmy na taki poziom grania, którego oczekiwaliśmy. Ponadto w lutym pojawiły się urazy, które były związane z przeciążeniem. Wystąpiły one u reprezentantów, którzy nie mieli przerwy i praktycznie prosto z Pucharu Świata przylecieli na rozgrywki PlusLigi czyli u Artura Szalpuka, który musiał udać się na operację i Milada Ebadipoura, który miał problemy z plecami. On przecież brał także udział w kwalifikacjach do igrzysk w styczniu. 

To wszystko się odbiło na chłopakach. Mieliśmy też sytuację, jak Karol Kłos praktycznie na tydzień wypadł z gry. Spowodowało to, że mieliśmy jakąś małą zadyszkę w lutym i stąd ta punktowa różnica. Trzeba też wziąć pod uwagę, że w bezpośrednich pojedynkach z drużyną z Warszawy wyszliśmy na zero, a z ZAKSĄ punktowo przegraliśmy 2:4. Wtedy właśnie kędzierzynianie mogli zbudować tę przewagę.

Przed niespodziewanym końcem sezonu przydarzył się wam słabszy okres. Czy oprócz kontuzji był on spowodowany większymi obciążeniami treningowymi?

– Był to trudny moment głównie dlatego, że pojawiły się urazy. Praktycznie w ciągu tygodnia straciliśmy czterech zawodników, bo właśnie tylu nie trenowało. Oczywiście byliśmy wspierani siatkarzami z drugiej drużyny. Wszyscy bardzo mocno skupiają się na tym trudnym momencie i to mnie zaskakuje. Na pewno też trenowaliśmy mocniej w ostatnich dwóch tygodniach lutego przed Pucharem Polski. Rzeczywiście pracowaliśmy troszkę ciężej i na pewno dla graczy nie było tyle czasu na regenerację. 

Z każdym tygodniem wyglądaliśmy jednak coraz lepiej i już w tym meczu z Radomiem były symptomy, że drużyna wraca na równy poziom. Przed Pucharem Polski czuliśmy się już naprawdę dobrze. Wróciliśmy na swój poziom jakości, ale nie był już nam dany udział w tym turnieju.

Przez praktycznie cały sezon trener dużo rotował atakującymi, na przemian grali Mariusz Wlazły i Dušan Petković. Czy takie manewry przyniosły zamierzony skutek?

– Wszyscy mówią o tym sezonie, w którym byli Petković i Włazły, ale dokładnie taki sam manewr robiliśmy w Espadonie Szczecin z Mateuszem Malinowskim oraz Bartłomiejem Kluthem. Wszyscy komentują to bardzo szeroko i doszukują się w tym wszystkim jakiegoś drugiego dna, ale w tym nie ma żadnego drugiego dna. Celem było dotrwanie w zdrowiu do fazy play-off, aby obaj atakujący byli w pełni sił, a także żeby byli jak najświeżsi na najważniejszą fazę sezonu. Na samym końcu fazy zasadniczej już jednak szukaliśmy stabilizacji i tych rotacji robiłem zdecydowanie mniej.

Mieliśmy takie momenty w sezonie, gdzie musieliśmy rozegrać pięć spotkań w ciągu praktycznie dwóch tygodni. Przydarzyły nam się takie dwa cykle. To był niesamowity atut, że w meczu środowym mógł zagrać jeden atakujący, a drugi w sobotę był wypoczęty i wtedy prezentował się również znakomicie. Jeżeli popatrzymy na pierwsze dwie kolejki to w weekendowym meczu Dušan dostał MVP, a w sobotę zagrał Mariusz, zrobił to fantastycznie i w dużej mierze dzięki niemu wygraliśmy to spotkanie z GKS-em Katowice. Pozwoliło nam to utrzymać w zdrowiu obu atakujących, więc cel został zrealizowany. Przed najważniejszą fazą sezonu mieliśmy komfort wyboru, który gracz ma być tym bardziej podstawowym.

Nie można rotować jednak cały sezon i trzeba iść w stronę stabilizacji. Dotarliśmy do punktu, w którym miał grać ten lepszy atakujący w danym momencie, a ten drugi cały czas znajdował się w rytmie meczowym. Ja widzę same plusy tej sytuacji. Podobnie było również w Espadonie. Nieważne czy grał Malinowski, czy Kluth, to obaj prezentowali równy, wysoki poziom. Mając dwóch zawodników o dużym potencjale, to byłoby po prostu szkoda, gdyby któryś miał spędzić zdecydowaną większość sezonu na ławce. Była sytuacja, gdzie Mariusz się rozchorował i musiał brać antybiotyk, a dzięki temu, że Dušan był cały czas w rytmie meczowym, to nie było to dla niego problemem. Zagrał trzy mecze z rzędu i wszystkie wygraliśmy.

Czy w przyszłym sezonie będzie można spodziewać się więcej takich rotacji, szczególnie na innych pozycjach?

– Dla mnie rotowanie składem jest naturalne. Wszystko zależy od danej sytuacji, od tego jakich mam zawodników. Nie można jednak rotować czterema, pięcioma zawodnikami co mecz. To jądro drużyny zawsze musi zostać utrzymane. Jeżeli będziemy musieli grać co trzy dni, a w przyszłym sezonie dojdzie nam przecież jeszcze Liga Mistrzów, to pewne zmiany z pewnością będą zachodziły co kolejkę, żeby utrzymywać zawodników w zdrowiu, a także, wszyscy żeby byli w rytmie meczowym. Nie wiemy, jak będzie wyglądał kalendarz, więc ciężko wyrokować. Pierwotny plan, o którym mówił Paweł Zagumny, był świetnym pomysłem. To rozciągnięcie kalendarza i w konsekwencji granie co sobotę. 

Myślę jednak, że to ulegnie zmianie, ponieważ nie wiemy, kiedy liga się zacznie. Istnieje także cały czas ryzyko, że mistrzostwa Europy odbędą się przez igrzyskami. Wtedy wszyscy będą chcieli przyspieszać ligę, będzie zacieśnianie tego kalendarza. Znowu będziemy uczestniczyć w tych kilkumeczowych maratonach i trzeba będzie sobie jakoś radzić. Te zmiany, które się dokonuje co spotkania powodują, że utrzymuje się zawodników w większej świeżości. W piłce nożnej to też się dzieje. Przyglądałem się w tym roku kilku zespołom z Anglii, które grały w europejskich pucharach i w swojej rodzimej lidze. Tam czasem było tak, że zupełnie inna jedenastka grała mecz w pucharach, a zupełnie inna grała spotkanie w lidze. Każdy gdzieś szuka świeżości, a to też szansa dla wszystkich zawodników, żeby się pokazać.

Na następnie stronie przeczytasz o udziale PGE Skry w Lidze Mistrzów, próbie rozegrania Siatkarskiej Ligi Narodów oraz czerwcowym zgrupowaniu reprezentacji.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved