Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Michal Masny: Ciągle jesteśmy bardzo daleko od wymarzonego finału

Michal Masny: Ciągle jesteśmy bardzo daleko od wymarzonego finału

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Nawet po pierwszych dwóch setach miałem w głowie, że jesteśmy ciągle bardzo daleko od wymarzonego finału. Życie i siatkówka mnie tego nauczyły – powiedział Michal Masny, słowacki rozgrywający Aluron Virtu Warty Zawiercie, która walczy o awans do finału PlusLigi.

Michal Masny od lat gra w czołowych klubach PlusLigi, ale dotychczas ma na swoim koncie tylko jeden medal PlusLigi wywalczony z Jastrzębskim Węglem. Wówczas grał w jednej drużynie z Michałem Kubiakiem, zdobywając nie tylko miejsce na podium w krajowych rozgrywkach, ale także krążek Ligi Mistrzów. – To był najlepszy zespół, w jakim kiedykolwiek grałem. Występowałem tam z Michałem Kubiakiem, a gra z „Kubim” to zabawa. Nigdy wcześniej nie miałem u swojego boku zawodnika, z którym mógłbym tak grać. Myślę też, że Kubiak nie trafił do tamtego momentu na podobnego rozgrywającego. Wystarczało nam pół sekundy – Michał na mnie patrzył, czasem coś krzyknął, a ja już wiedziałem, o co chodzi. Szkoda turnieju Final Four Ligi Mistrzów z tamtego roku. W półfinale graliśmy z Halkbankiem Ankara. Chcieliśmy za wszelką cenę przejść do finału i to nas zżarło. Za bardzo się nakręciliśmy. Brakowało spokoju. Kubiak w pewnym momencie próbował nas poderwać do walki, ale nie wyszło. Za to w meczu o trzecie miejsce z Zenitem Kazań Michał był genialny. Ciągnął zespół od samego początku, świetnie serwował, a przecież po drugiej stronie siatki byli m.in. Matthew Anderson i Nikola Grbić, który przez jakiś czas był dla mnie wzorem rozgrywającego – wspomina doświadczony zawodnik, który w wieku 39 lat wciąż ma szansę na osiągnięcie największego sukcesu w PlusLidze. Wszak w dalszym ciągu Aluron Virtu Warta Zawiercie jest o krok od awansu do finału. Już w drugim meczu półfinałowym prowadziła 2:0 z kędzierzynianami, ale nie potrafiła postawić kropki nad „i”. – Nie zgadzam się z tym, że byliśmy blisko. Nawet po pierwszych dwóch setach miałem w głowie, że jesteśmy ciągle bardzo daleko od wymarzonego finału. Życie i siatkówka mnie tego nauczyły. W pewnym momencie siatkarze ZAKS-y zaczęli ryzykować zagrywką. Serwisy im wychodziły, a my zaczęliśmy mieć problem z przyjęciem i przez to z atakiem. Prezentowaliśmy cały czas podobny poziom, może tylko z wyjątkiem zagrywki. To oni zaczęli grać dużo lepiej – dodał Michal Masny.



W Polsce panuje opinia, że słowacki zawodnik ma bardzo trudny charakter, chociaż sam zainteresowany nie do końca rozumie, skąd wzięła się taka opinia na jego temat. – Czasami słyszę to o sobie. Kiedy przechodziłem do Jastrzębia, ludzie mówili: „Masakra, Bernardi ma trudny charakter, Masny też, więc w szatni będzie wojna”. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca. Nie wiem, skąd wzięło się takie zdanie na mój temat – skomentował rozgrywający zespołu z Zawiercia, który nie ukrywa, że ma swoje zdanie i często dzieli się nim z innymi. – Często było tak, że walczyłem ze wszystkich sił, żeby zespół grał trochę lepiej i wyrażałem swoje zdanie, a trener czy ktoś inny miał odmienną opinię. Dochodziło do kłótni, ale nie destrukcyjnej, tylko takiej, z której można coś wyciągnąć. I z tego powodu mam mieć trudny charakter? Jestem człowiekiem bardzo wiele wymagającym, przede wszystkim od siebie, ale od innych też. Czasami człowiek stwierdza: „Odpuszczę, tak będzie lepiej”. Ja tak nie działam. Uważam, że dopóki się walczy, kłóci o coś, na czymś nam zależy i to jest dobre. A jeżeli ktoś przestanie się angażować, zrezygnuje, to jest już koniec – zakończył Michal Masny.

źródło: inf. własna, Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-04-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved