Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Michal Mašek: Jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy być

Michal Mašek: Jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy być

fot. Katarzyna Antczak

– Ja nie jestem człowiekiem, który będzie mówił, że chcemy medale, że chcemy robić to, to i tamto. Po prostu mamy swoje zadanie i je robimy – twierdzi trener lidera Ligi Siatkówki Kobiet, Michal Mašek. – Mamy wszystkie zawodniczki zdrowe, dlatego było by fajnie wygrać jeszcze ten mecz w Dąbrowie i pozostać liderem w LSK przez okres świąt – dodaje szkoleniowiec ŁKS-u Commercecon Łódź.

Jak podsumowałby pan to, co wydarzyło się w przeciągu ostatniego tygodnia?



Michal Mašek:Zagraliśmy trzy spotkania w ciągu siedmiu dni. Wszyscy wiemy, jak wyglądały te dwa pierwsze spotkania – bardzo trudny mecz w Rzeszowie wygrany 3:2, później bardzo emocjonalny mecz w Atlas Arenie przeciwko Grot Budowlanym i w końcu spotkanie z Impelem Wrocław, z zespołem, który bardzo dobrze atakuje na skrzydłach. Spodziewaliśmy się, że będzie ciężko i to były nasze najtrudniejsze zadania. Należy się szacunek dla mojego zespołu, bo praktycznie od meczu z Budowlanymi powtarzałem, żeby pamiętał o koncentracji. Wiem, że to nie jest najłatwiejsze po takich meczach, aby skoncentrować się na kolejnym, który ma być rozegrany w tak krótkim czasie. Ale nam się udało i to jest najważniejsze.

Wracając do bardzo ważnego dla zespołu spotkania, czyli tego, które zagraliście przeciwko Budowlanym. Spodziewał się pan takiego wyniku?

– Wszyscy marzyliśmy o tym, żeby wygrać, jakkolwiek. To znaczy, jakby się udało wygrać nawet 3:2 z tak dobrym przeciwnikiem, jakim są Budowlane, to by było super, ale udało się 3:0. Robiliśmy, co tylko mogliśmy, no i się udało.

Czyli można to spotkanie zaliczyć do najlepszych w wykonaniu zawodniczek ŁKS-u?

– Trudno powiedzieć, bo Budowlane nie miały recepty na naszą grę, a my naprawdę dobrze zagraliśmy w Rzeszowie. To był mecz, gdzie ten poziom gry był dużo, dużo wyższy niż w tym derbowym pojedynku, bo i Rzeszów pokazał bardzo dużą siłę. Dlatego trudno powiedzieć, czy to był nasz najlepszy mecz. Może tutaj w Łodzi tak, ale myślę, że ten w Rzeszowie zagraliśmy najlepiej.

Przed derbami powiedział pan, że ŁKS nie należy do grona faworytów Ligi Siatkówki Kobiet. Czy teraz już można tak powiedzieć?

– Nie wiem, ja to słyszę codziennie ze wszystkich stron i nie chcę o tym mówić wprost. Musimy się wszyscy przyzwyczaić, jako klub, że chcemy być u góry tabeli i wszystko realizujemy w tym kierunku. Ja nie jestem człowiekiem, który będzie mówił, że chcemy medale, że chcemy robić to, to i tamto. Po prostu mamy swoje zadanie i je robimy.

Właśnie, à propos tego, że macie swoje zadanie. Jak to przekłada się na zespół. Czy tam też każdy ma wyznaczoną rolę?

– Tak, każdy w tym zespole ma swoje zadanie. Na przykład Deja McClendon jest zawodniczką, która musi trochę podtrzymać przyjęcie, jak problemy ma Kasia Sielicka. Ona ma funkcję zadaniową, dlatego na treningach ćwiczy głównie przyjęcie. Robi też bardzo duże postępy w ataku, a to znaczy, że jest to zawodniczka, na którą zawsze możemy liczyć. Ale to dotyczy także reszty zespołu, dziewczyny na treningach robią maksimum i tak to wygląda.

A czy spodziewał się pan, że ta świetna praca siatkarek na treningach, to wykonywane maksimum, zaowocuje wygraną we wszystkich dziesięciu rozegranych meczach?

– Nie spodziewałem się, ale tutaj nie o to chodzi, chodzi o coś innego. O to, że zespół funkcjonuje, że jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy być, nawet jeszcze bliżej, niż zakładaliśmy, że możemy być. Mamy wszystkie zawodniczki zdrowe, dlatego byłoby fajnie wygrać jeszcze ten mecz w Dąbrowie i pozostać liderem w LSK przez okres świąt.

Rozmawiała Anna Maria Garstka – więcej w serwisie tulodz.pl

źródło: tulodz.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-12-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved