Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Michał Masek: Dziewczyny pokazują, że mają „jaja”

Michał Masek: Dziewczyny pokazują, że mają „jaja”

fot. Katarzyna Antczak

Siatkarki ŁKS-u Commercecon Łódź we własnej hali potwierdziły, że w końcówce sezonu znalazły się w wyśmienitej formie i po trzysetowym spotkaniu zameldowały się w finale LSK, który będzie festiwalem derbowych pojedynków. – W tej hali będzie naprawdę gorąco. Zaczynamy u siebie (uśmiech). Finał jest nagrodą dla obu tych zespołów za to, jak funkcjonowały i jak pracowały w tym sezonie. My się tutaj wymieniamy tą halą i obserwujemy, dlatego wiemy, że obie te drużyny zasługiwały na ten finał – mówił po zakończeniu rywalizacji półfinałowej trener Michał Masek.

Siatkarki ŁKS-u Commercecon Łódź potrzebowały zaledwie dwóch meczów, by wyeliminować z gry o złote medale drużynę Developresu SkyRes Rzeszów. W Łodzi przy wsparciu własnej publiczności łodzianki pewnie zwyciężyły i po raz drugi z rzędu zameldowały się w finale LSK. – Czy byłby to wynik 3:0 czy 3:2, nic to nie znaczy, bo liczyło się tylko zwycięstwo. Cieszy nas to, że było to 3:0, bo to świadczy o tym, że zespół wykonał dokładnie to, o czym rozmawialiśmy przed meczem. Gra blok-obrona była kluczem do wygrania z rzeszowiankami w pierwszym spotkaniu, w niedzielę było to widoczne jeszcze bardziej. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że znaleźliśmy się w finale – mówił po meczu trener Michał Masek.



Łodzianki konsekwentnie realizowały założenia taktycznie obstrzeliwując zagrywką Agatę Sawicką, która na 34 próby pomyliła się tylko trzykrotnie, ale też bardzo często przyjęcie rzeszowianek zmuszało do biegania i gry na wysokiej piłce Petyę Barakową. – To są aspekty taktyczne i tutaj w Łodzi zrealizowaliśmy te założenia na 99%. W rundzie zasadniczej nasza zagrywka nie była idealna, trochę zawodziliśmy w tym elemencie, tutaj nieco się poprawiliśmy i to wystarczyło. Dla mnie jednak to współpraca bloku z obroną była najważniejsza – przyznał słowacki trener ŁKS-u.

W końcówce pierwszej partii szkoleniowiec łodzianek wyciągnął asa ze swojej talii, a dwa bloki wprowadzonej na parkiet Izabeli Kowalińskiej praktycznie „ustawiły” tego seta. – Po takich sytuacjach widać, że to był mecz, w którym dosłownie wychodziło nam wszystko. Rzeczywiście Iza weszła na boisko, zdobyliśmy wtedy trzy punkty w końcówce i domknęliśmy całego seta, choć rywalki prowadziły 23:22. To było bardzo ważne, bo drużyna, która przegrała pierwszy mecz u siebie musi rzucić wszystko na szalę już w pierwszym secie drugiego spotkania. Pierwszym setem pokazaliśmy przeciwniczkom, że postawimy im wygórowane warunki, a kolejne partie już nie były dla nas tak trudne – dodał Masek.

Po raz kolejny kibice w Łódź Sport Arenie stworzyli wyjątkową oprawę i ponieśli swój zespół do zwycięstwa. – Chciałbym już dzisiaj podziękować naszym kibicom za zaufanie i za cierpliwość, za to że w takiej sile przychodzą do hali. Jeszcze nie zakończyliśmy tego sezonu, ale faktem jest, że nikt nie stawiał na nas w tym półfinale z rzeszowiankami, a tym bardziej na to, że wygramy w dwóch meczach. Mieliśmy różne mecze w tym sezonie, ale praktycznie od spotkań z bielszczankami dziewczyny pokazują, że mają „jaja”. Wzajemne zaufanie w szatni jest naprawdę na wysokim poziomie – zdradził trener siatkarek z miasta włókniarzy. W finale LSK ŁKS zmierzy się ze swoim lokalnym rywalem, drużyną Grot Budowlanych Łódź. – W tej hali będzie naprawdę gorąco. Zaczynamy u siebie (uśmiech). Ten finał jest nagrodą dla obu tych zespołów za to, jak funkcjonowały i jak pracowały w tym sezonie. My się tutaj wymieniamy tą halą i obserwujemy, dlatego wiemy, że obie te drużyny zasługiwały na ten finał – zakończył trener Łódzkiego Klubu Sportowego.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-04-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved