Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Michal Mašek: Chcemy jak najwięcej wyciągnąć z tego sezonu

Michal Mašek: Chcemy jak najwięcej wyciągnąć z tego sezonu

fot. Sylwia Lis-Dubiel

– Musiałem wierzyć, bo nie mógłbym być na trenerskiej ławce, tak samo zawodniczki. Walka jest do ostatniego gwizdka. Nieraz już bywało, że drużyna, która już widziała się w finale, przegrywa. To się właśnie stało – mówił po dramatycznym meczu w Rzeszowie i awansie do finału Ligi Siatkówki Kobiet trener ŁKS-u Commercecon Łódź, Michal Mašek. – Jeżeli by ta drużyna była w pełnym składzie, to też byłby oczywiście sukces, ale teraz to doceniam jeszcze bardziej. Gramy finał i chcemy z niego wydrzeć jak najwięcej i pokazać się z jak najlepszej strony – dodaje słowacki szkoleniowiec.

Przeżył pan już w swojej karierze taki mecz jak ten trzeci półfinałowy pojedynek w Rzeszowie?



Michal Mašek:Tak, ale nie na pozycji pierwszego trenera. Pracowałem jako drugi szkoleniowiec i w finale Pucharu Niemiec też był taki wyszarpany mecz. Przegrywaliśmy 1-2 i odwróciliśmy jego losy. To jednak, czego dokonaliśmy w Rzeszowie, to coś niesamowitego.

Zaczęliście ten decydujący mecz w Rzeszowie bardzo dobrze i do połowy drugiego seta nic nie wskazywało na takie emocje…

– Naszym scenariuszem numer jeden było wygranie pierwszego seta, bo wiedzieliśmy, że Rzeszów u nas zagrał słaby mecz i on nie reaguje na to zbyt dobrze psychicznie. Tak więc wygranie tej inauguracyjnej partii dawało dużą przewagę. Niestety myśmy z tego nie skorzystali i później zagraliśmy dwa bardzo słabe sety, szczególnie na przyjęciu i przy wyprowadzaniu ataku gdzieś na poziomie 25 procent, a z takim wskaźnikiem nie można wygrać. Mój zespół jednak uwierzył, że może i te założenia, które my mieliśmy, konsekwentnie realizowaliśmy do końca. Wyszarpaliśmy ten mecz na maksimum.

W czwartym secie przegrywaliście już 17:22. Rywal był o mały kroczek od gry w finale. Wierzył pan, że uda się jeszcze odwrócić losy?

– Musiałem wierzyć, bo nie mógłbym być na trenerskiej ławce, tak samo zawodniczki. Walka jest do ostatniego gwizdka. Nieraz już bywało, że drużyna, która już widziała się w finale, przegrywa. To się właśnie stało.

Czyli pewnie też chyba takie rozluźnienie rywala, któremu wydawało się, że nic nie jest w stanie już odebrać awans do finału, trochę wam pomogło?

– My nie chcieliśmy powtórzyć tej historii z pierwszego meczu, gdzie też graliśmy tie-breaka i zagraliśmy słabo. W ataku zdobyliśmy bodaj tylko dwa punkty. Teraz było już lepiej i w obronie, no i przede wszystkim popełniliśmy mniej błędów. To zadecydowało o wyniku.

Może też pana cieszyć fakt, że wygraliście ten mecz bez jednej z liderek, Regiane Bidias.

– No tak, to jest nie lada wyczyn. Niestety w tym sezonie mamy pecha. Przed finałem Pucharu Polski wypada nam podstawowa rozgrywająca, a teraz przed decydującym meczem o awans kolejna strata. Mimo tych kontuzji nasz zespół jest bardzo mocny i dał radę.

Jest szansa, że Brazylijka wróci na finały?

– Wróci.

Jak może potoczyć się ta finałowa rywalizacja z Chemikiem?

– Idziemy mecz po meczu. My robimy maksimum, tak jak jest to od pierwszego meczu w sezonie i tej filozofii się trzymamy do końca. Chcemy jak najwięcej wyciągnąć z tego sezonu.

W tym finale będzie wam się już chyba nieco łatwiej grało. Ta presja będzie nieco mniejsza, bo już ŁKS osiągnął duży sukces?

– To jest mega sukces w tym sezonie. Jeżeli by ta drużyna była w pełnym składzie, to też byłby oczywiście sukces, ale teraz to doceniam jeszcze bardziej. Gramy finał i chcemy z niego wydrzeć jak najwięcej i pokazać się z jak najlepszej strony.

źródło: lsk.plps.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-04-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved