Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > Michał Kubiak: Nasza drużyna rodzi się w bólach

Michał Kubiak: Nasza drużyna rodzi się w bólach

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Reprezentacja Polski jest waleczna, młoda i głodna sukcesu – powiedział tuż przed startem olimpijskich kwalifikacji w Japonii kapitan reprezentacji biało-czerwonych, Michał Kubiak. – Dla mnie fakt, że jesteśmy w kolejnym turnieju o awans, jest jedynie utrzymaniem szansy na to, że możemy pojechać na igrzyska do Rio, a nie osiągnięciem czegokolwiek. Na razie nie ma promocji, więc temat najważniejszej imprezy czterolecia nie istnieje. Na ten moment interesuje nas wyłącznie Tokio, a docelowe zmagania istnieją wyłącznie w mojej głowie – dodał przyjmujący.

Kadra w obecnym kształcie gra ze sobą dwa lata – zmienia się, nabiera charakteru, siły. Czy można powiedzieć, że w tym ostatnim czasie dojrzewa najbardziej, a egzaminem dorosłości będzie turniej kwalifikacyjny? A może najważniejszy test zdała ona poprzez zdobycie złota na mistrzostwach świata?



Michał Kubiak: – Mistrzostwo świata zdarzyło się nam dwa lata temu, więc zostawmy już je i nie wracajmy, gdyż nie ma po co. Teraz drużyna jest zrobiona na nowo. Jesteśmy młodym, głodnym sukcesów zespołem i myślę, że kwalifikacja olimpijska będzie dla nas może nie zwieńczeniem karier, bo jesteśmy młodymi ludźmi, ale na pewno spełnieniem marzeń.

Drużyna jednak rodziła się w bólach, kiedy przegrywaliście bitwy o awans, który był w zasięgu waszych rąk. W tym właśnie procesie najbardziej wytwarza się zespołowość?

– Na pewno tak. Puchar Świata przegraliśmy o włos, później w Berlinie stało się to, co się stało, lecz wciąż zachowujemy szansę na awans do igrzysk i tę okazję za wszelką cenę będziemy chcieli wykorzystać. Co później się wydarzy – zobaczymy. Mam nadzieję, że droga, którą przechodzimy, przyniesie nam dobre owoce.

W determinacji w dążeniu do celu widać prawdziwy charakter drużyny?

– Oczywiście, że tak. Drużyna skompletowana została z ludzi, którzy wiedzą, po co w niej są i co chcą osiągnąć w sportowym życiu, a co za tym idzie, dobrze się z takimi osobami pracuje i nikt nie narzeka, nie wymyśla oraz nie stroi fochów. Każdy podąża w tym samym kierunku i to jest w tym wszystkim najważniejsze.

Podczas Final Four rozmawiałam z trenerem Antigą i zapytałam go o to, czy fakt grania w trzecim turnieju, w którym możecie uzyskać awans do Rio, jest progresem czy wciąż świadectwem, że nic nie macie. Dla niego to 66 procent postępu, a dla pana?

– To jest ciągle nic. Dla mnie fakt, że jesteśmy w kolejnym turnieju kwalifikacyjnym, jest jedynie utrzymaniem szansy na to, że możemy pojechać na igrzyska do Rio, a nie osiągnięciem czegokolwiek. Na razie nie ma awansu, więc temat najważniejszej imprezy czterolecia nie istnieje. Na ten moment interesuje nas wyłącznie Tokio, a docelowe zmagania istnieją wyłącznie w mojej głowie.

Japonia nadal spędza panu sen z powiek?

– Już nie. Nie jest tak, że nie mogę spać, ponieważ coś się ze mną dzieje – po prostu chcę się skoncentrować na tym, co jest przede mną, a tym jest Tokio. Najważniejsza w Japonii była dobra aklimatyzacja, a dzięki związkowi mieliśmy okazję pojechać do Azji tydzień wcześniej, w komfortowych warunkach, za co jesteśmy bardzo wdzięczni, bowiem w tej mierze włodarze zrobili bardzo dobrą robotę i pokazali, że dbają o nas, jak tylko mogą.

Memoriał był turniejem dotarcia i sprawdzenia się z mocnymi rywalami, jednak pojawiły się błędy po waszej stronie. Były one bardziej kwestią indywidualnych niedomagań poszczególnych zawodników czy pokłosiem czasowego niedostrojenia grupowego?

– Analiza kilku ostatnich lat światowej siatkówki pokazuje, że wszystkie zespoły mają przestoje, których nie da się wyeliminować, bowiem nikt nie jest w stanie grać i nie popełniać błędów przez całe spotkanie. Pomyłki się zdarzają, a w profesjonalnym sporcie chodzi wyłącznie o to, by popełniać ich jak najmniej. Zdarzają nam się niedociągnięcia, tak jak reprezentantom Francji, Brazylii czy Włoch, jednak potrafimy wyjść z nich obronną ręką, a to jest bardzo istotne. Rzecz jasna na ten moment jest ich za dużo i chcemy je wyeliminować jak najmniejszym kosztem, tak, żebyśmy byli wszyscy zadowoleni, ale ich się nie uniknie – trzeba je wziąć na klatę i nauczyć się z nimi żyć.

Co według pana jest kluczem, także na przyszłość, do eliminacji niedociągnięć pomiędzy zawodnikami, którzy nie grali cały sezon a tymi, którzy walczyli bardzo dużo? Jak zaleczyć dysonans między jednymi a drugimi?

– Piotr Nowakowski miał kontuzję i był poza treningiem, lecz teraz nieustannie stara się robić więcej, aby wrócić do optymalnej formy i za to mu chwała, bowiem jest to jego kariera i obowiązek, by pracował więcej niż wszyscy. Musi zrobić progres – ma braki kondycyjne i techniczne, jednak walczy o to, by było ich jak najmniej. Kwestia tego, jak to wszystko pogodzić, leży już w gestii trenera. My jesteśmy zawodnikami, którzy wykonują polecenia naszego szefa, ufamy mu, jesteśmy zgodni co do tego, co on chce nam zaproponować i idziemy tą samą ścieżką.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved