Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Michał Kubiak: W moim ostatnim turnieju w reprezentacji chciałbym zdobyć medal

Michał Kubiak: W moim ostatnim turnieju w reprezentacji chciałbym zdobyć medal

fot. Patryk Głowacki

– Czasami niedobrze jest mieć łatwych przeciwników na początku, bo nie jesteś do końca przygotowany na walkę na noże w decydujących meczach, co pokazały ostatnie mistrzostwa Europy. Różnie się to układa. Nie mamy do końca na to wpływu, nie możemy sobie wybierać. W ćwierćfinale trzeba będzie grać z tym, kogo nam los przydzieli – ocenił w rozmowie z Przeglądem Sportowym turniej olimpijski kapitan reprezentacji Polski, Michał Kubiak.

Z serpentyny wynika, że w igrzyskach w Tokio zagracie w grupie z Japonią, Włochami, Iranem, Kanadą i Wenezuelą.



Michał Kubiak: – Rozszyfrowałem to dużo wcześniej niż ogłoszono, bo wiem, jak działa serpentyna. Nie do końca znałem przeciwników, ale między wierszami można było sobie dopowiedzieć, kto awansuje. Zatem już wcześniej mogliśmy się domyślać, jak mogą wyglądać grupy w Tokio.

Niby mamy grupę marzeń, ale za to w ćwierćfinale trafimy najprawdopodobniej na Francję, USA, Rosję lub Brazylię.

– Poczekajmy. Cztery lata temu też niby wszystko było jasne. A Francja nie wyszła z grupy, gdyż przegrała z Kanadą, na którą mogliśmy potem trafić, bo było losowanie. Nie ma więc sensu teraz myśleć, z kim będziemy grać. Oczywiście chcielibyśmy mieć ćwierćfinał jak najłatwiejszy, ale i tak żeby dojść do złota, trzeba wygrać ze wszystkimi po kolei. Czasami niedobrze jest mieć łatwych przeciwników na początku, bo nie jesteś do końca przygotowany na walkę na noże w decydujących meczach, co pokazały ostatnie mistrzostwa Europy. Różnie się to układa. Nie mamy do końca na to wpływu, nie możemy sobie wybierać. W ćwierćfinale trzeba będzie grać z tym, kogo nam los przydzieli.

Cztery lata temu w Rio przegraliście w ćwierćfinale z USA, ale czasy się zmieniły. Polska jest obecnie mocniejsza?

– Na pewno mamy inny zespół, a czy lepszy, to się okaże. Dwa razy grałem w olimpijskich turniejach i dwa razy odpadłem w ćwierćfinale. Teraz, w moim ostatnim turnieju w reprezentacji, chciałbym zdobyć medal, najlepiej złoty.

Vital Heynen mówi: „Tylko złoto mi się podoba”. Podziela pan jego opinię, czy każdy medal bierze w ciemno?

– W życiu nie jestem minimalistą i nie lubię myśleć o małych nagrodach. Jeśli mam coś robić, to zawsze grubo. Jak już trenować, to z celem zdobycia największych laurów. Jak kupować rzeczy, to te najlepsze. I tyle. Więc jestem takiego samego zdania jak trener i chciałbym przywieźć z Tokio złoty medal.

To przejdźmy do japońskiej ligi. W ubiegły weekend pana zespół Panasonic Panthers przegrał pierwszy mecz w lidze, 0:3 z JTEKT Stings. To dla pana duży zawód?

– Nawet nie chodzi o porażkę. Oni zagrali fantastyczne spotkanie. Nie mieliśmy nic do powiedzenia. Przez cztery lata mojej gry w Japonii nigdy tak bardzo nie dostaliśmy w trąbę jak w ostatnią niedzielę. Ale czasami taki mecz się przydaje, bo tylko nas wzmocni. W tym roku mamy inny system gry w lidze. Jest jeszcze jedna runda. Potem, jeśli zakończymy fazę zasadniczą na pierwszym miejscu, tak jak to miało miejsce w dwóch ostatnich sezonach, będziemy czekać na rywala dwa tygodnie, bo gramy od razu w finale. To dziwne, ale taki jest system i trzeba to zaakceptować. Chyba więc lepiej być drugim, żeby zagrać jeden mecz więcej i nie mieć tak długiej przerwy.

Koniec sezonu 29 lutego? To bardzo wcześnie. A co potem?

– W ostatnim tygodniu marca mamy Puchar Cesarza, a w trzecim tygodniu kwietnia prawdopodobnie powalczymy w klubowych mistrzostwach Azji, więc jeszcze trochę grania będzie. Dziwnie to jest ułożone, bo zwykle w Europie po finale ligi już się nie gra, a tu w międzyczasie Japończycy mają zgrupowanie kadry. Potem wracają do klubów, by znów pojechać na obóz i tak będą się mielić, a my będziemy spokojnie trenować.

Pojawiły się plotki, że w kwietniu może pan trafić do Włoch, by pomóc Modenie w play-off. Jest coś na rzeczy?

– Zawsze jest coś na rzeczy. Było kilka telefonów, ale nie będę mówił o klubach, bo to nie miejsce i czas na to. Miałem propozycje nie tylko z tego zespołu, który został wymieniony, ale i z kilku innych, choćby z ligi chińskiej. Wszyscy wiedzą, że sezon w Japonii jest krótki. Ale mój kontrakt z Panasonic obowiązuje jeszcze co najmniej na przyszły sezon i jestem zobowiązany do jego wypełnienia. Klubowe mistrzostwa Azji w kwietniu też są moim celem, więc nie wydaje mi się, żebym mógł grać wówczas gdzie indziej. Nie wykluczam niczego, ale nie sądzę, by klub mnie puścił.

 

Cały wywiad Ryszarda Opiatowskiego w Przeglądzie Sportowym

źródło: przegladsportowy.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-01-15

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved