Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Michał Kubiak: Im więcej grania, tym lepiej

Michał Kubiak: Im więcej grania, tym lepiej

– Mój klub w poprzednim sezonie przegrał mistrzostwo z drużyną Omrcena i teraz chcemy wrócić na tron. A najlepiej gdybyśmy zdobyli mistrzostwo oraz oba puchary – Cesarza i Kurashiki. Będziemy do tego dążyć – mówi o celach swojego zespołu w Japonii Michał Kubiak. – Śmiało mogę powiedzieć, że jesteśmy w gronie trzech najlepszych drużyn i możemy to wszystko zdobyć, choć na pewno będzie trudno. Liga jest bardzo wyrównana – dodaje przyjmujący reprezentacji Polski.

Jest pan zadowolony z wyboru ligi japońskiej na miejsce pracy i życia?



Michał Kubiak: Jak najbardziej! Dobrze się tutaj czuję, podobnie jak moja żona i córeczka. Ludzie są mili, co chwilę się kłaniają i chcą służyć pomocą. Choć nie rozmawiam z nimi zbyt dużo, bo mało kto mówi tutaj po angielsku. Trzeba sobie radzić na migi. Co ciekawe, nawet podczas wyjazdów na mecze jest cisza. Japończycy są tak nauczeni, by nie rozmawiać w autobusie. Nikt się nie odzywa przez trzy godziny albo i dłużej. Wszyscy siedzą w telefonach lub coś czytają. Jedynymi osobami, którzy rozmawiają, są obcokrajowcy. Mam o tyle dobrze, że moja rodzina może jeździć ze mną na każdy mecz. Na wyjazdach mogą być ze mną w jednym pokoju hotelowym. To miłe, bo życie tutaj nie należy do najłatwiejszych. Ale ogólnie nie ma na co narzekać. Jakość produktów w sklepach czy w restauracjach jest wysoka. Żyje się dobrze.

Proszę opowiedzieć trochę o lidze japońskiej.

– Mamy swoją halę, ale wystąpimy w niej tylko trzy razy w sezonie. W lidze jest osiem zespołów i każdy z każdym zagra po trzy razy. Mecze są w sobotę i niedzielę, dzień po dniu. Będą też dwa puchary. Najpierw Cesarza. Finały zaplanowano na 24 i 25 grudnia, więc świąt Bożego Narodzenia w tym roku nie będziemy mieć. Z kolei w maju zagramy o Puchar Kuroashiki. Halę mamy do własnej dyspozycji cały czas, podobnie jak siłownię i stołówkę. Po pierwszym treningu każdy zawodnik ma zapewniony posiłek. W Japonii jest podział na amatorów i profesjonalistów. Amator musi raz w tygodniu przez dwie godziny po treningu pójść do biura. A po zakończeniu kariery pracuje w firmie, która była sponsorem zespołu. Moi koledzy, którzy teraz ze mną grają w zespole Panasonic Panthers, po zakończeniu karier mają zapewnioną pracę w firmie Panasonic. Natomiast ci, którzy są zatrudnieni jako profesjonalni zawodnicy, a jest ich w lidze mniej niż dziesięciu, po zakończeniu grania otwierają swoje biznesy. Nie ma więc zmian barw klubowych, jak w innych częściach świata. Praktycznie przez całą karierę w Japonii gra się w jednym zespole.

A obcokrajowcy?

– Traktują nas bardzo dobrze. Wszystko mamy zorganizowane. Jest nas w całej lidze ośmiu, bo w każdej drużynie może grać tylko jeden cudzoziemiec. Każdy z nas ma swojego tłumacza. Moja to kobieta, która jest na każde zawołanie. Moje, mojej żony i naszego trenera. Przyjeżdża po nas, wozi na trening i z powrotem czy do sklepu. O każdej porze dnia i nocy ma być dla nas dostępna. Wszystko jest na czas, jak w szwajcarskim zegarku. Dostajemy dokładną rozpiskę dnia i jej się trzymamy. Nie ma z tym problemu, bo Japończycy są punktualni.

Na jakim poziomie jest japońska liga?

– Trudno porównać tę ligę do europejskich. Trzeba by zrobić konfrontację drużyn z Japonii z innymi. Uważam jednak, że poziom jest dobry. Jestem miło zaskoczony, bo myślałem, że łatwiej będzie mi się grało. Gdy Japończycy bronią, to wydaje się, że zamiast trzech stoi ich w obronie co najmniej sześciu. Jest dużo więcej kombinacji niż w europejskiej siatkówce. W moim zespole gra jest rozłożona na kilku zawodników, ale większość drużyn opiera swoją siłę na jednym graczu, jak na przykład JTEKT Stings, którego liderem jest Matej Kazijski. On atakuje po 50–60 razy w meczu i dużo zależy od jego dyspozycji. W podobnej sytuacji jest Igor Omrcen, występujący w Toyota Trefuerza. W ostatnim meczu zakończonym wynikiem 3:0 atakował 55 razy!

Pan też ma więcej pracy niż w reprezentacji Polski?

– Dostaję trudniejsze piłki do atakowania niż koledzy. Ale po to zatrudniani są obcokrajowcy w Japonii. Nie ubolewam nad tym, bo im więcej mam grania, tym lepiej.

A kiedy kończy się sezon?

Do 5 lutego gramy rundę zasadniczą. Po niej jest play-off. Zaczyna w nim walkę sześć najlepszych zespołów. Dostają one na starcie punkty. Za wygranie sezonu zasadniczego jest pięć punktów, za drugie miejsce – cztery i tak dalej. Ta szóstka gra między sobą, zostaje czwórka i z niej wyłaniani są finaliści. Liga zakończy się 19 marca i dostanę po niej trzy tygodnie wolnego. Potem wracam do Japonii, bo 4 maja zaczyna się Puchar Kurashiki.

Nie żal, że Bartosz Kurek zrezygnował z gry w Hiroszima Thunders?

– Trochę tak, bo gdy jeszcze był gotów tu grać, planowaliśmy, że w wolnych dniach będziemy się widywać. Tak się jednak nie stało. Bartek miał swoje powody, by zrezygnować z gry w Japonii i uszanujmy je. Na pewno była to poważna i przemyślana decyzja. Brakuje go w tej lidze. Zwiększyłby swoją grą jej atrakcyjność. Zespół Thunders z nim byłby znacznie mocniejszy.

Cały wywiad Ryszarda Opiatowskiego w serwisie przegladsportowy.pl

 

 

 

źródło: Przegląd Sportowy

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-11-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved