Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski mężczyzn > I. Mazur: Antiga nie jest jeszcze trenerem kompletnym

I. Mazur: Antiga nie jest jeszcze trenerem kompletnym

fot. Katarzyna Antczak

– Wierzę, że Stephane Antiga i ta reprezentacja potrafią wygrywać najtrudniejsze spotkania, czego przykładem był olimpijski awans. Zgoda, było to przeczołganie się przez wielkie cierpienia, ale mimo tego promocja została wywalczona i to z udziałem drużyny, która niczym pretorianie stała przy swoim wodzu. Tym samym dała mi optymizm i nadzieję na to, że na igrzyskach zrobi „maksa” tego, co będzie można – powiedział tuż przed startem najważniejszej imprezy czterolecia trener i ekspert siatkarski, Ireneusz Mazur.

Kiedy można powiedzieć, że szkoleniowiec jest dobrym trenerem?



Ireneusz Mazur:Należy wyjść z podstawowego założenia – szkoleniowiec musi być zarówno trenerem, jak i selekcjonerem, i jeżeli mówi się o kompletnym „głównodowodzącym”, to trzeba ująć wszystkie wymienione elementy. Czasem bywa też tak, że trener może doskonale prowadzić reprezentację, a niekoniecznie musi być dobrym szkoleniowcem, czyli osobą odpowiedzialną za ćwiczenie poszczególnych składowych gry czy też tworzenie drogi, dzięki której siatkarz zostanie doprowadzony do mistrzostwa. Jeśli chodzi o pytanie, kiedy szkoleniowiec staje się kompletny, to z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że wtedy, kiedy jest skuteczny.

Ile według pana potrzeba czasu, żeby szkoleniowiec w pełni zdał sobie sprawę z konsekwencji każdego swojego ruchu, decyzji, wprowadzonej zasady względem jej oddziaływania na drużynę?

To różnie bywa. Zazwyczaj albo to się ma od razu i jest się wrażliwym na wszelkie elementy, które występują w drużynie, konflikty czy relacje interpersonalne, albo nabiera się w tej mierze doświadczenia wraz z liczbą treningów, miesięcy, lat przebywania z różnymi teamami. Zawsze jest tak, że głównodowodzący wypracowuje sobie właściwe zasady postępowania i schematy, które są czytelne dla wielu zawodników, i dopiero wtedy, kiedy je ustabilizuje, można mówić o tym, że szkoleniowiec jest kompletny. Nie zmienia to faktu, że u poszczególnych trenerów dzieje się to w różnym czasie. W historii naszej dyscypliny znamy przypadki takie jak Hubert Jerzy Wagner, który w wieku trzydziestu kilku lat został selekcjonerem, by chwilę później sięgnąć po najważniejsze siatkarskie trofea. To pokazuje, że nie ma na to jednej reguły.

Czy według pana w tym momencie Stephane Antiga może być już określony mianem trenera kompletnego?

Według mnie trener Antiga nadal jest w procesie budowania swojego wizerunku, wypracowując sposób postępowania względem siatkarzy. Ponadto uczy się on również nazwisk, osobowości poszczególnych zawodników i jednocześnie ewoluuje wraz ze swoją grupą. To nie jest jeszcze trener, o którym można by powiedzieć, że jest kompletny, doświadczony i niczego nie musi się uczyć. Prawda jest taka, że szkoleniowcy nieustannie muszą nabywać wiedzę. Nie zmienia to faktu, że Francuza na pewno należy nazwać wybitną osobowością, skoro po roku pracy z zespołem zdobył mistrzostwo świata. To nie dzieje się tak łatwo, to nie jest przypadek – na to trzeba zapracować. Myślę, że Stephane Antiga wygrywając mistrzostwo świata, postawił wiele zasad do góry nogami, a należy pamiętać, że kiedy otrzymał propozycję poprowadzenia zespołu narodowego, jeszcze dogrywał sezon jako zawodnik. Mimo tego wywalczył zwycięstwo w siatkarskim mundialu, a to oznacza, że jest wybitną osobowością. Rzecz jasna wiemy, że obok niego jest doświadczony drugi trener, co również świadczy o tym, że miał świadomość, iż jego obecność jest mu nieodzowna.

Jak według pana wiedzy przeprowadzony jest podział pomiędzy rolą Stephane’a Antigi a Philippe’a Blaina?

Mogę jedynie powiedzieć, że to, co robi Stephane, bardzo mi się podoba. Miałem przyjemność widzieć zajęcia prowadzone przez francuskich szkoleniowców i nie odbiegają one od poziomu pozostałych trenerów, z którymi się zetknąłem. Współczesna siatkówka to pewien praktykowany standard, który łączyć należy z autorytetem zawodniczym, wynikającym z przeszłości trenera-gracza w okresie pierwszych dwóch, trzech lat zajmowania się zespołem. To właśnie wtedy selekcjoner jeszcze może powiedzieć, że jest w stanie coś zrobić, że sam pokaże, jak należy się zachować, a to jest cenne, ponieważ tę umiejętność traci się z nabywanym doświadczeniem „pozazawodniczym”. Później zapomina się o tym, że było się siatkarzem, lecz wtedy wśród podopiecznych w zamian urasta autorytet trenerski, wynikający z tego, że jest się konsekwentnym, nie faworyzuje się, ale stara się w miarę równo traktować wszystkich siatkarzy, jednocześnie uwzględniając ich indywidualne umiejętności i osobowości. Nawiązując do ostatnich meczów Serbów, mimo swoich osiągnięć zawodniczych Nikola Grbić zupełnie inaczej patrzy na Uroša Kovačevicia, obchodzi się z nim jak z jajeczkiem, a pozostałych graczy, którzy mają nieco więcej doświadczenia, potrafi zrugać. To świadczy o tym, że szkoleniowiec musi nauczyć się postępować personalnie z poszczególnymi graczami.

Czy trener Antiga posiada już tę umiejętność?

Wszyscy zawodnicy zasługują na to, by ich traktować z właściwa estymą i wartością, którą przedstawiają. Jeśli chodzi o trudne momenty, na przykład odsuwanie graczy od grupy, to trzeba mieć do tego dar, takt i umiejętność wybrania czasu, który byłby najdogodniejszy. To się ma albo nie. Czy Stephane posiada taką umiejętność? Szalenie trudno mi powiedzieć. Wydaje mi się, że jest człowiekiem ujmującym, takim, z którym można porozmawiać, który przekazuje swoją rację w sposób bardzo spokojny i stonowany. Nigdy jednak nie byłem w relacji z nim w roli zawodnika, dlatego trudno mi powiedzieć, czy szkoleniowiec ten ma wspomniany dar. Nie zmienia to faktu, że bardzo chciałbym, by Francuz był kompletnym trenerem wzorem Lozano czy Castellaniego, ponieważ nasza reprezentacja zasługuje na takiego głównodowodzącego.

Czy w świetle pańskiego doświadczenia szkoleniowego może pan stwierdzić, jak łatwo zachłysnąć się trenerowi sukcesem, który odnosi?

Oczywiście, że może do tego dojść – szkoleniowiec wcale nie jest innym materiałem niż zawodnik, który potrafi się zadurzyć w miłości do samego siebie, nie dostrzegając rzeczy, które do tej pory traktował z szacunkiem. Tak po prostu jest w życiu. Nie wszyscy są trenerami takimi jak Bernardo Rezende, który wchodząc na salę, potrafi zauważyć małe dziecko, starszą panią, pana i przywitać się z nimi z należytym respektem. Nie robi tego pod telewizor czy pod publikę – on po prostu to ma. Kiedy wchodziło się do hali, by podpatrzeć jego pracę, to nigdy nie wypędzał i nie mówił, że to jest czas poświęcony wyłącznie jego zawodnikom, ale dzielił się wszystkim i potrafił zaprosić postronnych do treningów, prosząc ich chociażby o pomoc w podawaniu piłek… Nie wszyscy mają jednak taką osobowość.

W przypadku trenera Antigi niesamowity sukces przyszedł od razu, był nagły. Czy już nastąpiła tym samym weryfikacja poziomu szkolenia, który reprezentuje, a może przyszła ona wraz z trzema próbami uzyskania kwalifikacji olimpijskiej, czy też dopiero odbędzie się podczas igrzysk w Rio?

Nie chciałbym odpowiadać banałami, ale taka jest prawda – trener musi za każdym razem weryfikować swoją pracę, jednocześnie raz po raz będąc poddawanym presji wyniku. To dotyczy wszystkich, a w szczególności bardziej doświadczonych szkoleniowców. W przypadku Stephane’a jest o tyle inaczej, że on wszedł do tej pracy bardzo szybko i to na pułap wysoki, bowiem zasiadł za sterami reprezentacji, która w nieodległej przeszłości była wicemistrzem świata i mistrzem Europy, a także zdobywcą złota Ligi Światowej. To był team z najwyższej półki, zespół, o którym nie śniło się filozofom. Jednocześnie za jego plecami był Blain, a duet ten zdał od razu pierwszy i najważniejszy egzamin. Niemniej jednak cały czas trzeba przechodzić kolejne testy i próby z kolejnych wydarzeń, a faktem jest, że od mistrzostwa świata sprzed dwóch lat nie ma już pasma zwycięstw…

Co jest tożsame z obrazem polskiej siatkówki ostatniej dekady…

Właśnie. Trzeba zauważyć, że w przypadku trenerów zagranicznych, którzy przejmowali u nas stery w ostatnim czasie, taki scenariusz sukcesu odnoszonego w pierwszym bądź najpóźniej drugim roku od objęcia reprezentacji powtarza się. To pokazuje, że Stephane’a poznawać będziemy dopiero teraz – jaki jest naprawdę, z jaką skutecznością potrafi działać i w jaki sposób rozwiąże problemy. Krytykowany przed mistrzostwami świata za bardzo brutalny ruch, czyli odsunięcie Kurka od reprezentacji, zdobył złoty medal. Czy dzięki temu posunięciu Polacy zawiesili sobie najcenniejszy krążek na szyjach? Nie! Prawdopodobnie udział w turnieju takiego gracza dodałby wartości teamowi, ale z drugiej strony ruch ten wpłynął na dyscyplinę i morale tej ekipy na tyle mocno, że szkoleniowca zaczęto postrzegać jako bezkompromisowego. Jego celem było wygrywanie, ale był także nieugięty. Każdy inny zawodnik po tej sytuacji trzy razy zastanowił się, zanim wykonał jakikolwiek gest, więc decyzja ta świetnie wpłynęła na zespół.

Właśnie, ile trener Antiga zaryzykował poprzez rezygnację z Marcina Możdżonka na rzecz Piotra Nowakowskiego? Od początku był on trenerem ryzyka, które wiązało się chociażby z samym momentem, w którym przejął reprezentację, ale czy nadal po trudach olimpijskiej kwalifikacji, słabym występie w Lidze Światowej pozostał szkoleniowcem zaufania?

Biało-czerwony zespół jest już na tyle doświadczony i dojrzały, że to nie powinno mieć znaczenia, ponieważ to drużyna rozwiązuje sama większość problemów. Pierwszą zasadą, którą powinien kierować się trener, to „nie szkodzić”, więc jeśli szkoleniowiec nie szkodzi swojej drużynie, to zespół sam powinien wygrywać wiele rzeczy. To teoria – w praktyce różnie bywa. Czy Stephane Antiga jest trenerem zaufania? Myślę, że dla większości kibiców i środowiska zapewne tak. W przypadku drużyny wydaje mi się, że proces budowania i utrzymywania prestiżu tego szkoleniowca nadal trwa. Nie wiem, jak to wszystko wewnętrznie wygląda, ale najprawdopodobniej, jak w przypadku każdej ekipy, są zawodnicy, którzy pozostają ślepo zapatrzeni w trenera i tacy, którzy są obojętni lub wątpiący. Kwestią zasadniczą jest to, w której grupie są najlepsi gracze zespołu. Z zewnętrznej oceny wydaje się, że w naszej reprezentacji nie ma nerwowych, negujących gestów, czyli wniosek może być jeden – zaufanie występuje. Niemniej jednak w ostatnim okresie nie było zbyt wielu wygranych meczów, więc teraz byłby idealny moment do tego, by wykonać badania, testy, które dałyby nam odpowiedź, co się dzieje, kiedy zespół na kilkanaście spotkań zwycięża zaledwie w trzech. Na razie zewnętrznie wszystko wygląda prawidłowo i nie najgorzej. Nie zmienia to faktu, że najgorszą rzeczą dla trenera byłoby, gdyby światło dzienne ujrzały niewłaściwe gesty drużyny. Mogę powiedzieć tylko tyle, że ze słyszenia wiem, że polski team jest mocny, nakierowany na wygrywanie i jest w nim siła. Czy jest to wynik pracy trenera? Zapewne też. Charakteru zawodników? W głównej mierze.

Czy i pan ufa trenerowi?

Wierzę, że Stephane Antiga i ta reprezentacja potrafią wygrywać najtrudniejsze spotkania, czego przykładem był olimpijski awans. Zgoda, było to przeczołganie się przez wielkie cierpienia, ale mimo tego promocja została wywalczona i to z udziałem drużyny, która niczym pretorianie stała przy swoim wodzu. Tym samym dała mi optymizm i nadzieję na to, że na igrzyskach zrobi „maksa” tego, co będzie można.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-07-27

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved