Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > siatkówka światowa > Matthew Anderson: Jestem w Kazaniu bardzo szczęśliwy

Matthew Anderson: Jestem w Kazaniu bardzo szczęśliwy

fot. archiwum

Podczas gdy reprezentacje walczą o awans na igrzyska olimpijskie, Matthew Anderson wraz ze swoim zespołem z Kazania przyjechał do Polski, by zagrać towarzysko, m.in.: w turnieju w Krośnie. Póki co amerykański atakujący nie zamierza opuszczać rosyjskiej Superligi, ale w przyszłości nie wyklucza, że będzie można go zobaczyć na parkietach w Polsce. – W przyszłości nie wykluczam, że zagram w Polsce – stwierdził krótko zawodnik Zenitu Kazań.

Seria spotkań towarzyskich na polskiej ziemi dobiegła końca. Jak ocenisz na podstawie osiągniętych wyników postawę swojej drużyny?

Matthew Anderson: – Jako bardzo wakacyjną. (śmiech) Tak naprawdę to dopiero kilka dni temu wznowiliśmy treningi w prawie pełnym składzie, dlatego ciężko było od nas wymagać, byśmy się prezentowali jakoś nadzwyczajnie. Ja dołączyłem do zespołu dopiero na dzień przed pierwszym spotkaniem z Asseco Resovią i przed tym meczem odbyłem z kolegami tylko jeden trening. Uważam jednak, że okres spędzony w Polsce był bardzo dobrze spożytkowanym czasem, który pozwolił nam na powrót do rytmu meczowego. Swoją drogą dzięki klimatowi wytwarzanemu przez polskich fanów można było w powietrzu wyczuć atmosferę święta, co tylko i wyłącznie dodało kolorytu naszym spotkaniom kontrolnym.

To prawda, zarówno hale w Rzeszowie, jak i Krośnie wypełnione były po brzegi.



I z tego właśnie na świecie znana jest polska publiczność. Nieważne, czy są to rozgrywki klubowe, czy reprezentacyjne, kibice zawsze tłumnie stawiają się w halach i dają z siebie wszystko, by wspierać swoich ulubieńców i deprymować ich oponentów. Mnie osobiście to się bardzo podoba. Bardzo lubię grać w głośnych halach, w których panują bardzo skrajne emocje – od wiwatów i oklasków po gwizdy.

W ostatnich dniach z twoich klubowych kolegów najwięcej gwizdów otrzymał wasz kapitan…

Aleksiej Spiridonow jest bardzo wyrazistym i charakternym zawodnikiem, dlatego wywołuje bardzo dużo emocji w siatkarskim świecie. Myślę jednak, że takie zachowania jak gwizdy i próby zaczepek tylko i wyłącznie go nakręcają i pomagają mu grać jeszcze lepiej. My jako Zenit Kazań również na tym korzystamy. W momencie, kiedy wszystkie „złe emocje” skupiają się na Aleksieju, my możemy spokojnie robić swoje. Trzeba jednak oddzielić aspekt mentalny od sportowego – wtedy można zauważyć, że Spirik jest zarówno świetnym zawodnikiem, jak i kapitanem.

W ostatnich dniach najpierw ulegliście Asseco Resovii Rzeszów, by w czwartek wziąć rewanż i wygrać w tie-breaku. Jak wam się grało przeciwko mistrzowi Polski?

To bardzo dobra drużyna, która od kilku sezonów znajduje się w czołówce europejskich zespołów. Nie przywiązywałbym jednak szczególnej wagi do wyników owych spotkań. Jesteśmy można powiedzieć pośrodku przygotowań do drugiej części sezonu, nie trenujemy w pełnych składach, dlatego obydwie ekipy rzuciły na szalę wszystko, co w danym momencie miały. Uważam, że takie spotkania są bardzo potrzebne, zwłaszcza w sytuacji, kiedy mamy za przeciwnika drużynę reprezentującą naprawdę wysoki poziom. Wtedy możemy łatwo ocenić, w jakim miejscu jesteśmy na ten moment i ile nam brakuje do optymalnej formy.

W drużynie mistrza Polski występuje dwóch twoich reprezentacyjnych kolegów.

– Tak, Thomas i Russell.

Kiedy spotkaliście się na zgrupowaniu amerykańskiej kadry narodowej, nie namawiali cię na transfer do PlusLigi?

– Thomas dopiero przechodził do Asseco Resovii, dlatego pewnie sam chciał uzyskać jak najwięcej informacji. (śmiech) Russell natomiast gra w waszym kraju nie pierwszy sezon i temat samych rozgrywek był niejednokrotnie przez nas poruszany. Mój serdeczny przyjaciel – Paul Lotman, który do ubiegłego sezonu występował w Rzeszowie, był dla mnie prawdziwą skarbnicą wiedzy dotyczącą PlusLigi. Co do samego transferu – w przyszłości nie wykluczam, że zagram w Polsce. Nie nastąpi to na pewno jednak za rok czy za dwa.

Z uwagi na obowiązujący kontrakt z Zenitem.

– Nie tylko. Jestem obecnie w najlepszym dla siatkarza wieku. W tym roku skończę 29 lat, mam niezbędne doświadczenie i wysoki poziom ogrania na najwyższym poziomie. Aktualnie jestem zawodnikiem pierwszego składu w moim odczuciu najlepszej drużyny na świecie. Dobrze mi się żyje w Kazaniu, a warunki finansowe zaproponowane przez Zenit są po prostu fantastyczne. Nic tylko grać i o nic się nie martwić. Gdybym jednak jednego dnia miał zmienić klub, to tylko na taki ze światowego topu. Każda inna zmiana byłaby cofaniem się w siatkarskim rozwoju. Póki co nie mam żadnej alternatywy dla drużyny Zenitu, nigdzie się z niej nie wybieram. Jestem w Kazaniu bardzo szczęśliwy.

Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że rosyjska Superliga jest najlepsza na świecie?

– Ja nie mam ku temu żadnych wątpliwości. Myślę, że Superliga jest celem każdego wyróżniającego się zawodnika na świecie. Nie chodzi tylko o sam poziom rozgrywek, który jest bezwzględnie najwyższy, ani o bardzo dobre warunki finansowe. Przede wszystkim można tu spotkać fenomenalnych zawodników, świetnych szkoleniowców – no i zwiedzić kawał świata.

Ewidentnie jesteś zakochany w Rosji.

– Mimo wszystko jestem Amerykaninem i kocham swój kraj. (śmiech) Uważam jednak, że Rosja jest świetnym miejscem do grania w siatkówkę.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, siatkówka światowa, Wywiady

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-01-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved