Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mateusz Sacharewicz: Najważniejsze, że jest happy end

Mateusz Sacharewicz: Najważniejsze, że jest happy end

fot. Mateusz Bosiacki - plusliga.pl

– Dobrze przepracowaliśmy ostatni okres. Do meczu w Częstochowie podeszliśmy jak do małego meczu o mistrzostwo. Mimo że nie zdobyliśmy żadnego zaszczytnego miejsca, to możemy być zadowoleni, zwłaszcza w kontekście tego, co czują w Kielcach i Bielsku-Białej – powiedział po wywalczeniu utrzymania w PlusLidze środkowy Łuczniczki Bydgoszcz, Mateusz Sacharewicz.

Trzech meczów potrzebowaliście, żeby wygrać barażową rywalizację z AZS-em Częstochowa. Straciliście w nich tylko seta. Było więc łatwo i lekko, czy z perspektywy boiska wyglądało to zupełnie inaczej?



Mateusz Sacharewicz: – Dwa mecze w Bydgoszczy wygraliśmy 3:0, na dodatek dosyć dużą różnicą punktową. Aczkolwiek i tak nastawialiśmy się na trudne granie. Wcześniej analizowaliśmy grę częstochowian. Wiedzieliśmy, że jest to bardzo waleczna drużyna. Obawialiśmy się, że mimo tego, że jesteśmy sportowo lepsi, to rywale będą nadrabiali ambicją i determinacją, co zresztą pokazali w trzecim meczu w Częstochowie. Jak tylko trochę im odpuściliśmy, popełniliśmy więcej błędów, to zaczęła się zacięta rozgrywka. Na pewno nie były to łatwe mecze.

W sumie mecz w Częstochowie też mogliście wygrać 3:0. Tego jednego seta straciliście trochę na własne życzenie?

– Zaczęliśmy tego seta od dość dużej straty. Musieliśmy przez całą partię gonić przeciwnika. W końcówce na zagrywce pojawił się Piotrek Sieńko, a ze stanu 21:24 wyciągnęliśmy wynik. Mieliśmy nawet piłkę setową i meczową w górze, więc była szansa, żeby wygrać 3:0. Ale w nasze szeregi wkradła się dekoncentracja. Może zbyt szybko uwierzyliśmy, że utrzymaliśmy się w PlusLidze i pomyśleliśmy o wakacjach. Częstochowianie to wykorzystali. Nie mieli nic do stracenia. Wiedzieli, że przegrywają 0:2 w meczach i 0:2 w trzecim spotkaniu. Walka im się opłaciła. Niewiele nawet brakowało, żeby był tie-break. Zrobiło się nerwowo, dlatego tym bardziej cieszę się, że zakończyliśmy tę rywalizację w trzech meczach.

A trudno było mentalnie zmobilizować się na te baraże? Sportowo byliście lepsi, ale trzeba było jeszcze tę wyższość wykazać na boisku.

– Przed pierwszymi dwoma meczami rozgrywanymi w Bydgoszczy nie było trudno, bo wiedzieliśmy, że gramy o utrzymanie. Zbliżały się dla nas decydujące dwa tygodnie, więc nie było problemów z mobilizacją. Trudniej było przed wyjazdem do Częstochowy, bo dwa mecze u siebie wygraliśmy dosyć wysoko. Bałem się, że w głowach pojawi się nam takie myślenie, że już wygraliśmy, a trzecie spotkanie będzie tylko formalnością. Tymczasem częstochowianie pokazali, że potrafią przegrać dwa mecze, a później wygrać trzy z rzędu. Na szczęście dobrze przepracowaliśmy ostatni okres. Do meczu w Częstochowie podeszliśmy jak do małego meczu o mistrzostwo. Mimo że nie zdobyliśmy żadnego zaszczytnego miejsca, to możemy być zadowoleni, zwłaszcza w kontekście tego, co czują w Kielcach i Bielsku-Białej.

A to czternaste miejsce w PlusLidze jest adekwatne do waszych możliwości? A może odczuwacie niedosyt, bo ten zespół stać było na znacznie więcej?

– Gdyby ktoś przed sezonem powiedział mi, że zajmiemy czternaste miejsce, to stwierdziłbym, że chyba nie do końca zna się na siatkówce. Jednak w trakcie rozgrywek zmienialiśmy zawodników. W połowie sezonu opuścił nas Batagin, pojawiło się dwóch nowych siatkarzy. Mieliśmy też w drużynie pozasportowe problemy. Ja przez pół rundy byłem kontuzjowany. Mogłem jedynie wspomagać chłopaków słownie, a sportowo nie byłem w stanie im pomóc. Dlatego też zespół, który na początku sezonu wydawał się być bardzo silny jak na bydgoskie możliwości, cały czas miał jakieś kłopoty, ciągle dostawaliśmy po głowie z każdej strony. Dlatego na pewno odczuwalny jest niedosyt, ale jak już upłynęło kilka dni od zakończenia sezonu, to dociera do nas, że wykonaliśmy pewną pracę. Uważam, że nie mamy co płakać, bo nie ma tragedii.

Czyli pomimo tego, że szło wam jak po grudzie, najważniejsze jest utrzymanie w PlusLidze?

– Dokładnie. Mieliśmy bardzo dobre momenty grania, które przeplataliśmy bardzo słabymi spotkaniami. Przez cały sezon nie mogliśmy ustabilizować formy. Ciągle nam ona falowała. Szło nam bardzo ciężko, najważniejsze, że jest ten upragniony happy end, bo po meczu w Gdańsku przez pół godziny siedzieliśmy w szatni i śledziliśmy wynik w Zawierciu. Przecież już wówczas sezon mógł się dla nas skończyć, a wtedy obecnie miałbym zupełnie inny nastrój.

Wspomniał pan, że problemów w tym sezonie wam nie brakowało. A widzi pan jakieś pozytywy po jego zakończeniu?

– Nawet jeśli sezon jest gorszy, to zawsze trzeba szukać pozytywów. Uważam, że kilku młodszych chłopaków z naszej drużyny udowodniło swoją wartość. Pokazali, że potrafią dobrze grać, że warto na nich stawiać. Pozytywem było też to, że mimo tego, że nam nie szło, to drużyna cały czas była razem. Atmosfera w szatni przez cały sezon była bardzo dobra. Poza tym wykonaliśmy kawał ciężkiej pracy, trenowaliśmy solidnie, więc na pewno sportowo każdy z nas chociaż trochę podniósł swoje umiejętności. Do następnego sezonu każdy z nas podejdzie jako lepszy zawodnik.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-05-09

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved