Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Mateusz Nożewski: Plan minimum we Wrześni został wykonany

Mateusz Nożewski: Plan minimum we Wrześni został wykonany

fot. stalnysa.pl

– Teraz czujemy się pewni siebie jak nigdy wcześniej w tym sezonie. Skończyły się kontuzje. W końcu trenujemy w pełnym składzie i na pełnych obrotach. Cały czas znamy swoją wartość i wiemy na co nas stać. A presja jest zawsze, niezależnie od tego, czy gra się o utrzymanie, czy o medale – powiedział środkowy Stali AZS PWSZ Nysa, Mateusz Nożewski.

Walkę w play-off zaczęliście od falstartu we Wrześni. Co stało się, że pierwszy pojedynek z Krispolem kompletnie wam nie wyszedł?



Mateusz Nożewski: – Niestety niezbyt dobrze rozpoczęliśmy rywalizację w play-off. Pierwszy mecz przegraliśmy bez ani jednego wygranego seta. Gospodarze „siadli” na nas od początku spotkania mocną zagrywką, podbijali niemożliwe piłki w obronie, co dodawało im wiatru w żagle, a nam podcinało skrzydła. Pierwszy set do stanu 16:15 był na styku, jednak końcówkę przegraliśmy 2:10. Takie przestoje zdarzały nam się również w kolejnych partiach. Ciężko było nam skończyć pierwszy atak, co przełożyło się na naszą porażkę.

Szybko się jednak pozbieraliście, bo kolejnego dnia byliście już zupełnie inną drużyną. Skąd taka metamorfoza w waszej grze? Zgodzisz się, że kluczowy dla losów meczu był pierwszy set, po którym trochę podcięliście skrzydła gospodarzom?

– Kolejny mecz rozpoczęliśmy mocno podrażnieni porażką w pierwszym spotkaniu z Krispolem. Wiedzieliśmy, że to my zagraliśmy słabiej. Zdawaliśmy też sobie sprawę z tego, że zwycięstwo będzie zależało od naszej dobrej gry. Od początku wyszliśmy na parkiet z pozytywną energią. Chcieliśmy pokazać, że sobotnia porażka była tylko wypadkiem przy pracy. Myślę, że przeciwnicy byli zaskoczeni tak dużą poprawą jakości naszej gry. Pierwszego seta wyciągnęliśmy ze stanu 16:21. Miało to przełożenie na kolejne partie. Uważam, że gospodarze trochę mogli zwątpić w swój końcowy sukces.

I liga M: Rewanż Stali we Wrześni

Teraz rywalizacja przenosi się do Nysy, gdzie odbędą się dwa mecze. Uważasz, że to w waszej hali zostanie wyłoniony zwycięzca? A może poziom obu drużyn jest na tyle wyrównany, że dopiero piąte spotkanie może wyłonić półfinalistę?

– Plan minimum we Wrześni został wykonany. W meczach jest remis, ale mamy przewagę własnego parkietu. Teraz Krispol musi u nas wygrać choć jedno spotkanie, jeśli chce rozegrać decydujący mecz u siebie. Myślę, że czekają nas ciężkie pojedynki. Jeśli przy naszych kibicach, którzy są z nami na dobre i na złe, zagramy z pełnym zaangażowaniem swoją siatkówkę, to my będziemy cieszyć się z awansu do półfinału.

Jeszcze przed startem rozgrywek stawiano was w roli głównego kandydata do awansu. Sami też głośno mówiliście o tym, że zamierzacie grać o wejście do PlusLigi. Czy wyniki w rundzie zasadniczej w jakikolwiek sposób zmieniły wasze cele?

– Nasze cele wcale się nie zmieniły. Wciąż są takie same – grać dobrą siatkówkę, skupiać się na każdym kolejnym przeciwniku i bawić się grą, a wtedy wyniki przyjdą same.

A trudniej gra się wam w play-off, nie do końca mając pewność siebie, która kształtowana jest przez zwycięstwa? Czujecie na sobie presję związaną z tym, że wobec was są spore oczekiwania?

– Teraz czujemy się pewni siebie jak nigdy wcześniej w tym sezonie. Skończyły się kontuzje. W końcu trenujemy w pełnym składzie i na pełnych obrotach. Cały czas znamy swoją wartość i wiemy na co nas stać. A presja jest zawsze, niezależnie od tego, czy gra się o utrzymanie, czy o medale. Każdy musi sobie z nią jakoś radzić.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-03-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved