Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mateusz Bieniek: Jestem jednym z autorów tej porażki

Mateusz Bieniek: Jestem jednym z autorów tej porażki

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Powinienem dawać od siebie więcej. Wydaje mi się, że w spotkaniu z BBTS-em przede wszystkim zabrakło mojej dobrej gry i jestem jednym z autorów tej porażki – powiedział bardzo krytycznie o swojej postawie w meczu na terenie Podbeskidzia środkowy Effectora Kielce, Mateusz Bieniek. Jego zespół wciąż na koncie ma cztery victorie i walczy o powiększenie tego bilansu, by zachować spokojne głowy przed fazą play-off.

Z BBTS-em graliście w prima aprilis, lecz waszym kibicom nie było do śmiechu. Passa siedmiu porażek z rzędu zaczyna brzmieć jak ponury żart?



Mateusz Bieniek:Tak, to prawda. Jeszcze gdybyśmy przegrali ten pojedynek po jakiejkolwiek walce i ciekawym spotkaniu, to można byłoby wyciągnąć z tego coś pozytywnego, lecz my od początku rywalizacji dostawaliśmy od bielszczan po głowie. Ja osobiście zagrałem bardzo słabo, z czego nie jestem zadowolony. Przed nami jest ostatnia kolejka, w ramach której pojedziemy na bardzo trudny teren do Jastrzębia-Zdroju, więc jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że będziemy walczyć i postaramy się nie dać plamy. W piątek daliśmy i trzeba będzie ją jak najszybciej zmazać.

Mówiło się o tym, że do stolicy Podbeskidzia przyjedziecie zmobilizowani, bowiem jesteście jedynym zespołem, który do tej pory nie wypracował pięciu zwycięstw i nie ma na koncie wygranej 3:0. Wspomnianą motywację było widać w pierwszej części inaugurującej partii. Dlaczego chwilę później nagle, kiedy prowadziliście wyrównaną walkę, powietrze z was uszło?

Wydaje mi się, że jest to pytanie do sztabu szkoleniowego… Trudno mi powiedzieć. Tak samo staramy się zachowywać na początku seta, jak i na końcu. Wiadomo, że o wiele ciężej się gra, kiedy przeciwnik nie pozwala na wiele, „kopie” zagrywką, czy dobrze blokuje, więc to powietrze uchodzi. Przytrafiają nam się serie, a kiedy one dają o sobie znać, to nie potrafimy z nich szybko wyjść, uciec z problematycznych ustawień… W mojej opinii kluczowym w meczu z BBTS-em Bielsko-Biała było pierwsze rozdanie, w którym szliśmy równo, równo i równo, a następnie przydarzył nam się jeden przestój, rywale odskoczyli nam na trzy, cztery punkty i było pozamiatane.

Czy brak zdrowej sportowej agresji, który był dziś widoczny, jest mimo wszystko świadectwem braku chemii w zespole?

Nie, nie nazwałbym tak tego. Na początku byliśmy nieco żywszą drużyną, wszystko było pełne energii, każdy szedł za każdego, a teraz troszkę to opadło. Nie wiem, czy jest to spowodowane tym, że to końcówka sezonu, a może dzieje się tak dlatego, że ciągle mamy nad głowami fakt, że jeszcze nie zapisaliśmy na naszym koncie piątego zwycięstwa…

A jak ta sytuacja wpływa na was jako zespół? Wiara we własne umiejętności, w to, że można wygrać, ciągle jest, ale nieco przykryta porażkami, czy też została nadszarpnięta?

Mam nadzieję, że ciągle jest. Ja osobiście nadal wierzę w te zwycięstwa, a nie udaje się ich zdobywać. Z tego, co pamiętam, mieliśmy już serię siedmiu porażek z rzędu na początku sezonu, lecz kolejny pojedynek wygraliśmy, więc oczekuję, że teraz też tak będzie i w Jastrzębiu-Zdroju uda nam się to przełamać.

Jak chronicie się więc przed negatywnymi myślami odnośnie do waszej sytuacji w tej części sezonu?

Chyba nie da się przed nimi uchronić. Każdy na pewno to rozważa i tylko mówi się, że odcina się od serii porażek, ale to nie jest wcale takie proste. To zostaje w głowach. Ciągle gdzieś pojawiają się myśli, że brakuje nam zwycięstw, więc wyłącznie finalna wygrana może zmienić nasze nastroje.

A pan jak się w tej chwili czuje, będąc tym Mateuszem Bieńkiem, który miał prowadzić swój zespół do zwycięstw w rundzie zasadniczej i w którym, nie ukrywajmy, po sezonie reprezentacyjnym pokładano spore nadzieje?

Na pewno było tak, jak pani mówi. Nie ukrywam, że miałem troszkę problemów ze zdrowiem, które wykluczyły mnie z gry praktycznie na cały luty, więc ciągle nie jestem w docelowej dyspozycji. Na pełnym obciążeniu trenuję dopiero dwa, trzy tygodnie, lecz ręka jeszcze trochę mi doskwiera. Nie zmienia to jednak faktu, że powinienem dawać od siebie więcej. Wydaje mi się, że w spotkaniu z BBTS-em przede wszystkim zabrakło mojej dobrej gry i jestem jednym z autorów tej porażki.

Czuje pan, że ten sezon nauczył pana odpowiedzialności za zespół także w sytuacjach krytycznych?

Nie wiem, trudno powiedzieć. Na pewno u nas w zespole zawsze było dwóch liderów – odpowiedzialność za team brałem albo ja, albo Sławomir Jungiewicz. Wymienialiśmy się i jak mi nie szło, to on prowadził, a jak jemu, to ja przejmowałem pałeczkę. W piątek to ja zaprezentowałem się słabo, a Sławek jak zwykle, czyli dobrze. Myślę, że był jedynym jasnym punktem naszego teamu, a po prostu zabrakło mu wsparcia.

Co w tej końcówce sezonu można więc będzie potraktować jako waszą finalną wygraną?

– Mam nadzieję, że to piąte zwycięstwo, które nadejdzie jak najszybciej – w meczu z Jastrzębskim Węglem. O to będziemy walczyć.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved