Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Mateusz Bieniek: Chciałbym wygrać z Lube Ligę Mistrzów

Mateusz Bieniek: Chciałbym wygrać z Lube Ligę Mistrzów

fot. Łukasz Krzywański

– Na ZAKSĘ czekałem trzy tygodnie. Jak powiedziała, że nie może mi złożyć oferty, bo nie zbierze finansów na mój kontrakt, to akurat zadzwonił do mnie menedżer i powiedział, że Lube się odezwało. W ciągu 12 godzin kontrakt był podpisany – mówi Mateusz Bieniek. Środkowy siatkarskiej reprezentacji Polski niedawno został zawodnikiem zwycięzcy Ligi Mistrzów i mistrza Włoch, Cucine Lube Civitanova.

Sezon reprezentacyjny zaczęliście tak, jak się spodziewałeś, lepiej, gorzej?



Mateusz Bieniek: Wszyscy widzieli, że z Australią i z USA nie graliśmy super, wybitnie. A Brazylia chyba jest w niezłej dyspozycji i przyjechała do Katowic w mocnym składzie. Przegraliśmy wyraźnie, nam jeszcze sporo brakuje do optymalnej formy. No i my ciągle rotowaliśmy składem, grała jedna szóstka, zaraz Vital wpuszczał kolejną, a oni grali jednym, praktycznie najmocniejszym składem. My mieliśmy w tym meczu tylko jednego atakującego, Bartka Bołądzia, Artur Szalpuk po rozegraniu dwóch świetnych setów był oszczędzany, bo w sezonie klubowym miał problemy zdrowotne i Vital dba o to, żeby kontuzje i mikrourazy mu się nie odnowiły. Na razie na mocno zestawioną i dobrze grającą Brazylię byliśmy jeszcze za słabi.

Brazylijczycy zostali już wzmocnieni pochodzącym z Kuby Lealem. Oceniasz, że dużo wniósł do ich gry?

– Asa dostał ode mnie na „dzień dobry”, ha, ha. Oczywiście to jest świetny przyjmujący, jeden z najlepszych zawodników na świecie. Chociaż może przyjęciu jest taki sobie, ale robi wielką różnicę w ataku i w zagrywce. To coś niesamowitego, jak gra w tych elementach. Ma odpał w ręce.

Pogadaliście już sobie o wspólnej grze, która przed wami w Lube?

Szczerze, to tylko się z nim przywitałem w hotelu i parę słów zamieniliśmy. Na razie o klubie nie myślę, tam pogramy dopiero za pięć miesięcy. A niektórych chłopaków z Lube już znam – Juantorenę, Rezende, Rychlickiego, który niedawno podpisał kontrakt. Fajnie, że będzie tam drugi Polak, na pewno będzie mi łatwiej.

Leal wiedział, że wita się z nowym kolegą z Lube?

– Tak, dość wcześnie kontrakt z Lube podpisałem, więc zawodnicy szybko wiedzieli.

Wracasz do ojca, jak to ktoś powiedział o Ferdinando de Giorgim?

To Konarski na pewno! „Konar” zazdrości. Żałuje, że Fefe odszedł z Jastrzębia i go nie wziął ze sobą. Dlatego teraz opowiada, jak to trener zdradził Jastrzębie, ha, ha. Mówiąc już serio, to mam z „Fefe” dobre wspomnienia, zarówno z klubu, jak i z reprezentacji, mimo że w kadrze miał krótki i słaby epizod. Mnie się z nim dobrze pracowało.

Jak bardzo w przyjęciu oferty Lube pomogło ci, że trenerem jest tam de Giorgi?

Gdyby „Fefe” nie był tam trenerem, to nie wiem czy w ogóle dostałbym ofertę. Osoba trenera na pewno była znacząca. „Fefe” mnie zna, już ze mną pracował i myślę, że to on naciskał na ten transfer.

Cztery lata temu debiutowałeś w reprezentacji jako nieznany zawodnik z Kielc. Pomyślałbyś wtedy, że twoja kariera tak szybko się aż tak rozwinie?

Swoją karierę, jak dotąd, bardzo dobrze prowadzę. Z Kielc trafiłem do zespołu walczącego o medale mistrzostw Polski, w ZAKSIE wygraliśmy wszystko, teraz – nie boję się tego powiedzieć – idę do najlepszego na ten moment zespołu na świecie. Lube takim zespołem jest i mam nadzieję, że dalej będzie. To dla mnie kolejny krok. Podpisałem długi, trzyletni kontrakt, mam nadzieję, że cały wypełnię.

Lube jest najlepsze na świecie, a ty czujesz się jednym z najlepszych środkowych świata?

Czy się czuję? Nie jestem od oceniania. Ale mistrzostwo świata dało mi dużą pewność siebie. Jestem świadomy swojej wartości.

Na pewno Wilfredo Leon zrobi wszystko, żebyś zdobył z Lube jak najmniej trofeów. To próby zatrzymania blokiem właśnie jego będą dla ciebie największym wyzwaniem w Serie A?

– Pojedynki z Leonem, ale i z Bartoszem Bednorzem na pewno będą świetne. Ale najbardziej liczę na sukcesy w Lidze Mistrzów. Tego triumfu mi brakuje, mam nadzieję, że z tak topowym zespołem jak Lube uda mi się Ligę Mistrzów wygrać. Wierzę, że już w pierwszym sezonie.

Kiedy dostałeś propozycję od Lube, to zastanawiałeś się sekundę, dwie czy jednak dłużej?

Długo negocjowałem w Polsce. Na ZAKSĘ czekałem trzy tygodnie. Bardzo ten klub lubię, długo w nim grałem, zrobiłem tam wielki krok do przodu, więc chciałem zostać. Jak ZAKSA powiedziała, że nie może mi złożyć oferty, bo nie zbierze finansów na mój kontrakt, to akurat wieczorem zadzwonił do mnie menedżer i powiedział, że Lube się odezwało. W ciągu 12 godzin kontrakt był podpisany. Bardzo szybko i profesjonalnie się dogadaliśmy.

* Cały wywiad z Mateuszem Bieńkiem w serwisie sport.pl

 

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-06-06

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved