Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > Martyna Grajber: Czegoś takiego potrzebowałam

Martyna Grajber: Czegoś takiego potrzebowałam

Biało-czerwone ostatecznie zakończyły zmagania Ligi Narodów na 8. miejscu. Jest to jeden z lepszych wyników w polskiej żeńskiej siatkówce w ostatnich latach, co napawa kibiców optymizmem na kolejne sezony. O reprezentacji, zmianie klubu oraz o tym, co jeszcze w tym roku czeka nasze kadrowiczki, porozmawialiśmy z  Martyną Grajber.

Widać duży progres w grze kadry w porównaniu do zeszłego roku. Jakie są tego przyczyny?



Martyna Grajber: – Myślę, że gdzieś każda z nas w klubie zrobiła duży postęp i widać, że indywidualnie też jesteśmy mocniejsze. Udało nam się w tym krótkim czasie przed Ligą Narodów zebrać to wszystko w fajny zespół z dobrą atmosferą. Zrobiłyśmy gdzieś ten team spirit i to wszystko plus większe umiejętności indywidualne niż w tamtym roku zaprocentowały w tych rozgrywkach. Dobre granie z mocnymi przeciwniczkami gdzieś dodało nam też pewności siebie i myślę, że te wszystkie czynniki złożyły się w jedną całość i dały naprawdę świetne zawody.

Była pani podstawową zawodniczką w kadrze. Doszły do tego jeszcze podróże. Czy odczuwa pani zmęczenie po Lidze Narodów?

Tak, odczuwam. Natomiast myślę, że gdybyśmy grały w Final Six, to trzeba byłoby to odłożyć i wszystko przyszłoby za kolejne dwa tygodnie. Natomiast to wszystko odczuwamy, te zmęczenie fizyczne i psychiczne, bo jednak to jest te pięć tygodni poza domem. Wiadomo, my kobiety jesteśmy bardziej uczuciowe i też tęsknimy za rodziną. To też bardzo ciężki turniej i uważam, że wszystkie drużyny w nim są bardzo obciążone. Wracamy bardzo szybko po lidze, po tym sezonie praktycznie nie miałyśmy odpoczynku, wracałyśmy od razu do reprezentacji po klubie. Jeszcze do tego podróże są równie męczące. Niejednokrotnie zajmowały ponad czterdzieści godzin i to bardzo duże obciążenie fizyczne.

Niestety nie udało nam się awansować na tegoroczne mistrzostwa świata. Co dalej po Lidze Narodów?

Część z nas kończy już teraz kadrę, natomiast większa część wraca w lipcu do treningów w Szczyrku. Później czeka nas jeszcze turniej w Montreux, sparingi, więc gdzieś będziemy się jeszcze w tej reprezentacji utrzymywać. Wielka szkoda, że nie ma tych mistrzostw świata, bo myślę, że przy naszej obecnej formie mogłybyśmy sprawić kilka niespodzianek. Trzeba się mocno przygotowywać na przyszły sezon, gdzieś pogłębiać i powiększać te swoje umiejętności.

Przez ostatnie kilka lat nie mieliśmy zbyt dużo kontaktu ze światową czołówką. Czy ta Liga Narodów pokazała, że nie ma powodów, aby mieć kompleksy przed innymi?

Myślę, że te pierwsze dwa turnieje były dla nas sprawdzeniem, zmierzeniem się z rywalkami. Zorientowałyśmy się, że z nimi gramy na równi, wygrałyśmy na pierwszym turnieju z Włoszkami, później z Chinkami. Uważam, że każda miała jeszcze większą pewność siebie i podejście typu „Halo, możemy grać z każdym, możemy zwyciężać i walczyć”. Nie przyjechałyśmy tutaj, aby oddawać łatwo punkty, żeby inne zespoły na nas gładko wygrywały. Myślę, że każda gdzieś to też poczuła.

To też dobry prognostyk przed przyszłorocznymi mistrzostwami Europy, które odbędą się w Polsce.

Myślę, że po tym turnieju oczekiwania na przyszły rok będą spore. Natomiast też chciałabym do tego na spokojnie podejść i żebyśmy wszyscy tak z rezerwą patrzyli na to, bo taki turniej Ligi Narodów to jest też coś innego niż mistrzostwa Europy. Tutaj są bardzo długie rozgrywki, a mistrzostwa Starego Kontynentu rządzą się swoimi prawami. Też mentalnie inaczej się do tego podchodzi, będzie dużo większe obciążenie psychiczne i większa presja. Fajnie, że mogłyśmy zaprezentować się w Lidze Narodów, pokazać się z dobrej strony, sprawdzić się na tle innych zespołów. Natomiast do mistrzostw Europy trzeba będzie też inaczej podejść od strony mentalnej.

Ta Liga Narodów pokazuje, że nie stoimy na straconej pozycji, jeśli chodzi o igrzyska olimpijskie w 2020 roku.

To by było już spełnienie marzeń, jeżeli udałoby się nam załapać do tej dwunastki i pojechać do Tokio, ale nie można za bardzo wybiegać w przyszłość. Trzeba będzie się skupiać na małych celach. Myślę, że podejdziemy do tego tak jak do tegorocznej Ligi Narodów, starałyśmy się skupiać na każdym meczu, nie wybiegać do przodu gdzie, z kim i o co będziemy się mierzyć. Starałyśmy się do każdego spotkania podchodzić z osobna, jakby to miał być pierwszy i ostatni mecz i wygrywać jak najwięcej się da.

W następnym sezonie będzie broniła pani barw Chemika Police. Można powiedzieć, że w drużynie mistrza Polski robi się taka mała reprezentacyjna kolonia.

Fajnie, że mamy okazję tutaj grać razem, ponieważ myślę, że to zaprocentuje także w klubie, bo im dłużej będziemy razem występować, tym bardziej będziemy zgrane. Poza tym przy zmianie klubu też zawsze fajnie znać parę osób. Myślę, że z tego płyną same pozytywy.

Jakie były powody podpisania kontaktu z Chemikiem?

Na pewno była to dla mnie bardzo ciężka decyzja, bo dalej jestem mocno związana z Łodzią tak mentalnie i też sportowo. Jako zawodniczka muszę jednak też patrzeć na te walory czysto sportowe, czyli możliwość rozwoju, okazja, aby podwyższać tę poprzeczkę i sprawdzać się w rywalizacji z lepszymi zawodniczkami. Nawet myślę, że sama zmiana klubu jest zawsze dobrym bodźcem dla zawodnika i po pięciu sezonach spędzonych w Budowlanych czegoś takiego potrzebowałam. Spotkanie się z innymi ludźmi, spojrzenie na to z innej strony, ponieważ w Łodzi tak naprawdę wszystko już znałam. Wiedziałam, jak to wszystko funkcjonuje, style treningów, a w Policach to będzie dla mnie zupełnie coś nowego. Mam nadzieję, że to popchnie mnie do jeszcze większej pracy, ale też rozmawiałam z trenerem Marcello Abbondanzą i to były bardzo ciekawe dyskusje. Podoba mi się jego pogląd na to wszystko, czerpałam również opinie od dziewczyn. Pomimo tego, że mówią, że jest bardzo ciężko, no to dobrze trenować pod okiem takiego szkoleniowca i myślę, że to też było dla mnie argumentem.

Z racji tego, że jest pani troszkę niższa niż koleżanki, była pani próbowana jako libero. Czy ten wzrost pomaga, czy przeszkadza w grze na pozycji przyjmującej?

Nie byłam spychana, wszyscy trenerzy, którzy gdzieś tam ze mną pracowali, mówili, że jeżeli tylko mogę grać na przyjęciu, to ma tak być. Ten okres libero to tylko bodajże dwa mecze i to z przymusu, bo tak naprawdę nasza libero była kontuzjowana i to jest myślę też plus takiego zespołu, który ma mnie, że jest jakaś opcja. Natomiast jeżeli chodzi o wzrost, to da się grać z największymi w lidze i na świecie. To jest na korzyść, jeżeli chodzi o te elementy defensywne, dużo łatwiej mogę się poruszać w przyjęciu, w obronie mam tę szybkość, mobilność. Jeśli chodzi o grę na siatce, to dla takich osób też są rozwiązania i niejednokrotnie pokazywały to zawodniczki. Myślę, że jeśli będę pracowała nad tym elementem, to nie będę miała się czego obawiać na siatce, bo w damskiej siatkówce wyjściem awaryjnym jest zawsze technika. Jeżeli doprowadzi się ją na bardzo wysoki poziom, to jest się w stanie rywalizować ze wszystkimi. Niejednokrotnie pokazały to zawodniczki np. Balkestein, Bosetti. Te dziewczyny wszystkie mają po 180 cm, nie przekraczają mojego wzrostu i grają w najlepszych klubach świata. Chociażby Gozde Kirdar z VakifBanku. Te siatkarki nie przewyższają mnie parametrami, a są jednymi z najlepszych.

Wspomniała pani, że przed kadrowiczkami czas na odpoczynek. Jak spędzi pani ten wolny okres?

Na pewno jakieś wakacje gdzieś z narzeczonym, a później trzeba objeździć całą rodzinę, ponieważ po tylu tygodniach gdzieś w rozłące, to po prostu dobry obiad u mamy czy u rodziców narzeczonego też będzie dobrym rozwiązaniem. (śmiech) Myślę, że to jest coś, czego potrzebujemy.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved