Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Marlena Pleśnierowicz: 70-80% sukcesu to głowa

Marlena Pleśnierowicz: 70-80% sukcesu to głowa

fot. Klaudia Piwowarczyk

Liga Narodów była bardzo udana dla biało-czerwonych. Podopieczne Jacka Nawrockiego miały okazję zmierzyć się z najlepszymi zespołami świata, z większości konfrontacji wyszły zwycięsko. W nowej roli musiała sprawdzić się Marlena Pleśnierowicz, która pod nieobecność Joanny Wołosz stała się podstawową zawodniczką w kadrze. O grze w reprezentacji, presji, a także transferze do Chemika Police  opowiedziała nam nowa rozgrywająca mistrzyń Polski.

Występy w Lidze Narodów przerosły oczekiwania większości kibiców oraz ekspertów, wygrałyście m.in. z Chinkami, Włoszkami czy Rosjankami, które należą do światowej czołówki.



Marlena Pleśnierowicz: – Bardzo się cieszę, że wygrywamy te mecze i tak naprawdę jako kadra prezentujemy fajny poziom, czego tak naprawdę wiele ludzi się nie spodziewało. Na początku wszyscy nas jednak skreślali, że nie osiągniemy nic, że nie mamy dobrego składu. Tym bardziej jestem zadowolona, udowodniłyśmy, że jesteśmy czegoś warte i ta praca, którą wykonujemy przez tyle lat, przynosi efekty.

To również dla pani przełomowy sezon jako rozgrywającej. Bycie w podstawowym składzie reprezentacji to coś nowego. Jak sobie pani poradziła z presją?

– Nie ukrywam, że bardzo się stresowałam przed tą całą kadrą. Wiedziałam, że nie będzie Joanny Wołosz, dlatego tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że czeka mnie wyzwanie. Na początku nie wiedziałam, czy będę grać, ale cieszę się, że trener mi zaufał, uwierzył, że dał radę i mam nadzieję, że go nie zawiodłam.

Żal tych przegranych meczów z Tajlandią czy Serbią, które można było rozstrzygnąć na swoją korzyść. Gdybyście w nich zwyciężyły, liczyłybyście się w walce o Final Six.

– Myślę, że to miejsce, które zajęłyśmy, to i tak jest bardzo duży sukces. Wiadomo, mogłyśmy wygrać mecz z Tajkami, mogłyśmy urwać punkt lub nawet pokonać Serbki, bo dużo nie brakowało, ale nie ma co rozpamiętywać. Są to bardzo dobre zespoły na światowym poziomie i cieszą te wyniki, które pokazują, że nie poległyśmy łatwo, ale cały czas podejmowałyśmy walkę.

Wasza gra  w porównaniu z ubiegłym rokiem wygląda zdecydowanie lepiej. Co się zmieniło w treningach?

– Nie wydaje mi się, żeby coś się zmieniło w przygotowaniach. Myślę, że jednak jesteśmy o rok starsze, bardziej doświadczone i sądzę, że każda z nas, kiedy przyjechała na kadrę, czuła się pewnie. Same treningi, to granie, spowodowały, że zdobyłyśmy dużo więcej doświadczenia i to zaprocentowało w tych spotkaniach w Lidze Narodów.

Gracie zdecydowanie szybciej niż w ubiegłym sezonie, a to już pani zasługa jako rozgrywającej.

– Takie założenie było wprowadzone od początku, ponieważ wiadomo, że aby coś ugrać, to trzeba wprowadzić coś nowego. Teraz na całym świecie gra się szybko, dlatego musimy upodabniać się do tych najlepszych i taki był plan, więc cieszę się, że się udało.

Wprawdzie nie jedziecie na mistrzostwa świata, lecz tych 15 meczów w Lidze Narodów pomoże wam nabrać doświadczenia na następne sezony. Czy awans do igrzysk olimpijskich w Tokio jest realny?

– Wszystko jest możliwe, myślę, że z roku na rok jesteśmy coraz lepsze, możemy walczyć z najlepszymi, to czemu ma nam się nie udać podczas kwalifikacji do igrzysk olimpijskich. Jestem dobrej myśli i wierzę w nasz zespół.

Liga Narodów to dość wyczerpujące rozgrywki, wymagające częstych, dalekich podróży. Jak bardzo były męczące dla was?

– Nie ukrywam, że były wyczerpujące. Jednak te podróże i różnice czasu były dla nas bardzo trudne, ale musiałyśmy sobie jakoś z tym poradzić. Po drugie nie tylko my mamy taką sytuację, inne zespoły tak samo muszą się przemieszczać i zmagać się z tak zwanym jet lagiem, ale cieszę się, że to nam nie przeszkodziło w walce i w takiej dobrej formie.

Ta siatkówka kobiet była trochę traktowana po macoszemu w ostatnich latach. W tym sezonie coś drgnęło, całkiem dużo ludzi w Bydgoszczy, pełna hala w Wałbrzychu. Czy to przełomowy sezon pod tym względem?

– Mam taką nadzieję, że ludzie i kibice uwierzyli tak naprawdę w nasz zespół, że możemy tworzyć fajną drużynę i grać przyjemną dla oka siatkówkę. Bardzo jestem zadowolona, że nasza gra cieszy się dużym zainteresowaniem, bo to też dla nas jest taki bodziec, żeby być jeszcze lepszym.

Atmosfera w zespole zdaje się poprawiać wraz z kolejnymi zwycięstwami.

– Wiadomo, że jak się wygrywa, to też ta atmosfera się poprawia. Jednak też jesteśmy fajnie dobranym zespołem, każda z nas się dogaduje ze sobą i widać to na boisku. Wspieramy się i każda z nas ma jeden cel, żeby wygrywać i być coraz lepszym.

W BKS-ie Bielsku-Białej na rozegraniu występowała pani wraz Julią Nowicką, w reprezentacji również gracie razem. Jak wpłynęła na was ta rywalizacja?

– Myślę, że rywalizacja wpływa bardzo dobrze na rozwój każdej zawodniczki, ponieważ gdzieś tam podświadomie trzeba jeszcze bardziej się starać, żeby wyjść w pierwszym składzie w meczu. Julka Nowicka jest bardzo dobrą rozgrywającą jak na swoje lata, mega perspektywiczną i trzymam za nią kciuki, bo myślę, że to jest też nasza nadzieja na tej pozycji.

Ten zespół był przymierzany do wysokich celów, mówiło się nawet, że możecie powalczyć o play-off. Zajęłyście ostatecznie dopiero 7. miejsce, jakie były tego powody?

– No tak też bywa. Miałyśmy fajny zespół i teoretycznie nie powinno nam niczego brakować, ale jednak czegoś zabrakło. Ciężko nam nawet powiedzieć czego. Była fajna drużyna, ale tego nie wykorzystywałyśmy.

Nie oszczędzały was też kontuzje, przeciwko PTPS-owi Piła zagrałyście bez rozgrywającej, ponieważ obie zawodniczki na tej pozycji były kontuzjowane.

– Tak, zrobiłam to sobie na rozruchu, skręciłam kostkę, zerwałam więzadła w stawie skokowym i nie byłam w stanie zagrać. Nigdy nie widziałam takiego meczu, to już straszny pech. Myślę, że rzadko zdarza się sytuacja, żeby nie było żadnej rozgrywającej. Julia Nowicka miała kontuzje mięśnia brzucha, dlatego też byłoby to dużym niebezpieczeństwem, gdyby przyjechała i grała to mogłoby się skończyć jej wykluczeniem na dłuższy czas z gry. Zrobiłam taką kontuzję, że nie mogłam za szybko wrócić, ale później w Bielsku-Białej się odwdzięczyłyśmy, wygrałyśmy z Piłą 3:0, a z tego bardzo się cieszę.

Teraz przechodzi pani do nowego klubu, czekają nowe wyzwania. Co roku pnie się pani w górę, najpierw gra w zespole z Torunia, później Bydgoszcz i Bielsko-Biała, aż teraz przyszedł czas na Chemika Police.

– To jest dla mnie duże wyzwanie, ale bardzo się cieszę z tego powodu, ponieważ myślę, że zdobędę nowe doświadczenia. Jednak gra w takim zespole o najwyższe cele to jest marzenie każdej zawodniczki. Zawsze chciałam się z tym zmierzyć i mam nadzieję, że to jest dobra decyzja i będzie to fajny sezon w moim wykonaniu.

Jeśli już mówimy o wyzwaniach i presji, to chciałbym zapytać, jak pani sobie radzi z przedmeczowym ciśnieniem.

– O rany! Z tym bywa różnie. (śmiech) Raczej staram się zrelaksować, słucham muzyki. Też współpracuję ze specjalistami, którzy pomagają mi w radzeniu sobie z tym stresem. Jesteśmy tylko ludźmi i 70-80% sukcesu to głowa, dlatego jest to bardzo istotne, żeby tak sobie wszystko poukładać, aby było w porządku.

Gdyby nie było siatkówki w pani życiu to…?

– Teraz wszystko się kręci wokół tej siatkówki, dlatego pewnie totalnie inaczej ułożyłabym swoje życie. Interesuję się dietetyką, żywieniem człowieka i poszłabym chyba w tym kierunku. Myślę, że nawet pójdę, gdy skończę moją sportową karierę.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved