Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Marko Ivović: Dorosłem, wracam z podniesioną głową

Marko Ivović: Dorosłem, wracam z podniesioną głową

fot. archiwum

Po sezonie nieobecności na polskich parkietach Marko Ivović powrócił do zespołu z Podkarpacia. – Kolejny rok życia za mną, myślę, że przez to jestem bardziej wartościowym siatkarzem, niż byłem. Nie wiem, co ze mnie wyjdzie, kiedy dołączę do Resovii, ale moja głowa bardzo się uspokoiła w stosunku do tego, co było dwa lata temu. Potrzebowałem wyjazdu, ponieważ teraz wiem o sobie o wiele więcej, mam świadomość własnych granic i wydaje mi się, że przyda mi się to w nadchodzących rozgrywkach klubowych – powiedział Serb.

Niby nigdy nie wchodzi się do tej samej rzeki, ale pan to trochę robi. Nie obawia się pan powrotu do tej samej, choć różnej Resovii?



Marko Ivović:Tak ludzie mówią, lecz w sporcie to stwierdzenie się nie sprawdza. Cieszę się, że wracam głównie dlatego, że dotychczas w mojej karierze to właśnie z klubem z Podkarpacia osiągnąłem najlepszy wynik. W mojej opinii jest to świetnie zorganizowane miejsce i generalnie jedno z lepszych na siatkarskiej mapie Europy. Kiedy odchodziłem z Resovii, przyrzekłem sobie, że jeżeli kiedykolwiek dojdzie do sytuacji, w której będę mógł do niej powrócić, to z tego skorzystam. Zdarzyło się tak, więc powracam na dawne tory do drużyny, w której walczą świetni gracze. Mam nadzieję, że z Jochenem Schoepsem i Piotrem Nowakowskim wszystko będzie w porządku, bowiem z nimi w dobrej dyspozycji możemy osiągnąć spektakularne wyniki.

Czy przez powrót nie mówi pan: „Nie udało mi się zrobić oszałamiającej kariery w trudniejszej lidze, wracam tam, gdzie jest bezpiecznie”?

– Nie, ponieważ mimo wszystko będzie to inna drużyna. Choć jedni mogliby powiedzieć, że głupotą jest chęć do osiągnięcia takich samych wyników z odmiennym zespołem, to dla mnie nie ma to znaczenia. Ważne jest to, żeby wywalczyć najlepszy możliwy rezultat, do Polski wracam więc z podniesioną głową.

W jednym z wywiadów podkreślił pan, że w Rosji nie można się skupić na niczym innym, jak wyłącznie na siatkówce – na nic innego po prostu nie ma czasu. To dlatego młodemu zawodnikowi jest w niej tak trudno wytrzymać dłużej niż sezon?

Tak, choć przed samym wyjazdem słyszałem, że liga rosyjska opiera się na ciągłym treningu, a w minionym sezonie klubowym praktycznie go nie miałem, gdyż nie było na niego czasu. W ciągu pięciu miesięcy może dwa tygodnie upłynęły pod znakiem jednego meczu, natomiast w czasie reszty było ich więcej. To wszystko złożyło się na doświadczenie niezwykle wyczerpujące ciało, ale i umysł, choć uznaję ten sezon za dobry i cieszę się, że mogłem go rozegrać, a także przeżyć to, co przeżyłem. Sprawdziłem wszystkie plotki na temat ligi rosyjskiej, zweryfikowałem własne umiejętności, osiągnięty rezultat także nie był zły, więc nie mam na co narzekać. Przez takie sytuacje sportowiec dojrzewa. Ja także dorosłem, co widzę zarówno po swoim zachowaniu na boisku, jak i poza nim.

Dlaczego tak dobrze jest wrócić do Polski?

– Ponieważ tutaj ludzie żyją siatkówką i całe środowisko siatkarskie jest bardziej przyjazne. Czuć wsparcie ludzi i ich dobrą energię, czego nie ma w Rosji, bowiem na mecze zazwyczaj przychodzi mniej niż tysiąc osób. W czasie spotkania można odnieść wrażenie, że jest się w kinie – wszyscy siedzą cicho, nikt się nie odzywa, więc nie czuje się tego, że ktokolwiek jest z tobą. W Polsce ludzie niemalże błogosławią za dobre wyniki, a to jest fantastyczne.

Czyli nie miał pan żadnych wątpliwości?

– Nie, nie miałem.

Nawet mając w pamięci to, co działo się z Resovią w minionym sezonie ligowym? Zespół ten musiał się mierzyć z własnymi słabościami, problemami wewnętrznymi czy głosami, że Andrzej Kowal 2015/2016 to nie ten sam trener, który zdobywał ostatnie mistrzostwo…

– Ale życie takie jest – zawsze ma się momenty chwały i kryzysu! Rozumiem tych, którzy oczekiwali, że Resovia będzie niezniszczalna, ale sukces nie oznacza momentalnej powtarzalności. Ludzie zawsze domagają się najlepszego, argumentując to obecnością Bartosza Kurka czy Fabiana Drzyzgi w składzie. Mówią, że to duża część drużyny narodowej – wyniki przecież muszą być z automatu, a wcale tak nie jest. Zespół to przede wszystkim ludzie, a nie roboty, które są zaprogramowane na wygrywanie. Czy ktoś pomyślał, że zawodnicy chcą osiągnąć nawet więcej niż to, czego oczekują od nich kibice? Czy malkontenci znają uczucie, kiedy chce się czegoś dokonać, a własne ciało na to nie pozwala, bo jest zmęczone? To jest naprawdę bardzo trudne. Jestem w stu procentach przekonany o tym, że zeszłosezonowa Resovia i jej poszczególne ogniwa miały na celu wywalczenie mistrzostwa, ale czasem po prostu się to nie udaje. Zawsze znajdą się osoby, które będą narzekały, mówiły o tym, że zespół się skończył, a tego się nie zmieni, więc należy się przyzwyczaić. Zobaczymy, co stanie się w nowym sezonie. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i rzeszowski klub powróci na ligowy tron.

Czy stawianie w bardzo dużym stopniu na nowe ogniwa to dobry sposób na budowanie Resovii?

– Jak dla mnie droga nie gra roli. Osobiście zmieniam kluby niemalże co rok, więc jest to mój sposób na rozwój kariery i indywidualnych umiejętności. Z każdym kolejnym zespołem wyznaczam sobie nowy cel i tego też oczekuję od swojego teamu. Sadzę, iż podobnie będzie w przypadku gry w tym sezonie w Resovii i że rozgrywki ze srebrem poskutkują większą ilością energii do sięgnięcia po jeszcze lepszy wynik. Nasi fani nie muszą być zmartwieni naszym nastawieniem – wszystko będzie w porządku.

Co jest według pana najlepszą receptą do tego, żeby walczyć z rzeszowskimi słabościami z zeszłego sezonu?

– Najważniejszym będzie zbudowanie wzajemnego zaufania w zespole i dobrych chęci do tego, żeby iść we wspólnym kierunku. Jeśli choć jedno ogniwo teamu czuje się samotne w drużynie, to będzie bardzo trudno zbudować „team spirit”. Kiedy ten czynnik funkcjonuje, to nie ma strachu o rezultat.

Rozmawialiśmy o tym, jak różnią się Resovie, w których pan grał i będzie grać, więc teraz pora zapytać o to, jak sam się pan zmienił przez ostatni rok. Mimo większego doświadczenia i dojrzałości Marko Ivović to ciągle ten sam gracz, którego pokochano w Rzeszowie?

– Kolejny rok życia za mną, myślę, że przez to jestem bardziej wartościowym siatkarzem, niż byłem. Nie wiem, co ze mnie wyjdzie, kiedy dołączę do Resovii, ale moja głowa bardzo się uspokoiła w stosunku do tego, co było dwa lata temu. Potrzebowałem wyjazdu, ponieważ teraz wiem o sobie o wiele więcej, mam świadomość własnych granic i wydaje mi się, że przyda mi się to w nadchodzących rozgrywkach klubowych.

Co najbardziej zyskał pan w Rosji pod względem technicznym?

– Ludzie zawsze bardzo dużo mówili o moim przyjęciu. Proszę mi uwierzyć, że przez ostatni rok odebrałem tyle wymagających piłek, że jest z nim nieco lepiej. (śmiech) Prawda jest taka, że wyjechałem z Polski, żeby szkolić się w tym elemencie i dzięki temu krokowi coraz poprawniej radzę sobie także w kontekście gry obronnej. To był jednak tylko rok. Wiem, że nie pozostało mi nic innego, jak udowodnić swoją sportową dojrzałość na boisku i mam nadzieję, że to właśnie wykaże każdy kolejny mecz.

Czyli nowa Resovia z nowym Marko Ivoviciem nastawiają się wyłącznie na złoto w przyszłym sezonie?

– Można tak powiedzieć. (śmiech) Jestem o tyle nowy, ile zdążyłem się nauczyć, więc mam nadzieję, że to zaprocentuje w wyniku drużyny.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-25

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved