Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mark Lebedew: Dla Scotta najważniejsza była drużyna

Mark Lebedew: Dla Scotta najważniejsza była drużyna

– Są tacy zawodnicy, którzy chcą, by ich zespół wygrywał, ale nie za wszelką cenę. W przypadku Scotta było wiadomo, że dobro drużyny jest najważniejsze i nic tego nie zmieni – Mark Lebedew w rozmowie ze Strefą Siatkówki zdradził, dlaczego Scott Touzinsky cieszył się dużą sympatią w drużynie Jastrzębskiego Węgla. Szkoleniowiec skomentował także, dlaczego zdecydował się na łączenie pracy w Polsce i Australii.

Scott Touzinsky nie zagra już w Jastrzębskim Węglu. Jak duża to jest strata dla drużyny?



Mark Lebedew: – Półfinałowe starcie Pucharu Polski pokazało, że z Jasonem De Rocco w składzie jesteśmy w stanie utrzymać pewien poziom. W jednym elemencie byliśmy może gorsi, ale w drugim lepsi. O jakość sportową jestem spokojny. Wiadomo jednak, że Scott był dobrym duchem drużyny. Na pewno będzie nam go brakowało w tych z pozoru drobnych rzeczach: w szatni czy na treningu, we wszystkich aspektach, które mają wpływ na życie codzienne.

To Scott tworzył atmosferę wewnątrz drużyny?

– On jest takim typem człowieka, który świetnie dogaduje się z innymi, pomagał swoim kolegom w stawaniu się lepszymi siatkarzami. Podczas półfinału choć nie był w stanie grać, wciąż przekazywał chłopakom różne wskazówki, żył tym, co się działo na parkiecie. Zwykle robił to na boisku, tym razem dzielił się spostrzeżeniami z ławki. Cała drużyna jest trochę przybita tą informacją. Pomimo tego, że niektórzy znali go zaledwie kilka miesięcy, szybko zjednał sobie ludzi.

Pan znał się z nim dłużej, pracowaliście razem chociażby trzy lata w Berlin Recycling Volleys. To dlatego uważał go pan za swoją prawą rękę?

– Polscy dziennikarze robią świetny „research”, wiedzą wszystko, co powiedziałem. Chyba muszę być bardziej uważny. (śmiech) W bardzo podobny sposób postrzegaliśmy siatkówkę, może nie było to spojrzenie identyczne, bo tak praktycznie się nie da, ale naprawdę w wielu kwestiach myśleliśmy podobnie. Zgadzaliśmy się w kwestii przygotowań do meczów i tego, jak miała wyglądać gra. Znaliśmy się sporo czasu, więc mieliśmy również do siebie zaufanie. Ja po prostu wiedziałem, że Scott zawsze zrobi wszystko, co najlepsze dla drużyny, a nie wyłącznie dla siebie. Są tacy zawodnicy, którzy chcą, by ich zespół wygrywał, ale nie za wszelką cenę… W przypadku Scotta było wiadomo, że dobro drużyny jest najważniejsze i nic tego nie zmieni. Praca z nim to była przyjemność.

Kontuzja Scotta nie do końca oznacza, że was opuści.

– Poleciał ze swoją rodziną do Stanów Zjednoczonych, tam ma przejść zabieg. Jest jednak wielce prawdopodobne, że wróci do nas na play-off, żeby wspierać drużynę.

Niedawno australijska federacja ogłosiła, że wybrano pana na trenera tamtejszej reprezentacji. Będzie pan łączył tę funkcję z pracą w Polsce. Wiąże się to z pracą niemalże przez cały rok, bez przerwy. Dlaczego szkoleniowcy decydują się na taki ruch?

– Rozmawialiśmy o tym z Andreą Anastasim. Paradoksalnie dla nas trenerów nie jest to duży problem, chodzi o wyzwania. Trener jest w hali, ma określoną grupę zawodników i musi wszystko poskładać w jedną całość. Mówi się, że odrobina zmiany zawsze dobrze robi. W gorszej sytuacji będzie niestety moja rodzina, do tej pory moment od zakończenia ligi do startu przygotowań do kolejnego sezonu był czasem dla nich. Moja żona na te kilka miesięcy mogła iść do pracy, a ja zajmowałem się synem. Teraz to wszystko ponownie będzie trzeba zorganizować. Na szczęście mogę liczyć na wsparcie i zrozumienie moich najbliższych.

Z jednej strony plusem jest to, że będzie pan trenował reprezentację swojego kraju. Z drugiej strony niewiele to zmieni, bo i tak większość sezonu reprezentacyjnego spędzi pan pewnie poza Australią.

– W wakacje zawsze lecieliśmy do Australii, by przez miesiąc pobyć z rodziną, moimi rodzicami i bratem. W tym roku to nie będzie możliwe, ale liczę, że zrozumieją sytuację. Przez lata mojej pracy z siatkówką zdążyli się już chyba przyzwyczaić.

Pomimo pracy w PlusLidze, która przecież jest wymagającą ligą, ma pan także czas, by prowadzić bloga. Ostatnio nawet napisał pan książkę. Dlaczego było to dla pana takie ważne?

– Z bardzo prostego powodu – siatkówka w moim życiu odgrywa bardzo ważną rolę. To jest mój zawód, dzięki niej zarabiam pieniądze, z których utrzymuję rodzinę. Jeśli siatkówka cieszy się dużą popularnością, to tym lepiej dla mnie. Uważam, że dzięki dzieleniu się swoją wiedzą, doświadczeniem czy osiągnięciami mogę pomóc innym związanym z tą dyscypliną. Początkowo myślałem wyłącznie o ludziach z Australii, którzy nie mieli możliwości wyjazdu do Europy, nie mogli pracować w wielkich klubach z wybitnymi siatkarzami. Teraz jednak wydaje mi się, że z tej wiedzy mogą tak naprawdę skorzystać wszyscy. Na Twitterze obserwują mnie ludzie z całego świata, więc chyba jest to w jakiś sposób ciekawe. (śmiech) Ja tylko chcę, żeby siatkówka z każdym kolejnym razem była lepsza. Żeby na mecze przychodziło jeszcze więcej ludzi, żeby jeszcze więcej sponsorów chciało inwestować swoje pieniądze.

Na wspomnianym przez pana Twitterze jest pan aktywny. Obecność w mediach społecznościowych pozwala być lepszym trenerem? A może korzysta pan z tej platformy po to, by dzielić się z innymi, niekoniecznie oczekując czegoś w zamian?

– W jakimś stopniu na pewno mi to pomaga, muszę analizować, wyciągać wnioski. Ale jednak należy traktować to w kategorii odskoczni. Więcej czerpią pewnie z tego kibice czy nawet dziennikarze, nie mam z tym problemu, kiedy ktoś pisze do mnie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Czekam na pierwszego, który coś skrytykuje, ale jak na razie wszystko jest dobrze. (śmiech)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-01-19

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved