Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mark Lebedew: To był czas rozczarowań

Mark Lebedew: To był czas rozczarowań

fot. Klaudia Piwowarczyk

– W drugim roku mówiliśmy otwarcie, a także w rozmowach między sobą, że oczekiwania są wyższe niż rok wcześniej. Nawet w pierwszych tygodniach sezonu atmosfera wokół klubu była inna. Zwycięstwa nie były rzeczą, którą się ekscytowano, stały się normalnością – powiedział były trener Aluronu Virtu CMC Zawiercie, Mark Lebedew. Australijczyk w wywiadzie dla Strefy Siatkówki opowiedział o pozostałych przyczynach słabszego wyniku zawiercian w PlusLidze, atmosferze w zespole oraz braku awansu reprezentacji Australii na igrzyska w Tokio. – Myślę, że jest bardzo duża szansa, że zostanę w PlusLidze w nadchodzącym sezonie – przyznaje szkolenioweic.

Początek roku nie był łatwy dla trenera. Najpierw porażka z reprezentacją Australii w kwalifikacjach do igrzysk w Tokio, kilka tygodni później rozstał się pan z klubem z Zawiercia. Jak się trener czuł w tym okresie?



Mark Lebedew:To był czas rozczarowań. Zwłaszcza w kwalifikacjach olimpijskich, bo pracowaliśmy bardzo ciężko. Mieliśmy w ostatnich latach świetne występy, zwłaszcza w 2019 roku. Byliśmy pewni siebie przed tym turniejem. Jednak w tego rodzaju rywalizacji, w dość krótkim turnieju wszystko jest możliwe. Mieliśmy tak naprawdę jeden zły dzień przez ostatnie dwa lata i to kosztowało nas tak wiele.

Na otwarcie turnieju wygraliście po tie-breaku z Koreą Południową, a dzień później ulegliście teoretycznie słabszemu Katarowi. Jakie były tego powody?

– Przez ostatnie dwa miesiące myślałem o tym praktycznie codziennie. Nie mogę podać jednej przyczyny, ponieważ wiele rzeczy się na to złożyło. Dzień wcześniej zagraliśmy ciężki, pełen emocji mecz. Katarczycy to całkiem niezła drużyna, mimo że mało znana. Mają wielu graczy z innych krajów, innej narodowości, którzy są członkami reprezentacji. Być może myśleliśmy, że to starcie z Koreą Południową było najtrudniejsze w grupie. Z Katarczykami graliśmy z samego rana, o 10:00. Wiele takich małych rzeczy się złożyło na tę porażkę.

Wróćmy do PlusLigi. W zeszłym sezonie zajęliście czwarte miejsce, trzon zespołu został utrzymany. Wydawało się, że to dobre warunki do powtórzenia sukcesu z zeszłego sezonu.

– Myślę, że kluczem jest zrozumienie poprzedniego sezonu. Był on wyjątkowy, wszystko działało bardzo dobrze, cały zespół świetnie pracował. Mieliśmy też w trakcie tamtych rozgrywek trochę szczęścia. Nigdy nie nakładaliśmy na siebie oczekiwań odnośnie tego, czego chcieliśmy dokonać. W drugim mówiliśmy otwarcie, a także w rozmowach między sobą, że oczekiwania są wyższe niż rok wcześniej. Nawet w pierwszych tygodniach sezonu atmosfera wokół klubu była inna. Zwycięstwa nie były rzeczą, którą się ekscytowano, stały się normalnością. W listopadzie mieliśmy okres, kiedy Ferreira był chory, mieliśmy takie przełomowe mecze i z jakichś powodów nie mogliśmy odzyskać swojego poziomu.

Początek rozgrywek mieliście jednak bardzo dobry. Wygraliście pięć z siedmiu spotkań, a swoje jedyne porażki ponieśliście jedynie z aktualnymi mistrzami i wicemistrzami Polski. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze i podobnie jak w zeszłym roku zagracie w fazie play-off. Co wydarzyło się w dalszej części sezonu?

– Tak faktycznie się zdawało. Rzeczywiście zaczęliśmy bardzo dobrze. W spotkaniu z warszawianami przegraliśmy dopiero w tie-breaku 14:16. Takim kluczowym spotkaniem w jakimś stopniu było starcie z Jastrzębskim Węglem. Po naszej stronie kilku siatkarzy było chorych, a rywale przed kilkoma dniami zmienili trenera. Przeciwnicy zaprezentowali się znakomicie i to złamało naszą pewność siebie w jakimś stopniu. Od tej chwili zaczęły się nasze kłopoty.

Czy mieliście problem z ustanowieniem jednej wyjściowej szóstki? Miałem wrażenie, że poszczególni zawodnicy prezentowali nierówną formę. W jednym spotkaniu pokazywali się z dobrej strony, a w następnym grali o dwie klasy niżej.

– Tak faktycznie było. Z powodu grania co trzy dni w lidze i w europejskich pucharach mieliśmy strategię, żeby robić małe zmiany w celu ochrony zawodników. Bełchatów, Warszawa i ZAKSA też stosowały podobny zamysł. Być może to skutkowało kłopotami z ciągłością gry. Mieliśmy też ograniczone pole manewru w lidze z powodu liczby obcokrajowców. To też się przyczyniło. Kiedy przestaliśmy grać dobrze, to indywidualne występy poszczególnych zawodników bardzo się różniły choćby na przestrzeni dwóch spotkań. To utrudniło znalezienie zestawienia, które zmieniłoby nasz wynik.

Uczestnictwo w Challenge Cup wiązało się z licznymi podróżami oraz mniejszą ilością czasu na trening. Czy z perspektywy czasu można powiedzieć, że było ono niepotrzebne?

– Gra w Challenge Cup oznaczała zmianę rytmu meczowego. W każdym sezonie była taka drużyna, która gorzej sobie radziła w lidze z powodu występu w europejskich pucharach. Dobrym przykładem był Trefl Gdańsk w poprzednich rozgrywkach. Nie najlepiej im poszło w lidze, a w Lidze Mistrzów dotarli do ćwierćfinału. Rok wcześniej, kiedy nie grali w europejskich pucharach, okazali się znacznie mocniejsi w PlusLidze. To coś normalnego. Dla klubu udział w pucharach był bardzo ważny. Także dla zawodników była to pewnego rodzaju nagroda za występ w poprzednim sezonie. Na pewno to zmienia rytm, zmniejsza liczbę treningów, ale nie zmieniłbym decyzji o uczestnictwie w Challenge Cup.

Kilka meczów przed tym jak opuścił pan klub między Aluronem i BKS-em Visłą nastąpiła wymiana rozgrywających. Piotr Lipiński zastąpił w drużynie Michala Masnego. Jakie były tego powody?

– Nie ma nic nowego do dodania poza tym, co już zostało powiedziane. Piotr Lipiński bardzo dobrze wpasował się do zespołu, świetnie pracował. Bardzo długo grał w lidze, więc już wcześniej znał wielu siatkarzy z zespołu. Zagrał jednak tylko dwa mecze zanim odszedłem z drużyny, więc nie mogę dokładniej nic powiedzieć.

Czy pojawiły się jakieś konflikty personalne w drużynie?

Nie było żadnych wielkich konfliktów, o których bym wiedział. W każdej drużynie są takie rzeczy, które gdzieś tam nie wypływają na wierzch, ale pozostają właśnie ,,pod powierzchnią”. Nie były to jednak tak łagodne i świetne relacje jak sezon wcześniej.

Czy trener dostał propozycje pracy już na przyszły sezon?

– Nie podjąłem jeszcze żadnych decyzji. Chciałbym zostać w Polsce, ponieważ to mój dom, w tym kraju mieszka moja rodzina. Na ten moment nie dostałem jeszcze wielu propozycji, ale obecna sytuacja i niepewność wokół ligi sprawiają, że kluby nie myślą jeszcze za bardzo o nadchodzącym sezonie.

Jest duża szansa, że zobaczymy trenera w PlusLidze w następnym sezonie?

– Myślę, że jest bardzo duża szansa, że zostanę w PlusLidze w nadchodzącym sezonie.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-03-23

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved