Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Tauron Liga > Mariusz Wiktorowicz: Chciałbym być jak Alex Ferguson

Mariusz Wiktorowicz: Chciałbym być jak Alex Ferguson

fot. Łukasz Krzywański

– Jestem zadowolony, że zostałem obdarzony zaufaniem zarówno w tym sezonie, jak i w trudnym momencie poprzedniego. Wtedy udało nam się powalczyć i sprawić kilka niespodzianek, a teraz mamy zupełnie nowy skład i tak naprawdę nowy projekt, który potrzebuje czasu i cierpliwości. Każdemu zależy, żeby hala „żyła” tak, jak w meczu z Atomem i żeby BKS był klubem zdobywającym medale, walczącym w Europie i drużyną, do której każdy chciałby trafić – powiedział o swoich planach odnoszących się do przyszłości BKS-u jego trener, Mariusz Wiktorowicz.

Jest pierwsze zwycięstwo, trzy punkty zapisane do tabeli – to dobrze. Niemniej jednak wygrana ta została odniesiona po dość męczonym meczu z częściowo nastolatkami z Atomu Trefla Sopot. To trochę gryzie?



Mariusz Wiktorowicz: – Nie, nie gryzie, ponieważ nie zgodzę się z tym, że graliśmy z nastolatkami, bo to były dziewczyny, które mają po 22, 23 lata. Większość siatkarek z szóstki, takie jak Łukasik czy Damaske, były tymi, które zdobywały medale z Atomem Treflem Sopot i trenowały z doświadczonymi ogniwami. Poza tym były też dziewczyny, które w zeszłym sezonie grały w KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, więc Atom Trefl Sopot to mieszanka doświadczenia z młodością. Nam zależało na tym, żeby wygrać za trzy punkty. Wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz, bo graliśmy u siebie i oczekiwania względem spotkania były duże. Taki ten bój był – momentami występowało dużo walki, determinacja, zdarzały się przestoje spowodowane tym, że było sporo emocji, które trzeba było tonować. Niemniej jednak w kluczowych momentach dobrze zagraliśmy zagrywką, blokowaliśmy i myślę, że wszystkie zmiany, które robiliśmy w trakcie spotkania, bardzo dobrze się sprawdziły. Zespół pokazał, że z charakterem podszedł do całej batalii i mimo że były momenty, w których nam się nie układało, to cały czas trzymaliśmy głowy w górze, walcząc do końca z wiarą w finalny sukces. Jestem bardzo zadowolony, bo zależało nam na trzech punktach. Nie było nam się łatwo przygotować do meczu, ponieważ nie mieliśmy wielu informacji o rywalach. Teraz z każdym kolejnym przeciwnikiem będzie inaczej, ponieważ wszyscy będą mieli za sobą jedną kolejkę. Taktyka zespołu z Sopotu była taka, jakiej się spodziewaliśmy – dziewczyny walczyły, pokazywały ciekawą zagrywkę i wiedzieliśmy, że nie przyjadą do Bielska-Białej, by się przed nami położyć. Tak też zagrały.

Jakie cechy, które chciał pan w BKS-ie wyhodować, już w tym pierwszym pojedynku zaczęły kiełkować?

– Te, o których mówiłem już na samym początku budowania zespołu – team ma być waleczny, pokazywać charakter, nie pękać w trudnych momentach, co można było zobaczyć w pierwszym meczu. Tego będę też oczekiwał w każdym kolejnym spotkaniu i na treningach, bo to tylko podnosi poziom sportowy drużyny.

Jest to w stu procentach pana zespół?

– Jest to zespół, który stworzyliśmy wszyscy w klubie – razem z trenerami i działaczami. Zaczął być on budowany w maju i jakie mieliśmy możliwości w klubie, takie mamy zawodniczki. Były to ogniwa, które chcieliśmy mieć w składzie i z tego powodu się cieszymy.

Natalia Skrzypkowska czy Natalia Perlińska nie mają za sobą łatwych sezonów… Jak takie zawodniczki wprowadzać do gry i ile już do niej wnoszą?

– Wnoszą bardzo dużo. Natalia Skrzypkowska jest świetną zawodniczką, jeżeli chodzi o elementy techniczne, ma doświadczenie Orlen Ligi i dysponuje bardzo dobrą zagrywką. Na to właśnie liczymy w jej kontekście. Co do Natalii Perlińskiej to debiutuje ona w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, gra 6 lat w siatkówkę, a ja znam ją od dwóch lat i wiem, że w tej dziewczynie jest bardzo duży potencjał. Przestała prawie cały mecz, ale mimo tego zablokowała bardzo ważną piłkę, pokazując, że można na nią liczyć. Poza tym warto wspomnieć roszadę na pozycji libero, gdzie 19-latka, wychowanka naszego klubu, zamieniała się z Mariolą Wojtowicz. Miała chrzest bojowy i w tym momencie nie pękła – wytrzymała. To pokazuje, że zmiany wypaliły i że dziewczyny mają twardy charakter.

Każdemu zespołowi potrzebna jest stabilność. Czy będziecie jej szukać w takich zawodniczkach jak te młode, które w BKS-ie są kolejny sezon, na przykład Aleksandrze Trojan czy Emilii Musze?

– Takie ogniwa jak one są bardzo cenne w każdym zespole. Niestety, na razie w pełnym wymiarze nie korzystamy z Emilii Muchy i Eweliny Brzezińskiej, zawodniczek o dużym potencjale, które niestety ze względów zdrowotnych nie mogą jeszcze grać tyle, ile byśmy chcieli. Emilia wróciła z kadry i przez ostatnie dwa tygodnie nie atakowała, tylko broniła i przyjmowała. Ewelina natomiast potrzebuje odbudować kolano i czas pracuje na jej korzyść. Dziewczyny ciężko ćwiczą na treningach i myślę, że za jakiś czas będziemy mogli korzystać z całego składu.

To już szósty pana sezon w BKS-ie. Jaki Mariusz Wiktorowicz podchodzi do rozgrywek tym razem?

– Zaczynałem trenerkę w wieku 31 lat, obecnie mam 10 więcej. Dojrzałem, nabrałem doświadczenia. Wcześniej mówiono o mnie „młody, przyszłościowy, gaszący pożar”, a teraz patrzy się na mnie inaczej, a ja także mam na wszystko odmienny pogląd. Uczę się rozwiązywać pewne rzeczy inaczej i powrót jest dla mnie bardzo ważny. To w Bielsku-Białej grałem jeszcze jako zawodnik, stąd pochodzi moja żona, tu rodziły się moje dzieci i w BKS-ie bardzo dobrze się czuję. Chciałbym być w tym klubie jak Alex Ferguson, ponieważ mamy bardzo fajny sztab, pasjonujący się siatkówką i wiemy, że wszyscy możemy na sobie polegać.

Wspomniał pan swój ligowy przydomek – strażak. W tym sezonie nie przewiduje pan, że kursy BHP i gaszenia pożarów się do czegoś przydadzą?

– Nie. (śmiech) Wydaje mi się, że to już za mną – teraz pojawiają się inni trenerzy, którzy mają taki przydomek. Jestem zadowolony, że zostałem obdarzony zaufaniem zarówno w tym sezonie, jak i w trudnym momencie poprzedniego. Wtedy udało nam się powalczyć i sprawić kilka niespodzianek, a teraz mamy zupełnie nowy skład i tak naprawdę nowy projekt, który potrzebuje czasu i cierpliwości. Każdemu zależy, żeby hala „żyła” tak, jak w meczu z Atomem i żeby BKS był klubem zdobywającym medale, walczącym w Europie i drużyną, do której każdy chciałby trafić.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Tauron Liga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-10-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved