Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Igrzyska Olimpijskie > Marek Magiera: Mamy 90 procent szans na awans

Marek Magiera: Mamy 90 procent szans na awans

fot. Wiesław Kozieł / plusliga.pl

– Nie biorę udziału w zakładach, ale tym razem powiem, że mamy dziewięćdziesiąt procent szans na uzyskanie promocji do najważniejszej imprezy czterolecia – zawsze trzeba pozostawić sobie dziesięć procent, w których zawierać się mogą ewentualne niespodzianki. Mimo to jestem przekonany, że biało-czerwoni znajdą się w trójce najlepszych zespołów imprezy razem z Francją i Iranem – przedstawił swoje wnioski po Memoriale Huberta Jerzego Wagnera komentator Polsatu Sport i „głos” meczów reprezentacji, Marek Magiera.

Jak oceniłby pan tegoroczną formułę rozgrywania Memoriału Huberta Jerzego Wagnera? Czy sprawdził się Kraków, jako miasto bez klubów siatkarskiej ekstraklasy, i czy termin w środku tygodnia był odpowiedni?



Marek Magiera: Jak na rozgrywanie turnieju w środku tygodnia od wtorku do czwartku uważam, że frekwencja dopisała, było całkiem nieźle. Najważniejsze jednak, że impreza ta wstrzeliła się w chyba najlepszy moment, by francuski duet szkoleniowy mógł sprawdzić swoje poszczególne ogniwa. Trenerzy rotowali składem, jednocześnie pokazując, że szkielet zespołu już jest. Kto miał sobie pograć, to pograł, a o to najprawdopodobniej chodziło w krakowskich zmaganiach.

Czy wprowadzenie nowinek technicznych w hali, czyli aplikacji, nie jest trochę potwierdzeniem, że publiczność trzeba zabawiać w coraz oryginalniejszy sposób i emocje sportowe już nie wystarczają?

Wydaje mi się, że pod względem technologicznym wszystko idzie do przodu, bo po prostu w ten sposób świat jest skonstruowany. Razem z Grzegorzem Kułagą szukaliśmy pomysłu, dzięki któremu do naszej stałej oprawy dołoży się element, który będzie troszeczkę szerzej zauważalny. Rzecz jasna od czasu do czasu dodajemy coś wyjątkowego do sposobu prowadzenia spotkań, jednak kibicom łaknącym halowych standardów nowe rzeczy niekiedy umykały i przechodziły niezauważone. Jak można było odnotować, zrobienie większego „wow” spowodowało duże poruszenie wśród zgromadzonej publiczności. Muszę się jednak przyznać, że z pomysłem aplikacji nie mam absolutnie nic wspólnego, wymyślił to Grzesiek, a ja byłem bardzo sceptycznie nastawiony do tego tematu. Nie wierzyłem, że to się może w jakimkolwiek stopniu udać! Zakładając, że do hali przyjdą osoby takie jak ja, czyli zazwyczaj nie sięgające po telefon i nie pobierające oprogramowania na zawołanie, uzasadniona była obawa, czy inicjatywa, o której rozmawiamy, się powiedzie. Znaleźli się jednak tacy, którzy włączyli się do wspólnej zabawy i dało to świetny efekt. Mogę dodatkowo obiecać, że postaramy się przygotować coś fajnego z wykorzystaniem tej aplikacji na finał Ligi Światowej, bo wtedy zadziała ona jeszcze lepiej i to będzie coś naprawdę świetnego.

Czy kiedykolwiek doprowadził pan tyle kobiet do wrzasku jednocześnie?

– (śmiech) Dobre pytanie! Chyba tutaj był mój pierwszy raz. Trzeba się trzymać jednego – ważne, żeby krzyk nie był efektem złości, wtedy nie będzie źle. (śmiech)

Powracając na poważniejsze tory, czy po takim turnieju, jak memoriał, można wyciągać jakiekolwiek konstruktywne wnioski odnośnie do kadry Polski?

Nie. Wydaje mi się, że to było widać po zachowaniu sztabu szkoleniowego – Francuzi z premedytacją trzymali na boisku pewien układ personalny nawet kosztem stracenia w serii kilku punktów. Niektóre zmiany, których dokonywali, mogli wprowadzić wcześniej, a wynik z pewnością byłby inny. Podejrzewam, że gdyby Polacy grali w Krakowie mecze mistrzowskie o punkty, to trenerzy reagowaliby inaczej, począwszy od tego, że odmiennie zestawiliby drużynę. Byłem u chłopaków w Spale dwukrotnie, ostatnim razem chyba tydzień temu, i mówili mi, że intensywnie, ale mądrze trenują, bo w taki sposób, aby najwyższa forma przyszła na turniej w Tokio. Zresztą, z którym się nie pogada, to każdy mówi, że w nogach czuje jeszcze obóz przygotowawczy.

Jedno zostało jednak udowodnione – Bartosz Kurek to superbohater.

Dokładnie tak, ponieważ jest super siatkarzem. Ma siły, bo jest koniem nie do zdarcia, prawdopodobnie jest również specyficznie skonstruowany – siła mechaniczna, którą emanuje, oddziałuje tak, że po wysiłku potrafi zregenerować się bardzo szybko. Wydaje się, że nie potrzebuje tak długich i wyczerpujących treningów, by być w dobrej formie i podtrzymać ją na spory czas. Warto dodać, że szczególnie ten ostatni mecz w Krakowie zagrał rewelacyjnie i chyba w tym pojedynku znalazło się potwierdzenie na fakt, że inaczej zachowuje się w grze z przyjmującymi kadry, a odmiennie z tymi, którzy występowali w Resovii. W reprezentacji ma jednak trochę więcej wsparcia od kolegów, jeżeli chodzi o kończenie trudnych piłek, bowiem sporą część z nich dostaje również Michał Kubiak, z automatu odciążając Bartka. Warto również podkreślić świetną postawę Rafała Buszka w ataku.

Jeżeli miałby pan wejść w zakład, to ile by pan postawił na awans Polaków do igrzysk w Rio?

Nie biorę udziału w zakładach, ale tym razem powiem, że mamy dziewięćdziesiąt procent szans na uzyskanie promocji do najważniejszej imprezy czterolecia – zawsze trzeba pozostawić sobie dziesięć procent, w których zawierać się mogą ewentualne niespodzianki. Mimo to jestem przekonany, że biało-czerwoni znajdą się w trójce najlepszych zespołów imprezy razem z Francją i Iranem.

Na ile udało się odbudować zespołowość, nad którą Stephane Antiga pracuje od 2015 roku? Czy po tak krótkim okresie przygotowawczym po sezonie klubowym można z marszu uzyskać team spirit?

Specyfika reprezentacji jest taka, że jeżeli chodzi o elementy składowe, to nie trzeba za wiele kombinować i odtwarzać. Największą rolę odgrywa tutaj stosunek zawodników samych do siebie, on sublimuje wszystko, co dzieje się z drużyną. To są mądrzy ludzie, którzy mają świadomość wyzwań, stojących przed nimi, a ich rozwagę pokazują przegrane turnieje towarzyskie. Porażki ich nie gaszą, bo wiedzą, że ich punktem odniesienia jest Tokio. Warto także zastanowić się, jaka może być atmosfera w teamie, kiedy dwudziestu facetów zamyka się w lesie przez miesiąc czy dwa. Oni szanują się, lubią, tolerują, nie pokazują swoich złych emocji na zewnątrz, a jeśli ktoś powie o słowo za dużo, to od razu sobie wszystko wyjaśniają mimo tego, że wspólny długi pobyt nie jest spełnieniem ich marzeń.

Awans do igrzysk to ciągle tylko nadzieja czy już coraz bardziej pewność?

Podchodzę do tego bardzo pewnie. Niezmiennie to Polacy są mistrzami świata i to właśnie biało-czerwonych powinny się bać pozostałe ekipy.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Igrzyska Olimpijskie, reprezentacja Polski mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved