Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Marcin Wojtowicz: Naszym atutem była jedność

Marcin Wojtowicz: Naszym atutem była jedność

fot. Sławomir Wojciechowski - Joker Świecie

Joker Mekro Energoremont Świecie po raz drugi z rzędu został mistrzem I ligi kobiet. – Naszym silnym atutem była jedność na boisku, dziewczyny dobrze się znały i uzupełniały na boisku – mówi szkoleniowiec ekipy znad Wdy Marcin Wojtowicz

Po raz drugi z rzędu pańskie podopieczne zostały mistrzyniami I ligi. Z jednej strony jest radość, z drugiej niedosyt, jakie pan ma odczucia po tym sezonie?



Marcin Wojtowicz: – Zakończony sezon był paradoksalnie bardzo trudny. Zawsze gorzej jest czegoś bronić. Po ubiegłorocznym mistrzostwie, zarząd klubu, podjął odpowiedzialną decyzję. Nie mieliśmy wystarczających gwarancji by być w pełni przygotowani finansowo na grę w LSK. Został prawie cały skład, który musiał być ponownie mocno zmotywowany do gry o najwyższe cele. Nie jest to łatwe, lecz udało nam się to. Dziewczyny ponownie chciały być najlepsze, choć dla wielu „obserwatorów” nie było to tak oczywiste. Przez cały sezon ciężko pracowaliśmy, każdy mecz zagraliśmy na 100% i wygrywaliśmy. Mieliśmy na pewno bardzo dużo powodów do zadowolenia. Nasza praca przynosiła efekt. W parze z tymi sukcesami szła również rosnąca presja. Zwycięstwa sprawiały, że sami oczekiwaliśmy od siebie tego w każdym kolejnym meczu. Myślę, że podobnie do sprawy podchodzili nasi kibice. Po takim zakończeniu sezonu można mieć mieszane uczucia. Wygraliśmy 23 z 24 meczów, byliśmy przygotowani na grę w play-offach. Nikt jednak nie przewidywał takiego scenariusza i pozostaje nam się „jedynie” cieszyć, że okazaliśmy się najlepsza drużyną w tym sezonie.

Wiadomo, że zdrowie jest najważniejsze, czy nie ma pan wrażenia że zabrakło tych najważniejszych meczów, które są wisienką na torcie?

– Play-off to było to czego nie mogliśmy się doczekać już od sierpnia. To zawsze są większe emocje, każdy gra na 100%, odnajduje w sobie dodatkowe pokłady siły i ambicji. Niestety teraz rywalizacja sportowa musi zejść na dalszy plan. Najważniejsze jest zdrowie. Wiem, że były przymiarki do różnych scenariuszy. Żaden nie jest tym który satysfakcjonowałby wszystkich. Każdy mógł upatrywać szansy w tej fazie. Mając choćby w pamięci zeszły rok gdzie wygraliśmy w finale będąc drużyną przystępującą do play-offów z piątego miejsca. W finale wygraliśmy z Wisłą Warszawa która była na miejscu siódmym przed tą fazą. W tym sezonie nie będziemy świadkami takich niespodzianek. Okazało się że nasza równa gra w całym sezonie dała nam mistrzostwo i to nas bardzo cieszy. W tym sezonie trzeba było grać równo przez cały rok, gdybanie co by było gdyby, nie ma już sensu.

Tylko jeden raz zeszliście z boiska pokonani, waszym pogromcą był beniaminek z Jarosławia. Przez cały sezon prezentowaliście wyrównaną formę, jaka jest pana recepta na sukces?

– W tym sezonie przede wszystkim uniknęliśmy dużych wahań formy. Przez większość sezonu prezentowaliśmy bardzo dobry poziom. Jak zwykle w okresie świąt zaczęliśmy przygotowania do play-off i tradycyjnie styczeń był w naszym wykonaniu nieco gorszy. Wtedy też przegraliśmy jedyny mecz, zresztą San-Pajda Jarosław zagrał bardzo dobre zawody. Dużą przewagą na naszą korzyść był też, fakt że drugi rok z rzędu mieliśmy podobny skład. Każdy sezon jest jednak inny i jednej recepty na sukces nie mamy. Dla mnie ważne żeby przede wszystkim rozwijać się sportowo. Każdy element jest ważny, każdy następny trening dobrze żeby był lepszy od poprzedniego. Zawodniczki powinny stanowić jeden organizm. Gdy się do tego dąży to drużyna się rozwija. Dziewczyny bardzo dobrze pracowały i osiągnęły ogromny sukces drugi rok z rzędu.

Na boisku tworzyliście prawdziwy team spirit, widać to było niemal w każdym meczu. Potrafiliście  wyjść obronną ręką z niemal każdej sytuacji, z czego to wynikało, jak pan dotarł do swoich siatkarek?

– Naszą silną bronią było to że stanowiliśmy drużynę. Dziewczyny dobrze się znały, były jak jeden mechanizm. Każda z nich dokładnie wiedziała czego się od niej oczekuje na boisku. Przez to rosła pewność siebie. Z drugiej strony nigdy nie zabrakło nam pokory i szacunku dla przeciwnika. Bez względu na rywala, przygotowywaliśmy się na 100%. Mało tego, nie było chwili w której byliśmy pewni wygranej. Bez względu z kim byśmy nie grali. Nasza drużyna „rosła” od poprzedniego sezonu. Dużo ze sobą przeszła i znała swoją wartość co pomagało nam wychodzić nieraz z bardzo trudnych sytuacji. To odbierało też siły przeciwnikom. Były mecze w których rywalki grały bardzo dobrze a i tak w kluczowym momencie to my byliśmy górą. W tym sezonie byliśmy taką „maszynką” w której każdy element działał jak należy. Myślę że chęć rozwoju i osiągania coraz lepszych rezultatów był motorem napędowym. Do każdej zawodniczki trzeba dotrzeć inaczej, ale jak każda z nich wierzy we wspólny cel o stworzenie prawdziwej drużyny jest dużo łatwiej. Myśleliśmy podobnie, dążyliśmy do czegoś razem i to było receptą na mistrzostwo.

Słabych ogniw nie było, w każdym elemencie siatkarskim potrafiliście napsuć rywalkom wiele krwi. Która z zawodniczek pana zdaniem zasługuje na wyróżnienie?

– Każda z dziewczyn zasługuje na duże słowa uznania. Nie chciałbym wyróżniać żadnej. Każda ciężko pracowała dla drużyny i teraz byłoby to niesprawiedliwe. Przez cały tydzień dwanaście dziewczyn musi robić wszystko aby w sobotę być jak najlepiej przygotowanym do pojedynku. To na zajęciach zawodniczki muszą sobie podnosić jak najwyżej poprzeczkę by w rywalizacji z ligowym przeciwnikiem mogło być łatwiej. Dobrze się uzupełnialiśmy. Gdy w jednym meczu jakiś element wychodził troszkę gorzej innym nadrabialiśmy. Mogliśmy dopasowywać taktykę do słabych stron przeciwnika. Były mecze w których nasze środkowe wspólnie robiły koło 35 punktów by w następnym spotkaniu ciężar gry przenieść na skrzydła. Najbardziej jestem zadowolony z naszej gry w kontrze. Dobrze broniliśmy i potrafiliśmy szybko wyprowadzać skuteczne akcje. Każda z dziewczyn ma olbrzymi wkład w ten sukces.

Podobnie jak miało to miejsce w poprzednim sezonie, tak i w tym liga była bardzo podzielona i widać było bardzo dużą różnicę poziomów. Można powiedzieć im więcej drużyn tym gorzej. Czy pana zdaniem należy dążyć do tego, żeby w I lidze docelowo grało 12 drużyn? 

– W tym sezonie ten podział był dużo większy. Rok temu rozgrywki były szalone. Dowodem na to może być chociażby wspomniany przeze mnie skład finału. W tym ten podział był bardzo wyraźny, różnica poziomów była bardzo widoczna. Wydaje mi się że ograniczenie liczby drużyn mogłoby podnieść jakość zespołów. Nie byłoby takich różnic. Wiem że argumentów za i przeciw jest dużo i w zależności od tego kto stoi po zainteresowanej stronie będzie je mnożyć na swoją korzyść. W przyszłym sezonie tych drużyn będzie 16 więc problem będzie większy. Zobaczymy co prezesi klubów postanowią.

Czy po ewentualnej pozytywnej weryfikacji przez podmioty zewnętrzne jesteście gotowi na grę w Tauron Lidze, czy zamierzacie podjąć wyzwanie? Czy zarząd klubu podjął już odpowiednie kroki ku temu?

– Po zakończeniu poprzedniego sezonu i decyzjach wtedy podjętych, nasz zarząd postanowił że w przypadku ewentualnego zwycięstwa w tym zrobi wszystko żeby sytuacja się nie powtórzyła. Teraz już wiemy że jesteśmy drugi raz z rzędu mistrzami i mamy prawo awansu. Z moich informacji – zgłosiliśmy chęć przystąpienia do rozgrywek skutkujących poddaniu się audytowi. Myślę że jesteśmy bardzo wiarygodnym klubem, nigdy nie mieliśmy problemów z płynnością finansową więc jeden z warunków już spełniamy. Klub nie ma zaległości ani wobec żadnej zawodniczki ani w stosunku do żadnych instytucji państwowych. Nasz hala spełnia wszystkie wymogi stawiane przez PLS. Z reszta na niej grała już ekstraklasowa drużyna koszykarska. Jeżeli chodzi o sprawy budżetu najlepiej jakby mógł się wypowiedzieć pan prezes (Andrzej Nadolny – przyp. red). Z tego co wiem to mamy wstępne decyzje o pomocy ze strony różnych podmiotów ale moja wiedza jest na ten temat nikła więc wolę się nie wypowiadać. Czekamy na oficjalne wytyczne ze strony PLS i wtedy będziemy wiedzieć co jeszcze musimy zrobić. Mam zapewnienie zarządu że robimy wszystko żeby w przyszłym sezonie zagrać w LSK. Niestety zdaje sobie sprawę że aktualna sytuacja w kraju nie sprzyja rozmowom biznesowym. Z tego co się słyszy to większość zespołów jest „zawieszona” w próżni i czeka na rozwój wypadków. Nie jest to komfortowa sytuacja dla każdego. Mam nadzieje że wszystko wróci do względnej normy, bo skutki tego kryzysu mogą być bardzo bolesne dla wielu klubów. A osobiście mam nadzieje że Joker zagra w LSK.

Jesteście solidnym i wypłacalnym klubem, czy po ewentualnym dołączeniu do grona drużyn Tauron Ligi zamierza pan nadal kontynuować pracę w Jokerze? 

– Tak jak pisałem wszyscy czekamy na rozwój wydarzeń. Dobrze mi się pracowało w Świeciu. Jest tutaj dobry klimat, atmosfera. Awans był naszym marzeniem i bardzo bym chciał poprowadzić Jokera w LSK.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-04-02

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved