Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Marcin Wika: Chcę udowodnić, że jeszcze potrafię grać w siatkówkę

Marcin Wika: Chcę udowodnić, że jeszcze potrafię grać w siatkówkę

fot. BBTS

– Myślę, że ciężką i nieustanną pracą będziemy dążyć do tego, żeby pod koniec sezonu powiedzieć sobie, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i jesteśmy zadowoleni z kierunku, który obrała nasza siatkówka – powiedział na nieco ponad tydzień przed pierwszym gwizdkiem sezonu 2015/2016 PlusLigi kapitan BBTS-u Bielsko-Biała, Marcin Wika. Przyjmujący nie ukrywa także, że nadchodzące rozgrywki traktuje jako personalną szansę na potwierdzenie swoich indywidualnych umiejętności.

 

Zacznijmy od początku. Pewnego dnia odbiera pan telefon, okazuje się, że dzwoni Krzysztof Stelmach z propozycją gry w BBTS-ie, a pan się zgadza i sprawa załatwiona… Tak było?



Marcin Wika: – (śmiech) Po części tak. Wszystko w czasie odwlekły negocjacje, które trochę zajęły, ale reszta się zgadza. Trener Stelmach do mnie zadzwonił, przedstawiając koncepcję budowania swojej drużyny i tego, w jaki sposób widzi w niej moją osobę. Ten pomysł mi się spodobał, więc w przyszłym sezonie będę reprezentował barwy BBTS-u Bielsko-Biała.

To był prosty i oczywisty wybór?

– Tak, można tak powiedzieć.

Można powiedzieć również, że BBTS jest zbudowany dwutorowo – znajdują się w nim młodzi zawodnicy, którzy chcą udowodnić, że są warci gry w PlusLidze, ponieważ wyrośli już z I ligi,  a także bardziej doświadczone ogniwa. Na czym zależy tym drugim?

– Żeby pokazać, że jeszcze do czegokolwiek się nadają. (śmiech) Tak całkiem na poważnie, to uważam, że starsza generacja tak naprawdę nie musi niczego udowadniać, a swoim doświadczeniem może pomóc młodszym zawodnikom przychodzącym z I ligi, żeby łatwiej było im wejść „na salony”. To jest nasza rola, choć muszę przyznać, że ona na przestrzeni lat się zmienia, gdyż we współczesnej siatkówce widać tendencję stawiania na graczy mniej zaawansowanych wiekiem – ci starsi są przez nich wypierani. Jeszcze pięć, sześć lat temu 32-letni siatkarz był uważany za tego w szczytowej formie, a w tej chwili określa się go, delikatnie mówiąc, mianem „bardziej doświadczonego” i zbliżającego się ku sportowej emeryturze. Nie wiemy, z czego to wynika, ale po wszystkich klubach widać, że starsze ogniwa łączy się z coraz większą liczbą tych mniej wyeksploatowanych.

Ta tendencja mobilizuje do dalszej pracy, czy tylko irytuje?

– Wydaje mi się, że raczej motywuje, ponieważ chcemy pokazać, że wciąż potrafimy grać w siatkówkę, jesteśmy doświadczeni, co jest naszym atutem i nadajemy się do tego sportu. W mojej opinii młodzież zawsze napierała na starszych, czy to na poziomie reprezentacyjnym, czy klubowym, więc poniekąd zdążyłem się już do tego przyzwyczaić.

Wracając do tematu, nie uwierzę, że nie dołączył pan do klubu z Bielska-Białej przede wszystkim po to, by odkuć się po czasie spędzonym w PV Lugano, czyli klubie nienależącym do ścisłej europejskiej czołówki. Logicznym jest, że widzi pan w grze w BBTS-ie swoją szansę na powrót na właściwe tory plusligowej kariery, na których był pan przez tyle lat.

– Zgadza się, chcę się odbudować. Uważam, że trafiłem na dobry moment w stolicy Podbeskidzia, by po prostu tego dokonać. Faktycznie poprzedniego roku nie mogłem zaliczyć do udanych i najłatwiejszych – pół roku trenowałem z Lotosem Treflem Gdańsk, a następnie wyjechałem, by przez trzy miesiące grać w barwach klubu PV Lugano, który, nie ma się co oszukiwać, nie jest członkiem siatkarskiej elity. Mimo wszystko udało mi się zaliczyć dwa spotkania w Lidze Mistrzów, co na pewno było pozytywnym doświadczeniem, a ponadto pierwszy raz wyjechałem za granicę, więc to także się dla mnie liczy. Chciałem jednak wrócić do PlusLigi i udowodnić, że Marcin Wika potrafi grać jeszcze w siatkówkę.

Co poza tym zastrzykiem europejskiej siatkówki i doświadczeniem ze szwajcarskich parkietów dała panu gra w PV Lugano?

– To, że nie wypadłem z rytmu meczowego, co było dla mnie bardzo ważne. Jest to także owoc współpracy z trenerem Anastasim, za co po raz kolejny bardzo mu podziękuję, choć ćwiczenia z zespołem to nie to samo, co walka w lidze. Zachowałem ciągłość sezonu i to się dla mnie liczyło najbardziej.

Czym więc w tej chwili różni się szkoła Krzysztofa Stelmacha od szkół innych trenerów, z którymi pan współpracował?

– Pracowałem z kilkoma szkoleniowcami i mogę stwierdzić jedno – dzisiejsza siatkówka pod wieloma szyldami nie różni się niczym. Na podstawie moich rozmów z zawodnikami innych drużyn wydaje mi się, że wszyscy ćwiczymy podobnie. Dzielą nas małe szczegóły, czasem robimy coś innego na siłowni, ale sam trening stricte w hali ma taki sam przebieg. Większość trenerów stosuje szkołę włoską, czyli walka sześciu na sześciu, a im bliżej ligi, tym jest tego więcej.

Wszyscy zawodnicy pracują na wspólny sukces, co nie zmienia faktu, że chyba trudno będzie się odciąć od tego, co osiągnął BBTS przez ostatnie dwa sezony. A może to wszystko faktycznie jest już historią i pędu motywowanego czystym odkuciem się za wyniki z poprzednich rozgrywek już nie ma, szczególnie wśród zawodników, którzy dopiero co dołączyli do ekipy?

– Powiem tak – w drużynie zaszło wiele zmian, ze starego składu zostało czterech zawodników. Rzecz jasna zaczynamy pisać nową historię, ale mimo wszystko w głowie tkwi to, co działo się z BBTS-em przez dwa lata. Zarówno moją ambicją, jak i kolegów jest, by wyniki zauważalnie poprawić. Myślę, że ciężką i nieustanną pracą będziemy dążyć do tego, żeby pod koniec sezonu powiedzieć sobie, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i jesteśmy zadowoleni z kierunku, który obrała nasza siatkówka.

Trochę podobne doświadczenia ma pan już za sobą – w sezonie 2013/2014 zespół z Bydgoszczy, w którym pan grał, w środku rozgrywek spadł na ostatnią pozycję w lidze. Wtedy dołączył do was Vital Heynen i finalnie odbiliście się od dna. To chyba pokazało, że nie ma zbyt trudnej sytuacji, by nie dało się z niej wyjść, i że każdą, nawet najgorszą łatkę można odkleić…

– W Polsce jest tak, że wszystkim szybko przykleja się łatki. Dzięki temu, że mam takie, a nie inne doświadczenie z klubu z Bydgoszczy, wiem, że wszystko jest możliwe. Ze swojej strony mogę zapewnić, że dołożę wszelkich starań, żeby podobna zła sytuacja i konieczność „ratowania” drużyny nie miała miejsca w BBTS-ie.

Do startu rozgrywek zostały mniej niż dwa tygodnie. Na jakim etapie przygotowań jesteście? Czy wszystko jest już dopięte na ostatni guzik czy też jeszcze nie, chociażby dlatego, że Daniel Lewis dołączył do was dopiero w miniony czwartek?

– Taki turniej, jak Beskidy, który zakończył się przed chwilą, daje nam duże pole do analizy i pokazuje, nad czym jeszcze musimy popracować. Miniony tydzień stał pod znakiem trudnych, fizycznych ćwiczeń, natomiast od poniedziałku mamy zejść z ciężarów, żeby zyskać potrzebną nam świeżość i optymalną formę na pierwszy mecz. Dopiero teraz dołączył do nas Dan, ale wydaje mi się, że jest to na tyle doświadczony zawodnik, że nie będziemy potrzebować wiele czasu, żeby dogadać się z nim w formacji obronnej i przyjęciu. Wiemy, na czym mamy jeszcze się skupić i na treningach pracujemy, żeby wyeliminować negatywne aspekty naszej prezencji, by w starciu inaugurującym sezon wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku. (śmiech)

Czy to dobrze, że w pierwszej rundzie PlusLigi spotkacie się od razu z wicemistrzem kraju, bo wiecie od początku, jak wiele musicie z siebie dać, by mu dorównać, czy też gorzej, ponieważ na starcie łatwiej walczy się z teoretycznie słabszym rywalem? A może to nie ma znaczenia?

– Z doświadczenia mogę powiedzieć, że na pewno łatwiej wchodzi się w sezon, zaczynając go zwycięstwem. Nasze pierwsze dwie kolejki, w których zagramy z mistrzem i wicemistrzem kraju, będą bardzo ciężkie, ale to nie znaczy, że przegramy te spotkania w szatni. W każdym starciu będziemy walczyć o zwycięstwo, choć wiemy, z kim przyjdzie nam konkurować. Podejdziemy z szacunkiem do osiągnięć rywali, ale nie położymy się przed nimi – zdajemy sobie sprawę z własnych umiejętności i z tego, jak wiele możemy zdziałać w nadchodzących rozgrywkach.

Z tego, co mówił wasz trener, to celu rozumianego jako miejsce w tabeli nie macie. Wydaje się, że bardziej w tym sezonie będzie się liczyć zbudowanie mentalności zwycięzców, którą po prostu będziecie górować nad rywalami…

– Tak, ale zarówno ja, koledzy, jak i sztab szkoleniowy mamy na tyle ambicji, aby poprawić wynik z poprzednich rozgrywek. Myślę, że to jest nasz prawdziwy cel na ten sezon, choć trudno jest nam doprecyzować, do którego miejsca dążymy. Zdajemy sobie sprawę z potencjału drużyny, a ja byłbym chyba samobójcą, gdybym powiedział, że będziemy walczyć o mistrzostwo Polski. Krok po kroku chcemy zwyciężać – do tego zmierzamy.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2015-10-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved