Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Marcin Waliński: Dostajemy po łbie i to konkretnie

Marcin Waliński: Dostajemy po łbie i to konkretnie

fot. Arkadiusz Buczyński

AZS Olsztyn nie może przełamać swojego sportowego pecha na wyjazdach – w czwartek podopieczni Andrei Gardiniego przegrali w Bielsku-Białej z siatkarzami BBTS-u. – W spotkaniach, w których stawia się nas w roli głównych pretendentów do zwycięstwa i teoretycznie powinniśmy być mocniejsi od konkurentów, nie potrafimy tego w ogóle pokazać. Drużyna nie powinna tak reagować – jej obowiązkiem jest wyjść na parkiet nawet wtedy, kiedy ciąży na niej presja i jej podołać. Nie potrafimy przyjąć najprostszej piłki, popełniamy mnóstwo błędów i nie pokazujemy, że umiemy grać w siatkówkę. To jest najsmutniejsze – powiedział po spotkaniu przyjmujący zespołu z województwa warmińsko-mazurskiego, Marcin Waliński.

Po raz kolejny przegraliście z zespołem, który pokonaliście w pierwszej części sezonu zasadniczego. Czy to oznacza regres formy w zespole AZS-u Olsztyn?

Marcin Waliński:Generalnie ostatnimi czasy mamy problem, żeby wygrać jakiekolwiek spotkanie na wyjeździe – gdzie nie pojedziemy, to dostajemy po łbie i to konkretnie. Nie znam przyczyny tych sytuacji i muszę powiedzieć, że trudno jest sobie z tym poradzić. Przyjeżdżamy do przeciwnika, mamy respekt, a nasza gra wygląda, jak wygląda. W czwartek jeszcze nie było tak źle, ponieważ w naszych szeregach pojawiła się doza walki, lecz kiedy porównam to do pojedynku w Sosnowcu, to MKS przejechał się po nas i zdobył trzy punkty bardzo łatwo. BBTS-owi urwaliśmy set i była szansa na więcej, ale nie umiem powiedzieć, dlaczego się to nie udało. Wydaje mi się, że na pewno w głowach siedzi nam widmo poprzednich porażek, a przede wszystkim ich stylu i nie potrafimy wymazać tego z pamięci i podejść czysto do kolejnego pojedynku. Ja zawsze staram się to robić i wejść z poczuciem wolności od przeszłości w kolejny mecz, tym bardziej kiedy w pojedynku dostaję swoje szanse.



Chyba boli także to, że wygraliście trzeciego seta, prowadząc w nim nieustannie, lecz w czwartej partii nie było po tym śladu. Nawet krótka przerwa powoduje, że wszystko co dobre ucieka.

– Tak, ponieważ zaczęliśmy to rozdanie od błędów własnych, które stały się nasza zmorą w tym pojedynku. Wracając do meczu z będzinianami, to tam także zapisaliśmy na naszym koncie kuriozalne liczby pomyłek w polu serwisowym, nie mogliśmy przebić piłki na drugą stronę, a w czwartek nawet jeśli nam się to udało, to bielszczanie przyjmowali poprawnie. BBTS rozgrywał swoje akcje, a my nie mogliśmy znaleźć sposobu na powstrzymanie rywali.

Jednego razu nie pasuje wam gra na pozycji faworyta meczu, choć wcześniej wygraliście z Effectorem, było również tak, że potrafiliście wygrać z Treflem Gdańsk, Skrą, a potem przegrać z kolejnymi wyżej notowanymi przeciwnikami. Czy można znaleźć jakąkolwiek oś spójności w dyspozycji AZS-u w tym sezonie?

– Wydaje mi się, że każdy zespół, który nie jest stawiany w roli faworyta, potrafi zagrać z czołówką świetne zawody, ponieważ gra bez presji. Mecze ze Skrą, Treflem czy Resovią mają to do siebie, że wychodzimy na parkiet, bardzo cieszymy się naszą grą i w wielu elementach spisujemy się powyżej oczekiwań. Widać po nas, że chcemy grać, a to jest absolutnie najważniejsze. W spotkaniach, w których stawia się nas w roli głównych pretendentów do zwycięstwa i teoretycznie powinniśmy być mocniejsi od konkurentów, nie potrafimy tego w ogóle pokazać. Drużyna nie powinna tak reagować – jej obowiązkiem jest wyjść na parkiet nawet wtedy, kiedy ciąży na niej presja i jej podołać. Nie potrafimy przyjąć najprostszej piłki, popełniamy mnóstwo błędów i nie pokazujemy, że umiemy grać w siatkówkę. To jest najsmutniejsze.

A może w tym momencie wychodzi kwestia etapu sezonu, w którym się znajdujemy? Jasne, możecie zdobyć jeszcze kilka punktów, ale przeciwnicy na waszej drodze nie są łatwi, więc o diametralną zmianę pozycji w tabeli nie będzie tak łatwo. Określenie już w tym momencie gier pozycji, którą macie maksymalnie szansę wywalczyć, chyba jednak trochę męczy.

– Może i tak, ale w meczach, gdzie powinniśmy pokazać naszą siatkówkę, to i tak musimy to robić. Bez presji gra się łatwo, więc można pokusić się o przewidywania, że chociażby w nadchodzącym spotkaniu z Resovią mamy szansę na to, żeby pokazać się od lepszej strony. Pamiętam przecież, jak pojechaliśmy do Rzeszowa i wygraliśmy 3:2, potem udało nam się zwyciężyć Skrę, a gra układała się nam na naszym parkiecie. Nie jestem w stanie nawet określić, co jeszcze w tym sezonie może się wydarzyć i rozdzielić miejsca w tabeli od naszych predyspozycji.

Byliście zespołem budowanym na zajęcie pozycji w środku tabeli czy jednak nie?

– Nie wiem, jaki był nasz cel poza tym, że mieliśmy wychodzić na parkiet i wygrywać w każdym pojedynku. W spotkaniach, w których coś się załamuje, musimy nauczyć się działać jako kolektyw, czego chyba w tej chwili troszkę nam brakuje. To, czy byliśmy drużyną budowaną na środek tabeli, czy wyżej, można zamknąć w tym, że każdy zawsze chce wygrywać i to jaki mamy skład, i ilu zawodników reprezentuje mistrzowski poziom nie ma żadnego znaczenia. PlusLiga pokazuje, że mecze są różne i w nich mogą się dziać ciekawe rzeczy, więc wyniki zawsze pozostają sprawą otwartą.

Giulio Sabbi jest w tym momencie koniecznością, czy nie można zapomnieć, że lepsze może być wrogiem dobrego i problemy w zespole powinny być rozwiązane w gronie samych zainteresowanych?

– Według mnie nie ma co teraz cisnąć Sabbiego na siłę, bowiem Paweł Adamajtis potrafi pokazać, że jest w świetnej dyspozycji. Czy pod koniec sezonu kolejny atakujący jest nam potrzebny, czy nie – to już decyzja klubu. Nie zależy to ode mnie. Wiadomo, że jeśli on faktycznie przyjdzie, to na pozycji pojawi się rywalizacja, co może nieco poprawić jakość treningu.

Czy jego przyjście nie byłoby znakiem od władz, że ten skład, który w tej chwili macie, sobie nie radzi, dlatego na finiszu rozgrywek trzeba sięgnąć po posiłki, żeby cokolwiek uratować?

– Ludzie mogą to w tej chwili tak odebrać i uznać, że jesteśmy słabi i należy nas wytykać palcami. Mecze są jednak różne i jednym razem wychodzi się na parkiet i gra niezwykłą siatkówkę, a przy innej okazji jest trudno i wtedy właśnie powinno się pokazać charakter. Tego się trzymajmy.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-03-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved