Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > Marcin Lepa: Resovia jest słabsza niż sezon temu

Marcin Lepa: Resovia jest słabsza niż sezon temu

fot. Katarzyna Antczak

– Paradoksalnie zdaje mi się, że wspomnianej szóstki nadal nie ma. Oczywiście, ona teoretycznie się wyklarowała, lecz kiedy przychodzą kłopoty, czy taki mecz jak ten sobotni z Zenitem, to nagle na boisku pojawiają się wszyscy czterej przyjmujący, Dmytro Pashytsky jest ściągany i okazuje się, że trudno byłoby powiedzieć, który skład Resovii jest tym wyjściowym i najmocniejszym. W zeszłym sezonie mimo wszystko była jasność odnośnie do tego, kto jest liderem i najważniejszą postacią – powiedział o problemach z wytypowaniem podstawowego składu mistrzów Polski i innych kłopotach drużyny Andrzeja Kowala ekspert Polsatu Sport, Marcin Lepa.

Skład finału Ligi Mistrzów to zaskoczenie czy też nie? Jeśli tak, to z której strony bardziej?



Marcin Lepa:Chyba nie. Zenit oczywiście był faworytem starcia z Resovią, natomiast jeżeli chodzi o drugi mecz, to ilekroć ktokolwiek pytał mnie o mój typ, zwracałem uwagę przede wszystkim na to, że starcia w obrębie jednego kraju są zupełnie inną historią. Wszyscy Włosi byli przekonani, że w półfinale to Cucine Lube Civitanova jest faworytem, jednak na wyniku zaważyła forma danego dnia, przygotowanie jednego spotkania, umiejętność koncentracji czy też stworzenie tak zwanego „team spirit”, które w sobotę Radostin Stojczew wykreował kapitalnie. W sobotę w ogóle nie było meczu – Trentino zdominowało swojego rywala.

Wspomniana forma dnia i koncentracja są więc czynnikami najważniejszymi, które pozwalają odnieść aż tak radykalne zwycięstwo, jak to 3:0 w wykonaniu Trentino Diatec, czy to jednak za mało, by mówić o tym wyjątkowo jednoznacznym wyniku?

– Przez te dwa aspekty miałem na myśli wszystko to, co w sobotę pokazała zwycięska drużyna, czyli oczywiście dominację w poszczególnych elementach siatkarskich, ale również umiejętność przytłoczenia rywala – w momencie, gdy nie wychodzi mu jeden element, to „naskakuje się” na niego kolejnym. Nie ma co ukrywać, że w pojedynku czysto siatkarskim Simone Giannelli rozbił Micah Christensona i fantastycznie prowadził swoją drużynę, raz po raz motywując jej poszczególne ogniwa i świetnie zagrywając. Jego bezpośredni rywal był dziś za to nie do poznania i zachowywał się jak człowiek, który przez przypadek znalazł się na boisku. Tak po kolei można analizować każdego zawodnika… Ivan Miljković, swego czasu genialny siatkarz, w pojedynku półfinałowym nie mógł znaleźć swojego miejsca na placu boju i wejść w spotkanie. Z drugiej strony siatki byli indywidualni liderzy, choć przede wszystkim znajdowała się tam drużyna w prawdziwym tego słowa znaczeniu i od niej było czuć precyzyjnie przygotowany plan, a także rozwiązania, które pozwalały przetrzymać trudne momenty. Szacunek dla Stojczewa za to, jak przygotował to spotkanie.

A propos przytłoczenia rywala, to Resovii także się ono udało, jednak wyłącznie w inaugurującym secie. Czego, po tak dobrym początku, zabrakło podopiecznym Andrzeja Kowala, którzy kolejną partię przegrali de facto na własne życzenie i przez dwie dobre akcje Wilfredo Leona w końcówce?

– Wydaje mi się, że jednak w pierwszym secie to Rosjanie nie grali swojej siatkówki, a nie Resovia spisała się fantastycznie, bowiem Zenit popełnił jedenaście błędów, z czego aż osiem w polu zagrywki. Sam trener Alekno podkreślił, że ta sytuacja wynikała z faktu, że jego zespół nie był w stanie tak wcześnie zaadaptować się do warunków panujących w krakowskiej hali, jej atmosfery i gabarytów, więc po prostu siatkarze nie stanowili tego samego teamu, który określany był mianem faworyta. W momencie gdy nieco poprawili się w drugim rozdaniu i wygrali nerwową końcówkę, to zaczął się zupełnie inny mecz i Zenit zdominował rzeszowian w trzeciej i  czwartej partii.

Przez większość sezonu z ust rzeszowian padały słowa o braku podstawowej szóstki i problemach wewnętrznych. Ostatnio Fabian Drzyzga powiedział jednak, że wyjściowy skład się wyklarował i gra mistrzów Polski wygląda coraz lepiej, lecz mimo tego w półfinale Ligi Mistrzów on nie zadziałał. Co to może oznaczać w kontekście niedzielnej walki o trzecie miejsce, a także dla rywalizacji z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle? Czy obnażył się fakt, że Resovia jest po prostu słabsza, niż zakładano na początku sezonu?

– Mnie się wydaje, że na pewno jest słabsza niż w zeszłym sezonie. W tamtym czasie widziałem Resovię najlepszą w ostatnich latach, będącą kompletną drużyną z Nikołajem Penczewem w świetnej formie, dobrze spisującym się Marko Ivoviciem czy z Jochenem Schöpsem, który dla mnie był MVP całego sezonu PlusLigi. To była naprawdę znakomita drużyna, w której nie można zapomnieć o roli Piotra Nowakowskiego, walczącego w tej chwili z kontuzją. Teraz jest to rozmontowana ekipa i paradoksalnie zdaje mi się, że wspomnianej szóstki nadal nie ma. Oczywiście, ona teoretycznie się wyklarowała, lecz kiedy przychodzą kłopoty, czy taki mecz jak ten sobotni z Zenitem, to nagle na boisku pojawiają się wszyscy czterej przyjmujący, Dmytro Pashytskyy jest ściągany i okazuje się, że trudno byłoby powiedzieć, który skład Resovii jest tym wyjściowym i najmocniejszym. W zeszłym sezonie mimo wszystko była jasność odnośnie do tego, kto jest liderem i najważniejszą postacią.

Ale w tej chwili jest Bartosz Kurek, którego chyba wypada nazwać liderem. A może on po prostu nie może być samodzielnym głównodowodzącym?

– Owszem, to jest lider tej drużyny i odnoszę wrażenie, że w ciągu tego sezonu bardzo dojrzał, lecz momentami jest on troszeczkę osamotniony, co było widać także w pojedynku z Zenitem. To nie był jego najlepszy mecz, jednak trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie każda problematyczna piłka powinna być posyłana właśnie do niego. Tak, zgodzę się z tym, że stał się nie tylko boiskowym liderem Resovii w trakcie tego sezonu, ale być może nie jest to tak łatwa sytuacja, jaką miał Jochen rok temu, kiedy mógł polegać na Ivoviciu, który był świetnie przygotowany do sezonu pod względem fizycznym.

Grzechem byłoby więc nie zapytać dla kogo złoto i dla kogo brąz Ligi Mistrzów.

– Faworytem ponownie będzie Zenit, co przyznają sami zawodnicy Trentino.

Może właśnie ich siłą będzie to, że ponownie, wzorem półfinału, nie będą atakowali z pozycji tego, który powinien to spotkanie wygrać?

– Tak i to im wyszło! Powiedzieli, że nikt na nich nie stawiał, ale mieli jasny plan i wiedzieli, że mogą ograć Lube. Różnica jednak leży w tym, że włoski zespół był im doskonale znany i gra on zupełnie inną siatkówkę niż Rosjanie. Stawiam więc na Zenit.

A brąz?

– Wierzę, że Resovia jest w stanie dobić rozbite Lube, które przegrało trzy mecze z rzędu, a nie jest do tego przyzwyczajone. Widać, że Włosi mają wielkie kłopoty wewnętrzne i to nie są problemy fizyczne, co przyznają sami działacze tego klubu. Podsłuchawszy w sobotę czasy trenera Blenginiego, śmiem twierdzić, że występuje w ich szeregach konflikt na linii szkoleniowiec-zawodnicy, ponieważ w trudnych momentach głównodowodzący nie powinien zwracać się tak jednoznacznie do swoich podopiecznych, nie żąda ciszy, nie grozi ściągnięciem z boiska oraz nie wymaga tego, żeby zawodnicy w końcu zaangażowali się w mecz i „ubrudzili” swoje ręce siatkówką. To są sytuacje, które wykraczają poza czystą taktykę spotkania czy nawet próby mobilizacji.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved