Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > II liga mężczyzn > Marcin Jarosz: Nie jest to lekki kawałek chleba

Marcin Jarosz: Nie jest to lekki kawałek chleba

fot. Przemysław Rokitowski

– Nie da się niczego stworzyć bez pieniędzy. Oglądamy każdą złotówkę. Bywa ciężko, bo to liga półamatorska. Ale chłopcy wkładają w treningi dużo wysiłku. Jak patrzę na inne zespoły, które mają pieniądze, to mogę zaryzykować nawet stwierdzenie, że my pracujemy z jeszcze większą motywacją – powiedział Marcin Jarosz, szkoleniowiec Bielawianki Bielawa.

Marcin Jarosz od trzech lat pracuje w drugoligowej Bielawiance Bielawa. Pod jego wodzą osiągnęła ona największy sukces w sezonie 2015/2016, w którym dotarła aż do turnieju finałowego II ligi. Ostatnie rozgrywki już nie były dla niej tak udane, bowiem rywalizację zakończyła na I rundzie play-off. – Nie jest to lekki kawałek chleba, bo kibice wymagają. Tak jest w większości klubów II ligi. Nie mówię o tych zespołach, które są profesjonalne i zawodnicy żyją tylko z siatkówki. W Bielawie jednak wszyscy dobrze życzą tej dyscyplinie, a na dodatek są uczciwi prezesi. U nas nikt nikogo nie oszukał. Musimy pamiętać, że Bielawianka to półprofesjonalny klub. Trenujemy trzy razy w tygodniu, chłopaki normalnie chodzą do pracy. Ja także. Trzy treningi to mało w porównaniu do ekip, które ćwiczą powiedzmy pięć razy. A ja na przykład nie wiem, jak moi siatkarze funkcjonują w swojej pracy zawodowej. Jedni są potem bardziej zmęczeni, inni mniej – powiedział Marcin Jarosz, trener dolnośląskiej drużyny, która zajęła trzecie miejsce w rundzie zasadniczej w grupie czwartej II ligi, ale później nie przebrnęła przez play-off. Na jej drodze stanął AZS UAM Poznań, który zarówno u siebie, jak i na wyjeździe ograł Bielawiankę. – W tym roku osiągnęliśmy i tak dobry rezultat, bo tak trzeba ocenić III miejsce po fazie zasadniczej. Nasz pierwszy mecz, który zagraliśmy w Poznaniu, był faktycznie słabszy. wystąpiliśmy tam na potężnej sali – nikt nie ma takiej w II lidze. Była podobna do tej w Wałbrzychu. W Bielawie czy Dzierżoniowie nie mamy chociaż zbliżonego obiektu, żeby w nim potrenować. Dlatego ulegliśmy dość gładko. U nas prowadziliśmy 24:21 i przegraliśmy seta. Po takiej końcówce zostaje to już w głowach i dlatego też nie wykorzystaliśmy swoich szans – dodał Jarosz.



Zanosi się na to, że w międzysezonowej przerwie w Bielawiance dojdzie do sporych roszad kadrowych. Przynajmniej połowa zespołu ma zostać zmieniona, a w planach jest w dalszym ciągu stawianie na wychowanków. – Teraz siatkówka to są pieniądze. Trzeba czymś skusić zawodników, żeby do nas przyszli. Walczymy o nich. Chcemy, żeby klub wypadł jak najlepiej. Nie da się niczego stworzyć bez pieniędzy. Oglądamy każdą złotówkę. Bywa ciężko, bo to liga półamatorska. Zespołem na awans jest ta drużyna, która ma na co dzień swoich siatkarzy. Wynajmuje im mieszkania, a trener w każdej chwili może zabrać ich na siłownię. Bywa, że nasi zawodnicy dojeżdżają do nas na przykład z Milicza – wyjaśnił Jarosz, który jednak chwali zaangażowanie swoich podopiecznych. – Chłopcy wkładają w treningi dużo wysiłku. Jak patrzę na inne zespoły, które mają pieniądze, to mogę zaryzykować nawet stwierdzenie, że my pracujemy z jeszcze większą motywacją – zakończył szkoleniowiec drugoligowego zespołu z Bielawy.

źródło: Gazeta Wrocławska, inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, II liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-04-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved