Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Marcin Janusz: Każdy z nas mógł jeszcze więcej ugrać

Marcin Janusz: Każdy z nas mógł jeszcze więcej ugrać

fot. Sylwia Lis-Dubiel

 

Marcin Janusz to kolejny siatkarz Trefla Gdańsk, którego ponownie pod swoją szkoleniową pieczą chciałby mieć Andrea Anastasi. Przed rokiem włoski trener zabrał do Warszawy: Piotra Nowakowskiego, Patryka Niemca i Michała Kozłowskiego. – Wszystko stanęło, nie są prowadzone żadne rozmowy transferowe. Na razie nie mogę wychodzić przed klub, mój kontrakt obowiązuje. W jednym wywiadzie czytałem, że zostaje, w innym że odchodzę, więc na razie muszę się wstrzymać.  – mówi rozgrywający żółto-czarnych oraz reprezentacji Polski.



 

Jak dużo propozycji pan otrzymał? Jedną z nich była oferta z Warszawy?

Marcin Janusz: To prawda. W trakcie sezonu było wiele ofert, z kilku zrezygnowałem.

Przełożone o rok igrzyska olimpijskie stwarzają panu większą szansę na udział w nich?

Czas działa na korzyść moją, ale i nie tylko. Wierzę, że wraz z młodszymi kolegami będziemy coraz lepsi z każdym rokiem i szansa gry na wielkim turnieju zwiększy się. Planowana była do wygrania Liga Narodów, a sytuacja zmienia się co chwilę. Dzięki temu szanse na występ rosną i może dobrze, że igrzyska zostały przełożone o rok, ale mi nie pozostaje o tym dużo myśleć, tylko po prostu dołożyć pełnych starań, żeby dobrze zagrać w reprezentacji. Jeszcze mamy dużo czasu.

Kadrowicze są w kontakcie z Vitalem Heynenem? Macie informacje dot. ewentualnego rozegrania Ligi Narodów?

Przez cały czas mamy z nim kontakt. Jest otwarty i jeśli ktoś ma pytania to można bezpośrednio zadzwonić. Sam do nas wyszedł, gdy zaczynał się problem z koronawirusem. Przedstawił plan, gdy wiadomo było, że igrzyska będą odwołane. Tak naprawdę nikt nie wie, jakby miała wyglądać Liga Narodów od strony organizacyjnej. Zapewne będzie trzeba ograniczyć liczbę zawodników, którzy pojadą na zgrupowanie. To będzie tylko jeden turniej w tym roku. Rozmawiałem z trenerem jakiś czas temu. Zarysował mi plan, ale wszystko zmienia się z każdym tygodniem.

Gra przy pustych trybunach to spory dyskomfort?

– Zdecydowanie jest inaczej. Naszym przewagą było to, że potrafiliśmy wytworzyć sobie atmosferę na treningach, ale kibice napędzają nas i kompletnie inaczej się gra czy ogląda mecze. Trzeba sobie zdać sprawę, że może nie będzie innego wyboru między meczem bez kibiców lub tym, że wcale się nie odbędą.

Rozliczył się już pan z klubem za ten sezon?

W najbliższych dniach będziemy omawiać tę kwestię. Wiemy jak to będzie wyglądało, ale rozmowy indywidualne dopiero przed nami. Myślę, że prezes dobrze do tego podszedł, bo postanowił przeliczyć koszty, żeby potrafić wytłumaczyć nam wszystko i stąd te cięcia są nieuniknione. Zdajemy sobie sprawę, że sytuacja jest dynamiczna i policzyć to wszystko nie jest na pewno łatwo.

Rozumiem, że jest pan skłonny zrezygnować z części wynagrodzenia?

Wszystkim zależy na dobru zawodników, ale dobro klubu też jest ważne. Oczywiście rozmawialiśmy w gronie zespołu. Zależy nam, aby to naprawdę wynikało z tego, że klub ma problemy, a nie chce sobie zaoszczędzić na przyszłe sezony. Jeśli wszelkie wyliczenia zostaną nam przedstawione, to nie będziemy mieli problemu z tym, aby zejść z pensji.

Co było motorem napędowym Trefla Gdańsk w minionym sezonie? Jak podsumuje pan miniony sezon?

Największym plusem był fakt, że potrafiliśmy grać stabilnie. I to nie chodzi tylko o to, że graliśmy dobrze, bo każda drużyna potrafi rozegrać w ten sposób kilka meczów. Mało kto wierzył, że będziemy w stanie utrzymać rytm po dobrym początku. Na palcach jednej możemy policzyć nasze słabe występy, tj. choćby spotkanie z drużyną Ślepsk Malow Suwałki. W pozostałych prezentowaliśmy dobry, równy poziom i to było chyba główne zaskoczenie, dzięki czemu mieliśmy prawo myśleć, że jesteśmy w stanie powalczyć z Jastrzębskim Węglem lub Skrą Bełchatów w Final Four. Na początku był problem, by zdobywać punkty z topowymi drużynami. W trakcie sezonu rośliśmy, uczyliśmy się i pod koniec byliśmy w stanie zapunktować w Kędzierzynie, wygrać z Jastrzębiem w Pucharze Polski, także wszystko było na dobrej drodze, bo mieliśmy okazję sprawić niespodziankę. 5. miejsce jest dużym sukcesem, ale zostaje niedosyt, bo wszyscy mieliśmy świadomość, że każdy z nas mógł jeszcze więcej ugrać. Oczywiście nie byliśmy faworytem w tych meczach, ale na pewno szansa była.

Jak radzi sobie pan w czasie izolacji?

– Zdecydowaliśmy się zostać w Gdańsku na Wielkanoc. Nie widzieliśmy się z rodziną i to był największy problem. W tym roku podjęliśmy decyzję, że lepiej nie ryzykować. Wielu kibiców przybyło na mecz z Vervą Warszawa Orlen Paliwa, bywaliśmy w miejscach publicznych, gdzie mogliśmy złapać koronawirusa, więc zostaliśmy. Poza tym wszystko w porządku. Staram się ćwiczyć, by utrzymać formę.

Dowiedział się pan czegoś nowego o sobie w tym czasie?

Okazuje się, że siedzenie w domu nie jest jednak fajne. W trakcie sezonu mamy sporo wyjazdów, czasami chciałoby się spokojnie posiedzieć i odpoczywać, ale po tygodniu robi się to męczące i ciężkie. Poza tym nic nowego. Jestem w stanie zaplanować sobie ten czas produktywnie, ale raczej nie dowiedziałem się niczego nowego o sobie.

Liveczaty, liczne udzielanie się w klubowych social mediach. Taki kontakt z kibicami zawsze przychodził panu naturalnie?

Zawsze lubiłem mieć z nimi kontakt. Wydawało mi się jednak, że jestem słaby, jeśli chodzi o taki w mediach społecznościowych. Obecnie mamy okres, że właściwie tylko na tym możemy się skupić, nasz marketing stara się działać na tej płaszczyźnie i jest to dla mnie coś nowego. To sympatyczne, że możemy porozmawiać z fanami, nawet na odległość. Takie doświadczenie może przydać się w przyszłości.

*Autorem wywiadu jest Damian Konwent – trojmiasto.pl

źródło: sport.trojmiasto.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-04-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved