Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Marcin Bańcerowski: Mecz to nie tylko sport

Marcin Bańcerowski: Mecz to nie tylko sport

fot. Katarzyna Antczak

Mimo że trwają jeszcze igrzyska olimpijskie, to kluby PlusLigi powoli myślą już o nadchodzącym sezonie, w którym czeka sporo zmian. Najważniejszą z nich jest przywrócenie spadków oraz awansów z i do najwyższej klasy rozgrywkowej. Wielu działaczy cieszy się z tego powodu, jednak jak twierdzi wiceprezes AZS-u Politechniki Warszawskiej, taki system niesie też ze sobą wiele zagrożeń.

Wśród wielu włodarzy klubów PlusLigi słychać opinie, że otwarcie PlusLigi daje wiele możliwości. Jak jednak wskazuje wiceprezes warszawskiego klubu Marcin Bańcerowski, zamknięcie ligi przyczyniło się do tego, że na boiskach pojawiło się wielu młodych zawodników. – Jesteśmy zwolennikami zamknięcia ligi, choć nie jest to do końca trafne określenie. Liga jest przecież otwarta; każdy klub, który spełni określone kryteria, może w niej zagrać. Ale do rzeczy. Zamknięcie ligi skłoniło kluby do inwestowania w młodych zawodników, czego najlepszym przykładem jest AZS Politechnika Warszawska. Działacze nie obawiają się spadku i dokonują racjonalnych ruchów kadrowych. Kilka lat temu, kiedy danemu klubowi widmo spadku zaglądało w oczy, prezesi próbowali ratować się transferami siatkarzy mających uznane nazwiska i bagaż doświadczeń na karku. Często okazywało się jednak, że dla graczy tych PlusLiga – czy też wcześniej Polska Liga Siatkówki – to za wysokie progi. Nerwowe ruchy dawały zatem tylko pozorną szansę utrzymania, ale znacząco uszczuplały klubowe budżety. Po zamknięciu ligi natomiast wszystko można dokładnie zaplanować. Efekty już przyszły. Obecnie w reprezentacji Polski mamy kilku młodych zawodników, którzy pokazali się właśnie dzięki zamknięciu ligi – powiedział Bańcerowski. Według wiceprezesa klubu ze stolicy taka reforma rozgrywek może mieć przełożenie na poziom sportowy PlusLigi. – Będziemy przekonywać wszystkich, że awanse i spadki nie powinny zależeć tylko od wyniku sportowego. Klub, który ma opuścić elitę, musi być słaby przede wszystkim pod względem organizacyjnym. Nie należy trzymać go w PlusLidze na siłę – ze względu na sentyment, historię czy jakiekolwiek inne względy. Czy spadki i awanse będą krokiem wstecz? Nie wiem. Nie jestem w stanie przewidzieć, jak zareaguje rynek. Obawiam się jednak, że wrócimy do punktu, o którym mówiłem. Przypuszczam, że klubu przestaną inwestować w młodzież i będą kontraktować zawodników średniej klasy albo nawet takich, którzy powinni już zakończyć kariery. A może się mylę? Wszystko zależne będzie od systemu, który przyjmiemy. Jeśli o miejscu w elicie będzie decydować baraż pomiędzy najsłabszym zespołem z PlusLigi i najlepszym z I ligi, moje obawy mogą okazać się bezzasadne – stwierdził Marcin Bańcerowski.

Włodarze AZS-u Politechniki Warszawskiej od dwóch lat proponują, by wprowadzić system rozgrywek składający się z fazy zasadniczej oraz bardzo krótkiej fazy play-off, opartej na schemacie: mecz-rewanż-złoty set. Taki system był już jednak testowany w nieco zmodyfikowanej formie w poprzednim sezonie. – Uważamy, że system, który zaproponowaliśmy, daje to, co jest najważniejsze z punktu widzenia organizacji ligi – stabilność terminarza. Dodatkowo zwiększa on rolę fazy zasadniczej. Kiedy w play-off zespół może awansować tylko o jedną pozycję, w fazie zasadniczej nie ma nieważnych meczów. Każde spotkanie bowiem może zadecydować o medalu mistrzostw Polski. Mieliśmy tego przykład w sezonie 2015/2016, gdzie wisienką na torcie była rywalizacja BBTS-u Bielsko-Biała z PGE Skrą Bełchatów. Przypomnę, że Skra przegrała seta, przez co nie zagrała później o złoto. Oczywiście nie tylko w tym meczu ekipa z Bełchatowa straciła szansę na mistrzostwo Polski. Wcześnie straciła przecież seta również m.in. z Politechniką. Miejsce w lidze jest więc wynikiem pracy w całym sezonie. Zawodnicy od początku do końca muszą być skoncentrowani i zmobilizowani. Wiedzą, że jak zawalą coś teraz – w fazie zasadniczej – to później nie będą mogli się poprawić. W meczu z każdym rywalem muszą zatem grać na 100 proc. Dzięki temu pojedynki w każdej kolejce są bardziej zacięte i atrakcyjniejsze dla kibiców – dodał Bańcerowski.



Według kibiców zamknięta liga to jednak dużo niższy poziom sportowy. – Kibice bardzo często skupiają się tylko na aspekcie sportowym. A w naszej ocenie mecz to nie tylko sport, ale też organizacja. Udowodnimy to w nowym sezonie. Kluby muszą nauczyć się profesjonalizmu. Nawet słabszy mecz, jeśli chodzi o poziom sportowy, może okazać się świetnym widowiskiem – właśnie dzięki świetnej organizacji. Dłuższe i wolniejsze akcje też mogą budować emocje. Idealnym przykładem jest tu NBA. W lidze tej dwa ostatnie zespoły walczą tak, że kibice pieją z zachwytu. Poziom na boisku nie jest taki jak w meczach finałowych, ale organizacja widowiska jest fantastyczna. Wszyscy – i my, prezesi klubów, i kibice – musimy ustalić, czego naprawdę chcemy. Wolimy szybko rozegrać sezon i ułożyć tabelę czy zbudować silną ligę z wypełnionymi po brzegi halami w każdej kolejce? Niech każdy odpowie sobie na to pytanie – zakończył wiceprezes AZS-u Politechniki Warszawskiej.

źródło: azspw.com

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2016-08-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved