Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Malwina Smarzek: Nie uważam się za gwiazdę

Malwina Smarzek: Nie uważam się za gwiazdę

fot. FIVB

Od maja mówiło się o transferze Malwiny Smarzek do ligi włoskiej, a ostatnio polska atakująca podpisała kontrakt z Volley Bergamo. – Nie zastanawiałam się nawet przez chwilę. Myślę, że to dobry moment, żebym poszła rozwijać się gdzie indziej – przyznała w rozmowie z Polsatem Sport reprezentantka Polski. 

Po dwóch sezonach w Chemiku Police pełnych sukcesów, dwóch tytułach mistrza kraju, Pucharze Polski, występie w Lidze Mistrzyń zdecydowałaś się na transfer do Włoch. Nie kusiło cię, żeby zostać jeszcze w Polsce i powalczyć o kolejne trofea?



Malwina Smarzek: – Zdecydowanie nie. Było mi bardzo dobrze w Chemiku, będę miała świetne wspomnienia związane z tym klubem, który bardzo wpłynął na mój rozwój. Zawsze marzyłam, żeby grać za granicą, więc kiedy pojawiła się okazja, to od razu z niej skorzystałam. Nie zastanawiałam się nawet przez chwilę. Myślę, że to dobry moment, żebym poszła rozwijać się gdzie indziej. Granie za granicą to jedna z fajniejszych rzeczy w karierze sportowca.

Kiedy podjęłaś decyzję, że chcesz zmienić klub?

Kiedy zaczął się mój drugi sezon w Chemiku, to cały czas powtarzałam mojemu menadżerowi, że chcę odejść za granicę. To nie jest tak, że nie skupiałam się na grze w klubie, ale w mojej głowie było to, że chcę skorzystać z klauzuli zapisanej w kontrakcie i odejść po tym roku. Wiedziałam, że to nie jest łatwe, bo wszystko zależało od tego, jak się zaprezentuję. Kwota była dość wysoka i nie każdy klub był w stanie za mnie tyle zapłacić. Musiałam pokazać się z dobrej strony, żeby jakiś klub chciał za mnie takie pieniądze złożyć.

W polskiej lidze miałaś swoją markę, byłaś uznawana za gwiazdę. W Serie A1 gwiazd jest wiele. Nie obawiasz się, że będzie ci ciężko wybić się ponad ich poziom?

Nie uważam się za gwiazdę. W życiu sportowca są różne momenty i raz się jest na szczycie, a za chwilę można spaść o poziom niżej, czego bardzo nie chcę, ale łatwo to zrobić. Cieszę się, że we Włoszech są zawodniczki o wiele lepsze ode mnie. To bardzo duże wyzwanie dla mnie i duża presja nałożona z góry, bo Bergamo dużo ode mnie oczekuje. Na pewno nie będzie tak, że przyjdę tam i od razu będę gwiazdą, w ogóle nie lubię tego określenia. Będę musiała ciężko pracować, tak samo jak robiłam to w Polsce. Nikt nie będzie patrzył przez pryzmat tego, czy teraz jestem najlepsza, czy zdobywam najwięcej punktów. Staram się skupiać na swoim rozwoju, na tym, żeby być lepszą siatkarką i żeby ludzie dobrze mnie odbierali.

Klub z Bergamo ma ogromne tradycje. To najlepszy klub dwóch ostatnich dekad w Europie, jednak w poprzednim sezonie drużyna zajęła dopiero dziesiąte miejsce w lidze. Nie obawiasz się, że może to być lekka zadyszka lub początek kryzysu?

Nie, chociażby dlatego, że było ich stać, żeby mnie wykupić. W zeszłym sezonie nie było tam pieniędzy, a teraz wszedł nowy sponsor. Oczywiście pieniądze nie grają. Czasem zdarza się tak, że jest zespół złożony z wielkich nazwisk, a wcale to nie musi wypalić. Siatkówka jest grą zespołową, więc to, że się ma nazwiska, nie oznacza wcale, że się wygrywa. Byłam w Bergamo i widziałam część dziewczyn, które będą grały ze mną. Myślę, że to będzie fajny sezon, mimo że nie podejdziemy do niego jako faworyt. Uważam, że jak na początek mojej przygody z zagraniczną siatkówką jest to bardzo dobry kierunek. Ludzie wiedzą tam jak budować zespół.

Jak ocenisz poziom ligi włoskiej?

Kiedy grałyśmy z Chemikiem Police Ligę Mistrzyń we Włoszech i przegrałyśmy sromotnie 0:3 z Modeną, chociaż miałyśmy szansę, żeby ten mecz wygrać, a przynajmniej powalczyć, ktoś powiedział wtedy, że Włoszki grają takie mecze Ligi Mistrzyń co tydzień. Mają taki poziom, że kiedy gra pierwszy i ostatni zespół, to padają wyniki 3:2 po wyrównanej walce. Tego właśnie nie mogę się doczekać, meczów, które stoją na bardzo wysokim poziomie i nie są tak zróżnicowane. W Polsce również mamy silne zespoły, ale zdarzały się mecze krótkie i bez historii.

Znakomicie zaprezentowałaś się w Lidze Narodów. Czy transfer był echem tego dobrego występu, czy już wcześniej było wiadomo, że w przyszłym sezonie założysz koszulkę Zanetti Bergamo?

Liga Narodów jest niestety w trakcie okresu transferowego. Ja na szczęście podjęłam tę decyzję przed jej rozpoczęciem. Zrobiłam to dlatego, że chciałam skupić się w stu procentach na kadrze, a nie na tym, dokąd pójdę. Sama gra i turniej były na tyle wymagające fizycznie i psychicznie, że chciałam mieć jak najmniej na głowie. Inne kluby odzywały się, ale większość już wiedziała, że będę w Bergamo. Każda z dziewczyn, która wystąpiła w Lidze Narodów, może powiedzieć, że dało nam to kilka punktów do sylwetki sportowca. Mogłyśmy się pokazać szerszej publiczności, zrobić sobie fajną reklamę, a to procentuje na przyszłość. Wiąże się to również z tym, że ludzie będą od nas więcej oczekiwać. Tak samo jest ze mną. Ktoś wyliczył, że zdobyłam najwięcej punktów, więc ludzie będą ode mnie oczekiwać, że będę tak grała cały czas. To kolejna nałożona presja, ale sportowcy muszą z nią żyć, a najlepsi muszą sobie z nią radzić.

Liga Narodów w waszym wykonaniu wyglądała naprawdę dobrze. W wielu przypadkach głośniej mówiło się o was niż o reprezentacji męskiej, która awansowała przecież do turnieju finałowego. Jak wygląda wasz zespół od środka? Co się tam zmieniło, że nagle zaczęło to tak dobrze funkcjonować?

Lepsze echo o nas poszło dlatego, że chłopaki są mistrzami świata i od nich wymaga się trzy razy więcej. Final Six w oczach kibiców było dla nich obowiązkiem. U nas było tak, że najpierw podejrzewano, że się nie utrzymamy. Potem, kiedy zaczęłyśmy grać, to pojawiły się głosy, że fajnie gdybyśmy się utrzymały. Już za rok tak nie będzie, bo ludzie będą od nas o wiele więcej oczekiwać. Już nie będzie tak, że gdy przegramy z Włoszkami po wyrównanym meczu, to ktoś powie, że to był fajny mecz. Najważniejsze jest to, żeby teraz znaleźć sposób na utrzymanie tego poziomu grania, a to wcale nie jest łatwe. Zaprocentowało to, że kadra zaczęła budować się od początku. Dostałyśmy trochę czasu, o który tak apelował trener Jacek Nawrocki. On ma pomysł nie na dziś, tylko na lata. Wytworzyła się bardzo fajna atmosfera, bo każda chce pracować i się uczyć. Wszystkie dziewczyny dają z siebie sto dwadzieścia procent, każda wierzy w to wszystko. Nie będę oszukiwać, że jadąc na Ligę Narodów, każda obawiała się grać z Amerykankami czy Chinkami, które oglądałyśmy jak dotąd w telewizji. W roli z góry przegranego gra się łatwiej niż w roli faworyta, więc za rok będzie dużo ciężej.

 

Cała rozmowa Marty Ćwsiertniewicz w serwisie Polsatu Sport

źródło: polsatsport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-07-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2018 Strefa Siatkówki All rights reserved