Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Malwina Smarzek: Po cichu liczyłam na to

Malwina Smarzek: Po cichu liczyłam na to

fot. FIVB

Dokładnie tydzień temu polskie siatkarki poznały decyzję FIVB uprawniającą je do gry w interkontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do IO w Tokio 2020. – Bardzo ważne będzie nastawienie, a jeśli zagramy tak jak w Lidze Narodów, to wynik będzie sprawą otwartą – przyznała Malwina Smarzek, atakująca polskiej kadry.

W Polsce informacja o waszej grze w interkontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym do IO była sporą niespodzianką. Dla ciebie też był to „news dnia”, czy dochodziły do ciebie wcześniej jakieś plotki na ten temat?



Malwina Smarzek: – Wiedziałam, że bardzo mało nam brakowało, by móc wystartować w tych kwalifikacjach interkontynentalnych, także gdzieś po cichu liczyłam na to, że uda nam się na niego pojechać. Jednak cały czas nie było jakiejś pewnej informacji, dlatego o naszym udziale dowiedziałam się tak jak wszyscy, tydzień temu z któregoś z portali internetowych. Informację podesłali mi moi rodzice, bo ja raczej staram się nie wchodzić na tego typu informatory i nie czytać ich za dużo.

Łatwo nie będzie, bo zgodnie z zasadą serpentyny na pewno traficie na drużynę z czołówki. Mówi się o Serbii. Jak oceniasz nasze możliwości kwalifikacyjne?

– Z całą pewnością turniej nie będzie należał do tych łatwych, bo rzeczywiście trafimy na którąś z mocnych drużyn. Myślę jednak, że bardzo ważne będzie nastawienie, dlatego chciałabym, żebyśmy do takich meczów podchodziły tak samo jak podczas Ligi Narodów. Wtedy też ścierałyśmy się z dużo silniejszymi zespołami, przynajmniej w teorii, i dawałyśmy z siebie wszystko, a to przynosiło efekty. Dzięki temu udawało nam się wygrywać niektóre spotkania z faworytami i mam nadzieję, że teraz też sprawimy niejedno zaskoczenie. Poza tym według mnie nasz zespół jest coraz mocniejszy i choć nie będziemy „pewniakami”, to jeśli zagramy na 100% i będziemy się cieszyć z tego, że możemy rywalizować z czołówką żeńskiej siatkówki, to wynik będzie sprawą otwartą.

Również w przyszłym roku, w Polsce odbędą się mistrzostwa Europy. Jaki wynik w czempionacie by cię zadowalał?

– To jest trudne pytanie. Dużo zależy od tego, jak ten turniej się ułoży i od tego, na kogo trafimy, jeśli wyjdziemy z grupy. Po ostatnich mistrzostwach Europy został w nas pewien niedosyt i myślę, że na pewno mogłyśmy ugrać tam więcej, bo choć zaprezentowałyśmy się dobrze, to trochę nam zabrakło. Moi zdaniem wtedy dał o sobie znać brak doświadczenia, o którym cały czas mówi się w naszej kadrze i które zdobywamy przez cały czas. W mojej opinii miniony sezon kadrowy wiele nam dał i bardzo rozwinęłyśmy się jako drużyna. Na pewno też poczułyśmy się trochę pewniej, co zaprocentuje w przyszłości. Ja osobiście przed mistrzostwami Europy w naszym kraju nie zakładam sobie jakiegoś konkretnego celu, bo chcę po prostu, żebyśmy zagrały jak najlepiej jako drużyna i żebyśmy przyjechały na ten turniej w jak najlepszej dyspozycji, dały z siebie 100% i wtedy zobaczymy, co się wydarzy.

W przyszłym sezonie czeka was sporo grania: Liga Narodów w Radomiu, ME w Łodzi oraz imprezy zagraniczne, jak turniej w Montreux (potencjalnie) i turniej kwalifikacyjny do IO. Myślisz, że będzie to impulsem do zwiększenia zainteresowania żeńską kadrą?

– Według mnie takim impulsem są po prostu dobre wyniki, bo jeżeli my będziemy dobrze grać, wtedy kibice też będę przychodzić nas oglądać i wspierać. To, że u chłopaków trybuny są pełne, wynika tylko z tego, że od kilku lat goszczą oni w czołówce. Wyniki i zainteresowanie zawsze idą ze sobą w parze, co potwierdziło się także w naszym przypadku – kiedy wcześniej miałyśmy okazję gościć w Bydgoszczy, było tam raczej więcej pustych miejsc niż tych zajętych, z kolei w zeszłym sezonie, kiedy grałyśmy w tym mieście VNL i prezentowałyśmy dobry poziom, kibiców było naprawdę bardzo dużo.

Ostatnie twoje występy w Serie A były naprawdę udane. Myślisz, że przełamanie w końcu przyszło?

– Sądzę, że tak. To był dla mnie ciężki okres, bo wiadomo, jeśli odnosi się niepowodzenia, to ma się po swojej stronie więcej antagonistów niż zwolenników. Z tego powodu musiałam odizolować się od wszelkich mediów społecznościowych, ponieważ nie chciałam trafić na jakieś nieprzychylne komentarze czy materiały na temat mojej słabej gry. Zawsze łatwo ocenia się sytuację, jeśli się w niej nie jest. Ja w tym trudnym czasie starałam się dać z siebie 250 procent za każdym razem i na każdym treningu. Na pewno nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że w Serie A jest o wiele ciężej niż w Polsce, ale proszę mi wierzyć, że gra się w niej jeszcze trudniej, niż się to wydaje. Tutaj, żeby skończyć atak, trzeba dać z siebie dwa razy więcej, a te długie wymiany są widowiskowe dla kibiców, ale dla nas są bardzo trudne kondycyjnie. Poza tym na początku sezonu czułam się fizycznie źle i nie chodzi tu o jakiś uraz czy kontuzję, tylko po prostu wpadłam w taki mały „dołek”, co od razu odbiło się na mojej grze.

Trener Nawrocki mówił także o tym, że z początku nie mogłaś zgrać się z rozgrywającą Carlottą Cambi. To prawda?

– Tak, to jest ten drugi powód mojego gorszego początku. Carlotta jest bardzo dobrą rozgrywającą, ale potrzebowałyśmy kilku treningów, żeby się zrozumieć. Ja nie jestem tą atakującą, która uwielbia grać wysokie piłki, choć wiadomo, że takie też się zdarzają i muszę je kończyć, ale moje granie raczej opiera się na szybkich piłkach. Carlotta tymczasem przyjechała dzień przed pierwszym meczem i na początku ciężko było nam się zrozumieć, dlatego potrzeba nam było czasu na wypracowanie tej „mojej” piłki. Myślę jednak, że teraz będzie tylko lepiej. Żartuję, że ja zawsze muszę mieć trudny początek, bo przez dwa lata w Chemiku też zaczynałam w ten sam sposób i teraz we Włoszech sytuacja po raz kolejny się powtarza. Mam nadzieję, że najgorsze już za mną – złą dyspozycję już „odpokutowałam”, bo trener zdjął mnie z boiska i przez pewien czas nie grałam, a na treningach musiałam się z tym wszystkim zmierzyć i swoją pracą oraz zaangażowaniem pokazać, że warto na mnie stawiać. Teraz patrzę pozytywnie w przyszłość.

Wyjazd do Włoch wiązał się z absolutną zmianą otoczenia. Jak czujesz się w Italii?

– We Włoszech czuję się świetnie, a Bergamo jako miasto jest wspaniałe. Dodatkowo czuję się super, jeżeli chodzi o mój zespół, bo są w nim naprawdę cudowne dziewczyny i z każdą się dogaduję. Co do aspektu sportowego to poziom jest naprawdę dużo wyższy, niż przypuszczałam, poza tym według mnie liga jest bardziej wyrównana niż w zeszłym sezonie. Oczywiście są faworyci, jak Conegliano czy Novara, ale tak naprawdę każdy zespół może sprawić niespodziankę. Niejednokrotnie zdarzało się, że przyjeżdżał zespół z dołu tabeli i „urywał” seta, czasem dwa, mógł powalczyć a nawet wygrać. Dlatego cieszy mnie to, że aby myśleć o zwycięstwie trzeba prezentować naprawdę twardą siatkówkę. Właśnie ta jakość i nieprzewidywalność są dla mnie ogromnym plusem.

źródło: pzps.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-12-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved