Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Małgorzata Vlk: Nie mogłam lepiej trafić

Małgorzata Vlk: Nie mogłam lepiej trafić

fot. Michał Sobczak

Siatkarki MKS-u Kalisz to jeden z beniaminków I ligi. Po 9. kolejkach zajmują one 8. miejsce w I lidze, choć po niezbyt udanym początku rozgrywek kaliszanki zdają się wracać na właściwe tory. Pomóc w tym ma Małgorzata Vlk, która dołączyła do zespołu w trakcie sezonu i stanowi ogromne wzmocnienie siły ofensywnej drużyny. – Mamy zespół, który chce w tym sezonie wypaść jak najlepiej. Nikt jednak nie mówi o awansie czy o pierwszej czwórce. Uważam, że gdyby udało nam się zająć choćby 5. miejsce, to byłby to rewelacyjny wynik, a te miejsca 6-7 też będą odbierane pozytywnie. Na takich celach bym się skupiła, ważne aby na 100% znaleźć się w bezpiecznej ósemce – mówi zawodniczka grająca w MKS-ie Kalisz z numerem 15. W wywiadzie dla Strefy Siatkówki opowiedziała o tym, jak z rozgrywającej stała się najlepszą atakującą ligi słowackiej i dlaczego zdecydowała się wrócić do Polski.

W jeden z ostatnich weekendów doszło do dość nietypowej sytuacji, rozegrałyście bowiem dwa mecze z tym samym zespołem dzień po dniu… Pojedynek ligowy z „jokerkami” przegrałyście, później szybko zrewanżowałyście się zwycięstwem w Pucharze Polski…



Małgorzata Vlk:Jechałyśmy do Świecia w piątek, tak zostało ustalone, że najpierw grałyśmy mecz ligowy, a dopiero później pucharowy. Nie wiem, czy było to dla nas korzystne, bo po podróży widać było, że czułyśmy się na boisku trochę nieswojo, nie zagrałyśmy swojej siatkówki, ten piątkowy mecz nie wyglądał najlepiej. Nie uważam, aby Joker był takim zespołem, któremu nie mogłybyśmy „urwać” punktów, powalczyć. Natomiast w sobotę zagrałyśmy już zupełnie inaczej, każda z nas dodała coś od siebie i wyglądało to już znacznie lepiej. Oczywiście świecianki przystąpiły do tego meczu w innym składzie i być może nasze rywalki mogą w ten sposób się tłumaczyć, że to nie była ta pierwsza szóstka. Uważam jednak, że ich podstawowy skład niewiele się różni od tzw. drugiego, mają zmienniczki, które potrafią zagrać na wysokim poziomie.

Mówi się, że Puchar Polski jest dla wielu drużyn takim niechcianym dzieckiem. Nie boisz się, że ten wasz sukces umniejszą trochę opinie, że rywalki się wam „podłożyły”?

Powiem tak, na początku świecianki zagrały bez swojej podstawowej atakującej, która w każdym meczu zdobywa mnóstwo punktów i ciągnie grę zespołu. Natomiast każda z zawodniczek, która była na boisku po przeciwnej stronie siatki, reprezentowała sobą solidny I-ligowy poziom. Dziewczyny walczyły, widać było, że chciały wygrać. Nawet trener, widząc, że ten mecz jest tak wyrównany, zaczął wprowadzać swoje „pewniaczki”. Dlatego na pewno nie można powiedzieć, że Joker nam się „podłożył”, nie ma o tym mowy, wszystkim zależało na wygranej, świadczy o tym choćby sam wynik 3:2.

A jak wy traktujecie rozgrywki o Puchar Polski?

Puchar Polski stanowi dla nas dodatkową okazją do promocji dobrej siatkówki w Kaliszu. Władze klubu i my robimy wszystko, aby jak najlepiej wypaść zarówno w rozgrywkach ligowych, jak i w Pucharze Polski. To daje możliwość pozyskania kolejnych sponsorów czy sprawienia, że ci, którzy są z nami, będą z nas zadowoleni. Dlatego bardzo poważnie podchodzimy do każdego z meczów.

W kolejnej rundzie rozgrywek pucharowych zmierzycie się z zespołem Solna Wieliczka. Już raz sprawiłyście miłą niespodziankę, pokonując tę drużynę w meczu ligowym. Czy to dobrze, że los ponownie skrzyżował wasze drogi?

Myślę, że to dobrze się składa, że gramy z zespołem z Wieliczki. To bardzo dobra drużyna, na pewno kibice będą mogli obejrzeć kawałek dobrej siatkówki. Wiem też, że wola zwycięstwa z obu stron będzie duża, dlatego to powinno być zacięte spotkanie. Oba zespoły są beniaminkami w I lidze, chcą się pokazać. Oczywiście dodatkową motywacją jest to, że zwycięzca w kolejnej rundzie spotyka się z drużyną z Orlen Ligi. Taki mecz byłby dla każdej z dziewczyn okazją, by zaprezentować swoje umiejętności i być może dzięki temu w kolejnych sezonach zagościć już w ekstraklasie.

To właśnie wspomniane spotkanie z zespołem z Wieliczki było jednocześnie twoim debiutem w MKS-ie Kalisz. Wcześniej jednak w zespole nie obyło się bez kłopotów i wyniki mogły niepokoić…

Nie wiem dokładnie, jak ta sytuacja wyglądała, zanim dołączyłam do drużyny, ale na pewno wpływ na wyniki miały kontuzje. Mogę tylko spekulować, że też fakt debiutu w I lidze dla części dziewczyn wiązał się ze stresem. Trudno mi określić, dlaczego na początku sezonu pojawiły się te porażki, bo mnie wtedy jeszcze nie było nie tylko na boisku, ale nawet z zespołem. Cieszy mnie to, że widzę, że nasza gra wygląda lepiej. Są w tym zespole świetni ludzie, jest wspaniała atmosfera. Uważam, że nawet jeżeli ktoś powie, że odbiegamy troszeczkę od tych najlepszych zespołów w I lidze doświadczeniem, to właśnie dzięki temu jak potrafiłyśmy w tak krótkim czasie się ze sobą zżyć, jesteśmy w stanie naprawdę wiele razem dokonać. Na pewno jeszcze jakieś niespodzianki w tym sezonie się pojawią w naszym wykonaniu.

Można powiedzieć, że od meczu z Wieliczką coś się zmieniło, zyskałyście większą stabilizację?

Na pewno ten mecz dał taki impuls, każde wygrane spotkanie daje nam dodatkową energię do działania. Tak samo wygrana w pucharze, bo wcześniej przegrałyśmy z Wisłą Warszawa i z Jokerem mecze ligowe. Uważam, że potrzebowałyśmy poczuć znowu smak tego zwycięstwa. Każda z nas czuje się inaczej, kiedy może się cieszyć z punktów, niż przegrywając mecz jeden za drugim. Uważam, że wygrana z liderem, o której mówiło się, że jest niespodzianką, na pewno dała nam „kopniaka”, satysfakcję, chęć do dalszej pracy. To pokazuje, że możemy wygrać z każdym.

W poprzednim sezonie występowałaś w drużynie Volley Project UKF Nitra, zostałaś też wybrana najlepszą atakującą ligi słowackiej. Co sprowadza cię do Kalisza?

Przygotowania do sezonu zaczęłam, będąc jeszcze na Słowacji. Byłam już dogadana z klubem, wytworzyła się jednak taka, a nie inna sytuacja rodzinna i razem z mężem stwierdziliśmy, że potrzebujemy wrócić do Polski, nie było sensu płynąć „pod prąd”. Mój mąż półtora roku temu zerwał więzadła krzyżowe, miał trzy operacje kolana i po kontuzji bardzo długo wracał do sportu. Bardzo długo grał w reprezentacji Słowacji, przez 10 lat grał też w Polsce i stwierdził, że jeżeli nie może tego robić na takim poziomie jak wcześniej, to chyba nie ma ochoty schodzić poziom niżej. Dlatego wróciliśmy i mieliśmy zajmować się już czymś innym… jednak ja po powrocie bardzo chciałam dalej grać i szukałam jakiegoś klubu w pobliżu mojego miasta. Akurat znalazł się Kalisz, który leży jakieś 70 km od Milicza, lepiej chyba nie mogło się dla mnie złożyć. pozyczki od 18 lat w 15 minut

Wcześniej przez wiele lat grałaś w polskiej I lidze, ale pełniłaś rolę rozgrywającej. Nie przypominam sobie takiego przypadku, aby z roli tej kreującej grę stać się jedną z najlepiej punktujących…

Rzeczywiście, wcześniej też grałam w I lidze, tylko na innej pozycji. Ja sobie takie przypadki przypominam. (uśmiech) Może co prawda nie w żeńskiej siatkówce, ale choćby Wojciech Włodarczyk grał wiele lat na pozycji rozgrywającego, zanim został przyjmującym, jest kilka takich przypadków. Zawsze „robiono” ze mnie rozgrywającą, ale ja cały czas chciałam atakować. Zawsze też wysoko skakałam, w rodzinie też miałam predyspozycje do gry w ofensywie, mój tata przez 15 lat grał na pozycji atakującego. Mój brat również gra w siatkówkę, aktualnie w Hiszpanii, i też gra na ataku. Czemu więc wszyscy nie mielibyśmy grać na ataku? Szczerze mówiąc, pierwszy raz zagrałam na tej pozycji w Gliwicach, pan Krzysztof Czapla mi to umożliwił. Bardzo mi się to spodobało, wierzyłam, że jeśli dalej będę ćwiczyć grę jako atakująca, to będę w tym dobra. Potem wyjechałam grać na Słowację i tam ogrywając się, dostając po 50 piłek w meczu, dostałam solidną lekcję gry jako atakująca. Ta zmiana wyszła mi na dobre i jestem z tego zadowolona.

Zespół z Kalisza do tego sezonu przystępuje w roli beniaminka. Dlatego tak naprawdę bardzo trudno było ocenić, jak zaprezentuje się na tle pozostałych ekip. Na jaki rezultat liczycie?

Mamy zespół, który chce w tym sezonie wypaść jak najlepiej. Nikt jednak nie mówi o awansie czy o pierwszej czwórce. Uważam, że gdyby udało nam się zająć choćby 5. miejsce, to byłby to rewelacyjny wynik, a te miejsca 6-7 też będą odbierane pozytywnie. Na takich celach bym się skupiła, ważne, aby na 100% znaleźć się w bezpiecznej ósemce. Jeżeli udałoby się sprawić niespodziankę, to powalczymy też o każde wyższe miejsce.

Kalisz to miejsce, które nieodłącznie kojarzy się z potęgą, jeśli chodzi o siatkówkę żeńską, Calisia aż 11 razy sięgała po mistrzostwo Polski. Myślisz, że jesteście w stanie nawiązać do tych tradycji, powoli odbudowując rangę tego sportu w tym mieście?

Ja osobiście myślę, że tak. Z meczu na mecz do hali przychodzi coraz więcej ludzi. Klub zajmuje się promocją, widzę, że cały czas coś się dzieje wokół klubu, szuka się nowych rozwiązań. Myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku, odbudowania tej siatkówki na najwyższym poziomie w Kaliszu. Miasto wspiera siatkówkę, jest głównym sponsorem zespołu, za co jesteśmy bardzo wdzięczne. Miłym zaskoczeniem było dla mnie to, że kiedy rozgrywałyśmy mecz w Tomaszowie Mazowieckim, to przyjechali za nami kibice, ja byłam w szoku. Pięknie dopingowali, a kiedy zobaczyłam ich w tak dużej ilości też w Świeciu, to miałam „ciarki”, chciałabym im bardzo podziękować. Grałam już w różnych miejscach, nawet przez 4 lata w Ameryce i czegoś takiego nie widziałam, że po meczu, który przegrałyśmy 0:3, tak nas wspierali, to było bardzo miłe.

Wspomniałaś o lidze uniwersyteckiej, masz również wyobrażenie o tym, jak wygląda popularność siatkówki na Słowacji. Jak na tle tych lig zagranicznych wypada nasza I liga?

Ja akurat grałam w takim zespole, że na nasze mecze przychodziło od 3 do 5 tysięcy ludzi. Grałam na uniwersytecie, gdzie siatkówka była trzecim pod względem popularności sportem. Miałyśmy też sukcesy, udało nam się wygrać całą ligę. Na Słowacji kibiców było już znacznie mniej, ale wszystko zależało od rangi meczu. Kiedy graliśmy finał Pucharu Słowacji, to udało nam się zapełnić halę, kiedy stawka spotkania była troszkę wyższa, to zainteresowanie też było większe. Wydaje mi się jednak, że w Polsce kibic częściej jest z drużyną na dobre i na złe.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-11-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved