Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > reprezentacja Polski kobiet > Małgorzata Glinka-Mogentale: PZPS działa tak, że jest coraz gorzej

Małgorzata Glinka-Mogentale: PZPS działa tak, że jest coraz gorzej

fot. archiwum

– Władze PZPS-u przyzwyczaiły nas, że od żeńskiej reprezentacji nie możemy nic wymagać, że cokolwiek ugra, to jest wielki sukces. Ja się z tym nie zgadzam – mówi Małgorzata Glinka-Mogentale przed startem mistrzostw Europy siatkarek. – Wszystkie reprezentacje przechodziły zmiany pokoleniowe, a dlaczego tylko u nas jest tak, że nie mamy nic, że jest dno? 

Jak pani ocenia nasz zespół, jakie ma pani przeczucia?



Małgorzata Glinka-Mogentale: Nie znam tych dziewczyn, bo to już jest zupełnie inne pokolenie. Ale wydaje mi się, że mecz z Niemkami będzie bardzo równy. Na pewno Polska nie jest faworytem. Niestety, jesteśmy w takich czasach dla naszej siatkówki, że musimy zacisnąć zęby i mieć nadzieję, że jesteśmy na dobrej drodze do odbudowania reprezentacji. To już trochę trwa, miejmy nadzieję, że zmierzamy do końca tego procesu. Ale takie Niemki na pewno będą dla nas bardzo trudne. Mają bardzo ambitnego trenera. Felix Koslowski szkolił się pod okiem Giovanniego Guidettiego, więc Niemki na pewno będą bardzo dobrze przygotowane. Ale wydaje mi się, że są do ogrania. Jeśli nasz zespół jest w dobrej dyspozycji, to powinna być mocna walka.

Chyba trudno się zgodzić z tymi, którzy twierdzą, że teraz kadra jest w podobnej sytuacji, jak przed ME 2003? To prawda, że drużyna znów nie ma nic do stracenia, ale wtedy były w niej zawodniczki ograne w zachodnich ligach, jak Dorota Świeniewicz czy Magdalena Śliwa, a teraz nie ma mieszanki młodości z doświadczeniem zdobytym na naprawdę najwyższym poziomie.

– Poza wymienionymi jeszcze Małgorzata Niemczyk była we Włoszech, Mariola Zenik tak samo [faktycznie wyjechała rok po złocie ME]. A teraz nawet gdyby dziewczyny chciały grać w ligach zagranicznych, to trudno byłoby im znaleźć miejsce. Trzeba się wybijać, żeby wyjechać na kontrakt, nie wystarczy pokazać, że trochę się odbija palcami. Sponsorów i klubów na najwyższym poziomie jest coraz mniej, dlatego rywalizacja o miejsca w nich jest bardzo trudna. Nie mamy co liczyć, że kilka Polek wyjedzie, poniesie swój poziom i to pomoże kadrze. Wszystko jest w rękach trenera Nawrockiego. Wydaje mi się, że czasu miał dużo, żaden inny trener w ostatnich latach nie miał go tyle co Nawrocki. Niestety, według mnie nie idzie to tak dobrze, jak powinno. Żałuję, że już nawet o męskiej reprezentacji działacze mówią tak, jakby nie istnieli żadni zagraniczni trenerzy. To jest dziwne myślenie.

Nawrocki przejął kadrę dwa i pół roku temu i teraz chyba przychodzi taki czas, kiedy trzeba wymagać choćby spokojnego wyjścia z grupy na ME? Zwłaszcza że Azerki i Węgierki prezentują niższy poziom od nas, a Niemki są na podobnym jak my.

– Właśnie o to chodzi, że władze PZPS-u przyzwyczaiły nas, że od żeńskiej reprezentacji nie możemy nic wymagać, że cokolwiek ugra, to jest wielki sukces. Ja się z tym nie zgadzam. Nie może być tak, że w kadrze mężczyzn po jednym nieudanym turnieju są nerwy, a w kadrze kobiet jest spokój. Tam nerwy są za duże, tu za duży jest spokój. On jest aż tak duży, że nie wiadomo, czy nie uśniemy przed telewizorami. Zresztą w telewizji to w końcu zaraz polskiej siatkówki nie będzie. A przynajmniej kobiecej. Jeżeli liga dalej będzie na takim poziomie, to nie zdziwię się, jeśli Polsat nie będzie chciał jej pokazywać.

Jesteśmy w takiej sytuacji, że niedoświadczona reprezentacja musi ratować dyscyplinę?

– Trochę tak. To są konsekwencje lat. Już od dłuższego czasu są problemy i brakuje reakcji. PZPS działa tak, że jest coraz gorzej, a nie coraz lepiej. A przecież był czas, żeby to sensownie poprowadzić. Wszystkie reprezentacje przechodziły zmiany pokoleniowe, a dlaczego tylko u nas jest tak, że nie mamy nic, że jest dno? Tyle pieniędzy dostaliśmy na szkolenie, na SOS-y [Siatkarskie Ośrodki Szkolne], a to wszystko nie wypaliło. Nie trzeba szukać winy w dziewczynach. Choć oczywiście one muszą mieć presję, bo każdy zawodnik, który się godzi na profesjonalny sport, musi ją mieć. Nie może być tak, że zawodniczki sobie pojadą na mistrzostwa Europy i sobie zagrają. One muszą się przyzwyczajać do oczekiwań.

Pod warunkiem, że się na nie naprawdę stawia, a my długo niedawno nie wiedzieliśmy, czego chcemy. Przecież jeszcze trzy lata temu w Łodzi przegraliśmy z Belgią eliminacje MŚ, mając kadrę z pospolitego ruszenia.

– Tylko nam tym zaszkodzili. Wcale nie były mi takie rzeczy potrzebne na zakończenie kariery w reprezentacji. Tak nie powinno być, to wina ludzi, którzy prowadzą całą polską siatkówkę. My po wielu sukcesach, po 15 latach w reprezentacji, zostałyśmy wezwane, żeby ratować sytuację. To była gra va banque. Nie udało się i kto ma wziąć konsekwencje? Ja? A od nowych niczego się nie oczekuje. Teraz przed mistrzostwami Europy słychać, że każde zwycięstwo będzie sukcesem. Nie zgadzam się. Musi być presja na zawodniczkach i na trenerze. Nie możemy się zniżać np. do Węgier, nie możemy robić dziadostwa. My jesteśmy Polską, jednym z naszych narodowych sportów jest siatkówka. Czym my się różnimy np. od Serbek? Warunki fizyczne mamy podobne. Ale jak przez osiem miesięcy w lidze nic się nie robi, to później przez cztery miesiące w kadrze nie nadrobi się zaległości. Poziomu w naszej lidze nie ma, więc i w reprezentacji zawodniczki grają jak w lidze.

 

Cały wywiad Łukasz Jachimiaka w serwisie sport.pl

źródło: sport.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, reprezentacja Polski kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-09-22

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved