Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Magdalena Tyrańska: Wierzę w ten zespół

Magdalena Tyrańska: Wierzę w ten zespół

fot. Patrycja Płachta

Pojedynek liderek I ligi z drugą drużyną w tabeli zakończył się zwycięstwem warszawianek. Waleczny zespół z Wieliczki schodził z parkietu pokonany, choć na pewno postawa beniaminka i pozycja w czołówce tabeli dla wielu nadal może pozostawać zaskoczeniem.  – Na pewno nikt nie stawiał nas w roli faworyta w starciach z czołowymi drużynami I ligi, czy nawet nie wróżył miejsca w górze tabeli. Aczkolwiek ja mówiąc szczerze, bardzo wierzę w ten zespół, w nas. Owszem, nie mamy nazwisk, gwiazd, ale zespołowością, charakterem i walecznością, myślę, że chyba też tą młodością poniekąd wygrywamy mecze – mówi Magdalena Tyrańska, przyjmująca Solnej Wieliczka.

Pierwszy set w waszym wykonaniu wyglądał znakomicie, zupełnie inaczej niż pozostała część spotkania. Jak to się stało, że później nie potrafiłyście już zaskoczyć rywalek?



Magdalena Tyrańska:Zacznę od tego, że Wisła Warszawa to bardzo mocny zespół. Próbowałyśmy taktycznie rozpracować przeciwnika, na początku się to udawało. Uważam, że w pierwszym secie zaprezentowałyśmy się naprawdę fajnie, trzymałyśmy się założeń, starałyśmy się wywierać presję na przeciwniczkach. Tylko w ten sposób można coś osiągnąć w walce z tak klasową drużyną. W kolejnych setach niestety dałyśmy się przełamać, nawet jeśli broniłyśmy piłki, co zwykle jest naszą największą bronią, to nie mogłyśmy potem wykorzystać kontry. Myślę, że nasze rywalki właśnie dzięki temu wygrały, że doświadczone dziewczyny grające po drugiej stronie siatki te kontry wykorzystywały niemal w stu procentach. Nam tego brakowało.

Wrócę na moment do rozgrywek Pucharu Polski. Pomijając wszystkie aspekty organizacyjne, które powinny być kwestią zarządu, chyba z czysto sportowego punktu widzenia zwyczajnie szkoda, że mecz z kaliszankami się nie odbędzie…

Bardzo szkoda. My wszyscy, wraz z zarządem, byłyśmy nastawione na to, że ten mecz się odbędzie. Mało tego, bardzo chciałyśmy się zmierzyć z drużyną z Kalisza. Niestety, przytrafiła się taka, a nie inna sytuacja, nie chcę tego komentować. Wszystko zostało wyjaśnione w oficjalnym piśmie, także nie ma do czego wracać. My żałujemy ogromnie, że sportowo, na boisku nie mogłyśmy udowodnić, że na ten awans zasługujemy.

To właśnie MKS Kalisz i AZS Politechnika Śląska Gliwice są tymi drużynami, z którymi poniosłyście porażki. Można powiedzieć, że przegrałyście te mecze niespodziewanie?

Liga jest na tyle wyrównana, że tak naprawdę poza Wisłą Warszawa, która jest zdecydowanym liderem, z każdym można wygrać i przegrać. Co do tego meczu pucharowego… trochę racji w tym jest, że szkoda jest tym większa, bo liczyłyśmy na rewanż. Myślałyśmy, że „odgryziemy” się na boisku. Jednak nie naszą rolą jest do tego wracać, myślimy do przodu.

W bieżącym sezonie na zapleczu ekstraklasy sytuacja wydaje się być otwarta i może, tak jak powiedziałaś, poza pierwszym miejscem każde inne jest w waszym zasięgu…

Na pewno o to jak najwyższe miejsce będziemy walczyły. Tak jak powiedziałam, nie jest przypadkiem to, że warszawianki nie przegrały do tej pory żadnego meczu i nie straciły ani jednego punktu. Dziewczyny udowadniają, że zasługują na tę pozycję lidera. Poza tym wiele zespołów prezentuje wyrównany poziom i czasami o wyniku decyduje zwyczajnie dyspozycja dnia.

W zeszłym sezonie zdecydowałaś się przejść do II ligi, by pomóc Solnej w wywalczeniu awansu. Jak teraz postrzegasz ten wybór?

Mimo to, że cofnęłam się nieco w tej hierarchii siatkarskiej, to uważam, że czasami trzeba zrobić jeden krok w tył, aby pójść dwa kroki do przodu. Dlatego absolutnie tego nie żałuję. Mimo tego, że poziom był zdecydowanie inny, to grając w tak dobrym zespole, dużo się nauczyłam przy trenerce i pozostałych dziewczynach, z którymi pracowałam. Cieszę się, że mogłam dołożyć swoją cegiełkę w tym sportowo wywalczonym awansie.

W ekipie beniaminka z Wieliczki przed sezonem zaszły duże zmiany personalne. Nie stanowiło to dla was problemów?

Kilka z dziewczyn, które miały swój udział w awansie do I ligi, pozostało z nami. Została z nami Kasia Świeży, Judyta Gawlak, Iwona Urbanik. Także Marta Świerczyńska, Weronika Olipra… także nie jest tak, że zespół został zbudowany zupełnie od nowa. Oczywiście są też zawodniczki, które do nas dołączyły, ale tak to już jest w siatkówce, że te składy się rotują. Tak naprawdę obóz przygotowawczy i sparingi to jest czas, kiedy mamy się zgrywać. Uważam, że dziewczyny tak dobrze się wkomponowały w zespół i jesteśmy tak zgrane, że nie czuć tych zmian.

Nie macie w swoim składzie co prawda wielkich nazwisk, a udaje wam się sprawiać niespodzianki w I lidze i pokonać wyżej notowane drużyny. Wiele osób w to nie wierzyło, ale udało wam się dobrą passę z II ligi przenieść także na zaplecze ekstraklasy…

Na pewno nikt nie stawiał nas w roli faworyta w starciach z czołowymi drużynami I ligi, czy nawet nie wróżył miejsca w górze tabeli. Aczkolwiek ja mówiąc szczerze, bardzo wierzę w ten zespół, w nas. Owszem nie mamy nazwisk, gwiazd, ale zespołowością, charakterem i walecznością, myślę, że chyba też tą młodością poniekąd wygrywamy mecze. Nazwiska nie grają, to my mamy udowodnić na boisku swoją wyższość. Grałyśmy w tym sezonie wiele sparingów, meczów, turniejów, które to potwierdziły.

Takie wydarzenia jak turniej o Solną Piłkę, turniej finałowy II ligi czy choćby sama frekwencja na meczach w Wieliczce świadczą o tym, że zapotrzebowanie w tym mieście na siatkówkę jest ogromne. Nie uważasz, że jest to pewnym ewenementem na siatkarskiej mapie Polski?

Tak, zdecydowanie trzeba to zaznaczyć, że kibiców mamy najlepszych. Myślę, że w Polsce na pewno, a mogę powiedzieć, że i na świecie. (uśmiech) Naprawdę są niesamowici, bardzo nas wspierają, dziękujemy im za to, że są. Robią niesamowitą oprawę, jeżdżą z nami na mecze wyjazdowe, choćby nawet widać to było dzisiaj w Warszawie. Kiedy mamy chwilowy „dołek”, to taki doping bardzo pomaga. Atmosfera jest niesamowita, na meczach w Wieliczce, gdzie hala jest tak naprawdę zawsze przepełniona, trzeba aż dostawiać krzesełka. Zarząd, trenerzy i sztab szkoleniowy podchodzą z kolei bardzo profesjonalnie do wszystkich spraw organizacyjnych.

Czy Wieliczka jest miejscem, gdzie czujesz się lepiej niż gdziekolwiek indziej?

Na pewno, tutaj mieszkam w końcu całe życie. Zawsze jednym z moich marzeń było, żebym wraz z drużyną z Wieliczki awansowała do I ligi i w niej regularnie występowała. Także otrzymanie takiej możliwości to jest dla mnie niesamowita radość, a do miasta i drużyny zawsze będę miała szczególny sentyment.

Znakomity początek rozgrywek sprawił, że rozbudziłyście apetyty kibiców. Czy jeśli nadarzyła się już taka okazja, jesteście w stanie udźwignąć presję i na stałe zagościć w czołówce I ligi?

Jasne, że każda z nas chciałaby zachować tak wysokie miejsce w lidze, apetyt rośnie w miarę jedzenia. My jednak nie czujemy dodatkowej presji. Wiemy, ile mamy do poprawy, mamy młody zespół. Mamy tego świadomość i musimy ciężko pracować. Być może dobrze się stało, że udało nam się udowodnić tym, którzy w nas nie wierzyli, że naprawdę potrafimy zagrać dobrą siatkówkę i wygrywać. Jednak tak jak mówię – podchodzimy do tych wyników ze spokojem, zapominamy o tym co za nami, patrzymy do przodu i czekamy na następnego przeciwnika.

Dlaczego twój pseudonim sportowy to „Żyłka”?

Dlaczego „Żyłka”? Kiedy grałam w Gorlicach, nazwał mnie tak trener i przyjęło się rzeczywiście tak na mnie mówić. Nie każdy o tym wie, ale w środowisku siatkarskim funkcjonuję jako „Żyłka”. Nie wiem do końca dlaczego, ale być może ze względu na moją waleczność. (uśmiech)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-11-29

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved