Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > M. Sacharewicz: Do dziś nie wiem, jak się spisaliśmy

M. Sacharewicz: Do dziś nie wiem, jak się spisaliśmy

fot. Klaudia Piwowarczyk

12. miejsce zamiast 11. wywalczone pod koniec rundy zasadniczej, więc sezon poniżej oczekiwań – tak prezentował się miniony rok w kontekście bielskiego BBTS-u. Jeden siatkarz może jednak być zadowolony z ostatnich kilku miesięcy, a jest to Mateusz Sacharewicz. – Jeżeli chodzi o moją osobę, to ten sezon na pewno mogę zaliczyć do udanych, chociaż sam w sobie dla mojego zespołu był troszeczkę gorszy. Ciężka praca, którą włożyłem w przygotowania, pilnowanie siebie także w kontekście odżywania i sposobów na spędzanie wolnego czasu poza treningami zaowocowały i zobaczyłem, że warto się poświęcić – powiedział najlepszy blokujący ligi.

Jak to jest być nieprzeciętnym graczem w przeciętnym zespole?



Mateusz Sacharewicz: Jeszcze nie wiem. (śmiech) Jeżeli chodzi o moją osobę, to ten sezon na pewno mogę zaliczyć do udanych, chociaż sam w sobie dla mojego zespołu był troszeczkę gorszy. Ciężka praca, którą włożyłem w przygotowania, pilnowanie siebie także w kontekście odżywania i sposobów na spędzanie wolnego czasu poza treningami zaowocowały i zobaczyłem, że warto się poświęcić. Rozgrywki trwają 10 miesięcy, dlatego należy pracować na każdym kroku i płaszczyźnie, na której jest to tylko możliwe. Należy pamiętać, że na zawodowe uprawianie sportu nie składają się jedynie dwie godziny w hali, ale także czas spędzony na siłowni czy też między ćwiczeniami w domu. Jak to jest być nieprzeciętnym? Nie wiem, mnie wystarczy to, że po prostu jestem bardzo zadowolony. Mam nadzieję, że dobrą dyspozycję uda mi się utrzymać oraz że mój poziom będzie wyłącznie zwyżkował, a nie spadał.

Czyli ten sezon był dla pana wygrany?

Tak. Przychodząc do BBTS-u Bielsko-Biała, miałem coś do udowodnienia przede wszystkim sobie, ponieważ wiedziałem, że w tym klubie będę miał bardzo duże szanse do gry. Zamierzałem walczyć w całym sezonie bez niepotrzebnych kontuzji i zostać obdarzony zaufaniem. To się udało, więc wydaje mi się, że odwdzięczyłem się klubowi za nadzieje, które we mnie pokładał. Jestem z tego powodu bardzo zadowolony – swój cel osiągnąłem.

Słyszałam, że mimo wszystko BBTS nie był dla pana drużyną „pierwszego wyboru” i że na początku chciał się pan związać z MKS-em Będzin. Chyba nie ma czego żałować?

Tak, to wszystko to prawda. Razem z moim managerem pośpieszyliśmy się co do klubu z Zagłębia i to zablokowało mi możliwość gry w innych drużynach, z których spłynęły oferty. Wydaje mi się, że gdyby te wszystkie perturbacje nałożyły się na siebie w jednym czasie, to pewnie nie wybrałbym BBTS-u, gdyż dzwonili do mnie włodarze mocniejszych zespołów i raczej ku ich ofertom bym się skłaniał. Nie zmienia to faktu, że z perspektywy czasu nie żałuję swojej decyzji, ponieważ okazała się strzałem w dziesiątkę.

Pamiętam naszą rozmowę po którymś z ligowych meczów, kiedy powiedział mi pan, że sam fakt braku walki o medale powoduje, że to, czy zajmiecie 11., czy 12. pozycję, nie ma znaczenia. Mieliście szansę znaleźć się tuż za najlepszą dziesiątką, ale w fazie play-off dwukrotnie pokonali was akademicy z Częstochowy. Czy w świetle stylu, w którym przegraliście, nadal pan uważa, że lokata faktycznie nie odegrała żadnej roli?

Nasz trener powiedział, że miniony sezon byłby dobry, gdybyśmy zajęli co najmniej dziesiąte miejsce, niezły – gdyby było jedenaste. Niby nie ma wielkiej różnicy pomiędzy 12. a 10. lokatą, lecz w przypadku tej drugiej w głowie pozostaje, że jest się w najlepszym gronie ligi, a nie na samym końcu. Moim osobistym celem było znalezienie się w dziesiątce, a kiedy to legło w gruzach, nie pozostało nic innego, jak walczyć o wygraną w każdym meczu. Zapewne zarówno trener, jak i prezes są rozliczani z wyników, więc dla nich lokata ma pewne znaczenie, natomiast dla mnie liczy się wyłącznie to, żeby zwyciężać. Nie ulega wątpliwości, że pierwsza dziesiątka była w naszym zasięgu i choć nie rywalizowalibyśmy o szóstą czy siódmą pozycję, to o miejsca 9-10 jak najbardziej. Zaprzepaściliśmy to. Przyznam szczerze, że od stycznia może ze dwa razy spojrzałem w tabelę, ponieważ nie była ona dla mnie istotna.

Czy kiedy przechodził pan do BBTS-u, to był realistą? Wiadomo było, że zespół z Bielska-Białej poczynił progres, jednak cudów nie można było od niego oczekiwać.

Oczywiście, że byłem, choć zdawałem sobie sprawę z tego, że trenerem BBTS-u będzie Krzysztof Stelmach, który jest naprawdę dobrym szkoleniowcem, sporo w życiu pograł, więc o siatkówce miał i ma olbrzymie pojęcie. Liczyłem na to, że nowe rozdanie w klubie z Podbeskidzia pociągnie za sobą to, że karty będą odpowiednio dopasowane i zajmiemy lepsze miejsce. Splot różnych wydarzeń spowodował jednak, że przez większość sezonu graliśmy w okrojonym składzie. Od początku sezonu nie było z nami Bartłomieja Neroja, więc na rozegraniu pomagał nam Andrzej Stelmach, później odpadł Paweł Gryc… Młody atakujący dawał wcześniej świetne zmiany, jednak nie miał okazji, żeby rozegrać całe spotkanie w pierwszej szóstce. Z góry nie czuliśmy wielkiego przypływu sportowego szczęścia czy niebiańskiej pomocy, ponieważ jak tylko jedno zaczęło się nam układać, to drugie się psuło – wyleczył się Bartek, to z kolei Grzegorz Pilarz naderwał mięsień brzucha, więc przy okazji meczu w Kędzierzynie-Koźlu ponownie zostaliśmy z jednym rozgrywającym. I tak w kółko… Nie wiem, czy w sumie przez dwa miesiące trenowaliśmy z naszymi obydwoma rozgrywającymi.

Czysto teoretycznie potencjał był na które miejsce?

Co najmniej na dziesiąte.

Dobrze, teraz patrząc przekrojowo na PlusLigę, musi pan przyznać, że nie można powiedzieć, żeby którykolwiek zespół poza ZAKSĄ obył się bez większych kontuzji. W tym sezonie nie były one więc żadnym usprawiedliwieniem.

Oczywiście, lecz jeżeli spojrzymy na skład drużyn, które zajęły dziesiąte miejsce lub wyższe, to można pokusić się o stwierdzenie, że ich ławka dla rezerwowych była szersza i o bardziej wyrównanym potencjale. U nas zespół budowany był na zasadzie kilku doświadczonych graczy uzupełnionych młodszymi ogniwami, które jeszcze nie grały w PlusLidze i pod znakiem zapytania stało to, jak sobie poradzą na tym poziomie rozgrywek. Pamiętam, jak ja przechodziłem o klasę wyżej, więc te emocje nie są mi obce – nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Przed graczami z siatkarskiej ekstraklasy czułem duży respekt i moja przemiana oraz dostosowanie się do wyższych wymogów zajęły mi trochę czasu.

Właśnie, w kwestii budowania zespołu, mówi się, że kiedy trener jest dojrzały, wtedy może pozwolić sobie na mniej doświadczonych graczy. Jak oceniłby pan dobór w BBTS-ie? Pytam szczególnie w kontekście tego, co w czasie sezonu działo się z zespołem – w pierwszej części sezonu zasadniczego przydarzały się wam serie porażek, które musiały jakoś oddziaływać. Mimo wszystko udało się zachować wzajemne zaufanie?

Nigdy nie jest łatwo, kiedy przegrywa się sześć czy siedem spotkań z rzędu i na skutek tego pojawiają się małe, wewnętrzne problemiki. Nic tak nie buduje atmosfery, jak zwycięstwa, jednak wydaje mi się, że mimo tych niefortunnych serii i tak klimat mieliśmy bardzo dobry. Wracając do koncepcji zespołu, to trener decyduje o tym, jakich chce mieć zawodników – czy pragnie takich, którzy są doświadczeni, czy też tych mających mniejsze umiejętności, ale zostawiających serce na boisku. Inni opierają trzon drużyny o doświadczonych ligowców, uzupełniając ich młodymi gniewnymi i wierzą w to, że to wypali. Uważam, że sama koncepcja budowy BBTS-u była dobra, szczególnie że każdy wie, że bielski klub nie jest mocarzem finansowym, który może pozwolić sobie na zatrudnienie zawodników światowego formatu czy największych europejskich gwiazd. Włodarze robią więc to, co w danym momencie mogą zrobić. Nie wiem, czy trener miał odpowiednio dużo czasu na budowanie teamu, ale wydaje mi się, że transfery były po prostu dobre. Fajnie za sobą wyglądaliśmy, choć mieliśmy problem oscylujący wokół tego, że nie potrafiliśmy zagrać równo dwóch meczów. Trenując intensywnie w hali, czasem wychodziliśmy na boisko i prezentowaliśmy poziom akademicki. Nie potrafiliśmy przenieść efektów ćwiczeń na mecz i to był nasz główny kłopot.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved