Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > M. Sacharewicz: Ambicja przed sezonem była dużo wyższa

M. Sacharewicz: Ambicja przed sezonem była dużo wyższa

fot. BBTS Bielsko-Biała

BBTS Bielsko-Biała wykorzystał słabość AZS-u Olsztyn na wyjazdach i w czwartek pokonał podopiecznych Andrei Gardiniego w czterech setach. – O medale nie gramy, walka o mistrzostwo Polski też nas nie dotyczy, więc to, czy zajmiemy dziesiąte, czy jedenaste miejsce, może być powodem do radości działaczy, a nas już trochę mniej. Moja ambicja przed sezonem była dużo wyższa, więc teraz z pełną świadomością walczę w każdym pojedynku dla siebie, by wygrywać i pokazać, że mimo wszystko potrafię grać w siatkówkę – powiedział po meczu dotąd najlepszy blokujący PlusLigi, Mateusz Sacharewicz.

Wydaje się, że pomimo trzech punktów zdobytych w meczu z olsztynianami to wynik 3:0, który ponownie był na wyciągnięcie waszych rąk, będzie wam się śnił do końca sezonu…

Mateusz Sacharewicz: – Oj tak, na pewno, ponieważ w trwających rozgrywkach dotąd ani razu nie odnotowaliśmy takiego wyniku, choć mieliśmy na to szanse. W pojedynku z akademikami było podobnie, choć trudno było marzyć o takim rozwiązaniu w momencie, gdy na starcie trzeciego seta przegrywaliśmy 1:4 i cały czas musieliśmy gonić rywali. Cieszymy się, że mimo wszystko tę partię wyciągnęliśmy i wróciliśmy do gry, odnosząc porażkę dopiero w końcówce. Cała ta sytuacja spowodowana była faktem, że po dwóch pierwszych partiach nieco się rozprężyliśmy i wróciły stare demony, mówiące nam, że raz jeszcze na naszym boisku może mieć miejsce niemiła niespodzianka. Na szczęście pojawił się moment, w którym powiedzieliśmy sobie jasno, że jesteśmy lepsi, a AZS nie gra tego, co potrafi, więc naszym obowiązkiem jest to wykorzystać. Gdybyśmy z tej szansy nie skorzystali, to delikatnie mówiąc, bylibyśmy na siebie źli.



Stagnacja wynikła faktycznie z rozprężenia czy raczej także z tempa meczu, które w dwóch pierwszych setach nie powalało, a to mogło z kolei spowodować, że o zwiększenie dynamizmu w przypadku mocniejszych zbić oponentów było trudno?

– Wydaje mi się jednak, że główną winę ponosiło właśnie rozprężenie, ponieważ rywali mieliśmy naprawdę fajnie rozpisanych, o ile faktycznie da się dokładnie przeanalizować grę Pawła Woickiego, który jest wyjątkowym rozgrywającym. Nie zmienia to faktu, że przeciwnicy mieli swój schemat walki, a my staraliśmy się go konsekwentnie egzekwować. Udało się to nam i pozostaje tylko żałować, że doszło do tego w czterech, a nie trzech rozdaniach. W pewnej chwili po prostu sądziliśmy, że po dwóch przegranych partiach olsztynianie położą się przed nami, a tego nie zrobili i wrócili do walki.

Czy mimo tej straconej partii można powiedzieć, że bilans pomiędzy stylem a wynikiem wyszedł na plus? Nie można zapomnieć, że wcześniej, kiedy zwyciężaliście, to były to „wymęczone” victorie.

– Powiem szczerze, że trudno mi określić styl tego meczu i nie czuję, żebym zagrał fajne zawody. Mimo tego, że nie jestem do końca zadowolony, to nie jest to w tej chwili dla mnie najważniejsze. Myślę, że taka wygrana była nam po prostu bardzo potrzebna, bo, co ciekawe, do tej pory w drugiej części sezonu zasadniczego powtarzaliśmy wyniki pierwszej rundy. Sprawdzało się to co do seta, każdy mecz był taki sam, więc powiedzieliśmy sobie jasno, że w czwartek jest ten dzień, w którym musimy coś zmienić, ponieważ tak dalej być nie może. Gdybyśmy nie dokonali roszad w wynikach, to możliwe, że zajęlibyśmy ostatnią lokatę w tabeli, a tak to udało nam się wykorzystać fakt, że olsztynianie słabiej spisują się w czasie pojedynków wyjazdowych. Bardzo się na to nastawiliśmy, ciężko pracowaliśmy i mamy tego efekt. Styl jest w tym momencie nieistotny.

Czy czwarty set był prawdziwym pokazem tego, na co stać BBTS? Sytuacja, w której Bartłomiej Neroj chciał skończyć akcję z drugiej piłki, ona została obroniona, na co on odpowiedział kolejnym zbiciem tym razem nie do wybronienia chyba zostanie zapamiętana jako jedna z ładniejszych w tym sezonie w całej PlusLidze.

– Bartek ma wyjątkowy, jak na rozgrywającego, atut w ręku – bardzo mocny atak, który zyskuje także dzięki temu, że jest zawodnikiem wysokim i leworęcznym. On musi to wykorzystywać, ponieważ wtedy o wiele lepiej nam się gra, a rywale także muszą być czujni w ofensywie, nie tylko w kontekście trzech czy czterech zawodników, a pięciu. Bardzo fajnie się dziś spisał i nagroda MVP, którą mu przyznano, była jak najbardziej zasłużona. Poza tym uważam, że on takiego meczu po prostu potrzebował. Ten chłopak ma duże umiejętności, ale brakowało mu momentami pewności siebie, przez co ostatnich batalii nie grał tak, jak by chciał. Bardzo się cieszę, że komisarz podjął taką, a nie inną decyzję.

Ponadto chyba już całkowicie odchorowaliście kontuzję Grzegorza Pilarza. We wcześniejszych meczach było widać brak zmiennika na pozycji rozgrywającego, a w czwartek Bartłomiej Neroj zagrał bez zarzutu.

– No cóż, większość sezonu graliśmy z Grześkiem u sterów, więc każdy gdzieś czuł zmianę, szczególnie że podstawowa szóstka trenowała głównie z pierwszym rozgrywającym, więc zgrania brakowało. Fajnie, że wygląda to coraz lepiej. Powrót tego zawodnika po kontuzji będzie oznaczać świetną rywalizację na pozycji do końca sezonu.

Czy powiedziałbyś, że w meczu z AZS-em Olsztyn w końcu zespół BBTS-u Bielsko-Biała zaprezentował siatkówkę przekonującą?

– Nie mam pojęcia, jak to wyglądało z boku, ponieważ ciągle jestem w emocjach. Fajnie, że w pierwszym secie, kolokwialnie mówiąc, nie wymiękliśmy i wygraliśmy tę końcówkę. To na pewno dużo nam dało. Uważam, że w czwartym rozdaniu olsztynianie spuścili z tonu, więc w pewnym momencie rozpoczęło się ich dobijanie, mimo tego, że i nam zdarzyło się podać rywalom rękę. Na szczęście udało się to odwrócić. Nie wiem, czy ten pojedynek mógł zachwycić lub do nas przekonać, lecz sądzę, że każdy, kto wyszedł w czwartek z hali, mógł pomyśleć sobie, że ci bielszczanie to jednak potrafią grać i nie są przysłowiowymi „chłopcami do bicia”.

Nie ulega wątpliwości, że rozgrywki są na takim etapie zaawansowania, że wiele istotnych rozstrzygnięć już miało miejsce. Jak nie stracić motywacji w momencie, kiedy wiadomo, że dystans między zajmowanym przez was jedenastym miejscem a oczkiem wyżej wynosi tyle, że musielibyście mówić o naprawdę sporym szczęściu, żeby awansować?

– Powiem szczerze, że ostatni raz spojrzałem w tabelę chyba pod koniec stycznia, ja na nią nie patrzę, totalnie mnie ona nie interesuje. O medale nie gramy, walka o mistrzostwo Polski też nas nie dotyczy, więc to, czy zajmiemy dziesiąte, czy jedenaste miejsce, może być powodem do radości działaczy, a nas już trochę mniej. Moja ambicja przed sezonem była dużo wyższa, więc teraz z pełną świadomością walczę w każdym pojedynku dla siebie, by wygrywać i pokazać, że mimo wszystko potrafię grać w siatkówkę.

Co się więc dzieje z motywacją i ambicją, kiedy któryś sezon z rzędu nie walczy się o medale i ciągle nie jest się na tym poziomie, który by się chciało?

– Dopóki są marzenia, dopóty nie ma z tym problemu. Każdy chce prezentować się jak najlepiej, być jak najwyżej, grać w świetnym klubie, a że zbliża się okres okienka transferowego, to czeka się na ten jeden jedyny telefon. Po to się pracuje, żeby pokazywać się z bardzo dobrej strony, więc ja osobiście nie mam problemów z motywacją. Dopóki jest pasja, hobby i ogień sportowy się nie wypala, to nie ma o czym mówić.

Kolejny pojedynek to bój z MKS-em Będzin. Mimo że będzie to starcie w dole tabeli, to po drugiej stronie siatki stanie przeciwnik, z którym ostatnie zmagania skończyły się w tie-breaku, a dodatkowe emocje wzbudzi fakt, że tygrysy wciąż mogą was wyprzedzić w tabeli. Temperatura może rosnąć niezależnie od pozycji w rozgrywkach.

– Można to spotkanie nazwać pojedynkiem o mistrzostwo Polski naszej „małej ligi”. (śmiech) MKS Będzin to zespół blisko nas w tabeli, więc myślę, że to będzie fajny mecz, szczególnie że podopieczni Stelio DeRocco nie mają jeszcze pięciu zwycięstw w tabeli, które dają spokojne sportowe utrzymanie w tej klasie rozgrywkowej. Może się okazać, że dla nich będzie to spotkanie o wszystko, a dla nas będzie to bój udowodnienia sobie, że mimo wszystko jesteśmy lepsi. Czy będzie inny niż pierwszy mecz z tym rywalem w trwającym sezonie? Nie wiem, choć zdaję sobie sprawę z tego, że sosnowiecka hala jest bardzo specyficzna, więc mam nadzieję, że nie będzie ona za bardzo przeszkadzała. Nie ulega wątpliwości, że będzie to rywalizacja pełna walki i choć nie wiem, czy będzie widowiskowa siatkarsko, to na pewno będzie warta zobaczenia.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-03-11

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved