Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > M. Podraščanin: Oferta z Perugii jest bardzo interesująca

M. Podraščanin: Oferta z Perugii jest bardzo interesująca

fot. Klaudia Piwowarczyk

Choć sezon ligowy już minął, na rynku transferowym wrze. Kilka tygodni temu pojawiły się pierwsze informacje o roszadach w lidze włoskiej, które niedawno zostały potwierdzone – po prawie dziewięciu latach Marko Podraščanin zakończył swoją współpracę z Cucine Lube Civitanova. – Przez takie, a nie inne okoliczności rozpoczynam nowy rozdział w swoim życiu, ale staram się nastawić pozytywnie, wierząc, że podejmuję dobre decyzje odnośnie do mojej kariery – powiedział Strefie Siatkówki serbski środkowy.

Co zadecydowało o tym, że po tak długim czasie zrezygnował pan z gry w zespole, który ukształtował pana jako siatkarza zarówno pod względem mentalnym, jak i fizycznym? Do czego musiało dojść, by podjął pan tak radykalną decyzję?



Marko Podraščanin: – Stanąłem przed szansą, by spędzić w Cucine Lube Civitanova jeszcze jeden rok, jednak wspólnie z włodarzami podjęliśmy decyzję o tym, by się rozstać. Stało się tak, ponieważ w zeszłym sezonie w klubie doszło do dużych problemów w kwestii gry obcokrajowców, czego objawem było to, że zawsze na boisku musiał być jeden z zawodników włoskich, a ja i Dragan Stanković byliśmy zmuszeni, by się zmieniać. Kiedy zadecydowano o zakontraktowaniu innych obcokrajowców, jako zawodnicy zagraniczni praktycznie straciliśmy okazję na grę w podstawowej szóstce. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że jeśli będę chciał przebywać na boisku, to muszę zmienić klub. Finalnie okazało się, że była to bardzo trudna decyzja, bo rozbrat z zespołem niemalże po dziewięciu latach wspólnej pracy nie należy do najbardziej komfortowych. Doszedłem jednak do wniosku, że tak czy inaczej potrzebowałem zmiany, ponieważ przez ostatnie dwa lata niewiele zdobyłem w barwach Lube, a roszada ta może w przyszłości zaprocentować rozwojem osobistym oraz dobrą odmianą dla mojej rodziny.

Lube w dużej mierze pana stworzyło i wydaje się, że niezmiernie trudnym będzie odnalezienie się w nie tylko w innym zespole, ale także w odmiennym środowisku. Nie obawia się pan tego? A może zdolności adaptacyjnych się nie traci?

– To dopiero początek, bowiem ledwie kilka dni temu zakończyłem moją przygodę z Lube. Jestem na starcie nowej opowieści, kolejnego rozdziału w moim życiu. Mój były klub niemalże zabrał mnie z mojego rodzinnego domu do świata siatkówki na wysokim poziomie i pozwolił mi grać wiele lat w pierwszej drużynie, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Trafiłem do niego, gdy miałem 19 lat, więc poza dorastaniem pod względem sportowym dojrzewałem w nim także jak każdy normalny człowiek, łatwo się więc domyślić, że Lube niezwykle na mnie oddziaływało.

Co się traci poprzez rozbrat z Lube?

– Moim pomysłem na dalszą karierę jest pozostanie we Włoszech, bowiem nie chcę odejść od tej kultury, kocham włoską mentalność, sposób życia, ludzi – nie można ich znaleźć nigdzie indziej. Poza tym jest to dobry wybór dla mojej rodziny. W słonecznej Italii czuję się bardzo dobrze także pod względem zawodowym, ponieważ znam się na systemie rozgrywek, biegle porozumiewam się w tamtejszym języku, jak również miałem okazję grać z wieloma zawodnikami i zaznajomić się z licznymi trenerami. Poprzez odejście z klubu stracę jednak przyjaciół – nie w rozumieniu dosłownym, lecz metaforycznym, ponieważ nie będę, tak jak dawniej, spędzał z nimi równie często swojego czasu. Bardzo mi tego szkoda, ponieważ dzięki grze w tym miejscu poznałem osoby także spoza środowiska, które bardzo mi pomogły i na które mogłem liczyć w każdej sytuacji. Tak jak już mówiłem, przez takie, a nie inne okoliczności rozpoczynam nowy rozdział w swoim życiu, ale staram się nastawić pozytywnie, wierząc, że podejmuję dobre decyzje odnośnie do mojej kariery.

Co było największą lekcją, jaką dało panu występowanie przez tyle lat w jednym klubie?

– Lube przede wszystkim nauczyło mnie wygrywać, co uważam za najcenniejszą lekcję do tej pory. W ciągu ostatnich ośmiu lat pojawiały się propozycje opuszczenia drużyny, wyjazdu do innych krajów, takich jak Polska czy Rosja, jednak sukcesywnie je odrzucałem, ponieważ w Lube tworzyliśmy bardzo dobry zespół i zawsze byliśmy pretendentami do wygrania mistrzostwa, co było dla mnie ważne.

Pamiętam pański wywiad po Final Four, w którym powiedział pan, że Lube wygrywa do pewnego czasu, a później nagle wszystko się psuje. Czy przestał pan dostrzegać szansę na rozwój tej drużyny w kolejnym sezonie, więc także z tego powodu zmienił klub?

– Dokładnie tak – to także był powód, dla którego chciałem zmienić klub. Byłem kapitanem tej drużyny, mieliśmy dobry zespół, ale za każdym razem, kiedy przychodziło do ważnych gier, nie potrafiliśmy zaprezentować się na odpowiednim poziomie. To widać dobrze w świetle tego sezonu – regularny zakończyliśmy na szczycie, by następnie go stracić. Podobnie było w przypadku Ligi Mistrzów, podczas której znaleźliśmy się na ostatnim stopniu podium. Dzięki temu zobaczyłem, że to nie jest już taki sam zespół mimo tego, że nie doszło w nim do żadnych widocznych zmian.

Nie znalazł pan w sobie siły i pędu do tego, żeby naprawić to, co się psuło?

– To nie jest tak, że uciekam, ponieważ próbowałem różnych dróg do poprawy sytuacji. Na początku w dyskusji z managerami starałam się uzgodnić, jak można by powrócić do grania w podstawowym ustawieniu, jednak oni powiedzieli mi, że zgodnie z przepisami na boisku w jednym czasie może znajdować się jedynie troje obcokrajowców i że na 99 procent zdecydują się na granie włoskimi środkowymi. Czy mogłem coś zmienić, naprawić? Nie chciałem pozostać w klubie, gdzie grałbym jako trzeci zawodnik na swojej pozycji, bo to po ośmiu latach oznaczałoby brak dalszego rozwoju. Poza tym jasno postawiłem sobie cel – chcę coś wygrać w przyszłym sezonie. Wydaje mi się, że z drużyną rozstaliśmy się w bardzo dobry sposób i jestem bardzo wdzięczny za współpracę zarówno prezesowi, jak i dyrektorom, sztabowi szkoleniowemu oraz kolegom z teamu.

Który moment określiłby pan mianem najważniejszego w Lube?

– Mistrzostwa, które zdobyliśmy dwukrotnie, bowiem zawsze pracuje się, żeby finalnie dojść do celu, który się wcześniej założyło. Miłym był także rezultat, który osiągnęliśmy w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, bo brązowy medal to ciągle medal i mimo wszystko stał on się najlepszym wynikiem osiągniętym w tych rozgrywkach na przestrzeni ostatnich czternastu lat.

Narosło wokół pana sporo plotek transferowych. Czy to prawda, że najprawdopodobniej podpisze pan kontrakt z Sir Safety Perugia?

– Tak, jest takie prawdopodobieństwo, choć jeszcze nie podpisałem żadnej umowy. Mam trzy oferty z Włoch, ta z Perugii jest bardzo interesująca, jednak moja przyszłość będzie znana za około dwa, trzy tygodnie. Nie czuję presji w tym temacie, ponieważ mam w czym wybierać.

Czego szuka więc pan w swoim nowym klubie?

– Na pewno tego, by pozostać w drużynie na podobnie wysokim poziomie jak Lube. Nie zależy mi aż tak bardzo na pieniądzach, generalnym systemie organizacji – po prostu chcę występować w dobrym zespole z szansami na zdobycie mistrzostwa.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-21

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved