Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > europejskie puchary > M. Magiera: Resovia zagrała tak, jak w całym sezonie

M. Magiera: Resovia zagrała tak, jak w całym sezonie

fot. Wiesław Kozieł / plusliga.pl

Nie milkną echa weekendowych zmagań na krakowskich parkietach. – Resovia Final Four zagrała tak, jak spisuje się w całym sezonie. Gdybyśmy mieli w każdym z zespołów wskazać szóstkę, którą rozpocznie batalię, to byśmy to zrobili bez pudła, natomiast w przypadku mistrzów Polski to nie do końca tak wyglądało – skomentował przyczyny słabszej dyspozycji podopiecznych Andrzeja Kowala komentator Polsatu Sport, Marek Magiera.

Czy mimo atmosfery panującej w Tauron Arenie można powiedzieć, że było to smutne Final Four?



Marek Magiera:Jeżeli chodzi o wynik to tak, natomiast turnieje finałowe mają to do siebie, że spotykają się w nich cztery naprawdę najlepsze drużyny i wydaje mi się, że w tym roku większych niespodzianek nie było. Myślę, że każdy mógł tę imprezę wygrać i wszyscy mogli zająć czwarte miejsce, a trafiło akurat na Resovię. Trochę szkoda tego rezultatu, bowiem byłby on dla kibiców wisienką na torcie. Wiele osób nastawiło się na to, żeby poprawić wynik z zeszłego sezonu i że organizacja sprzyjać będzie finalnej wygranej. Można żałować, że nie udało się stanąć na podium, bo to byłoby fajne zwieńczenie, jednak trzeba zauważyć, że mimo wszystko rzeszowianie przegrali z naprawdę godnymi przeciwnikami.

Co ten wynik oznacza dla polskiej siatkówki? Rok temu nie trzeba było tytulatury gospodarza, żeby w Final Four znalazły się dwie drużyny i skończyło się medalem jednej z nich. Zaważył system rozgrywek PlusLigi, aspekty finansowe?

Nie zastanawiałem się nad tym bardzo głęboko, ale sądzę, że znajdą się osoby, które siądą i rozważą wpływ takich czynników jak przede wszystkim terminarz, ilość grania, różnego rodzaju problemy, z którymi musieli się borykać poszczególni zawodnicy, czy też kontuzje i choroby. Gdybyśmy jednak z drugiej strony spojrzeli na Włochów, to tam sytuacja była bardzo podobna i okazałoby się, że najzdrowszy z tego wszystkiego był Zenit Kazań. Tak wyszło i już.

Dwa medale trafiły w ręce włoskich drużyn, które przegrywają w półfinałach o mistrzostwo kraju. Mimo wszystko to chyba oznacza, że kryzys, który kilka lat temu dopadł siatkówkę z Italii, skończył się i liga ta ponownie rośnie w siłę.

Prywatnie muszę się przyznać, że od dawna uwielbiam oglądać grę włoskich drużyn nie dlatego, że utarło się, że walczą one w najlepszej lidze na świecie, a dlatego, że kiedy popatrzy się na ich tak zwaną „kulturę gry”, sposób poruszania się w różnych konfiguracjach, to widać, że wszystko jest tam poukładane jak trzeba. Postawa Trentino Diatec jest dla mnie rewelacją, ponieważ z przyjemnością oglądało się każdy element ich gry. Ci siatkarze są kwintesencją włoskich rozgrywek, które może w tym różnią się od naszej ligi, że u nas prawdopodobieństwo wygrania ósmej drużyny z pierwszą na dystansie trzech, czterech meczów jest stosunkowo niewielkie, a w Italii to może się jednak wydarzyć.

To Zenit wygrał złoty medal, czy Trentino Diatec go przegrało?

Bezapelacyjnie wygrał Zenit. Zawodnicy, na których ciąży odpowiedzialność za grę ofensywną, wykonali świetną pracę. Co do Wilfredo Leona to nawet chyba nie trzeba nic mówić – to po prostu rewelacyjny siatkarz, choć w meczu finałowym bardzo dużo dobrego dołożył Maksim Michajłow, który dzień wcześniej, w pojedynku z Resovią, miewał różne momenty. W boju o złoto zagrał jednak „szlema” – od trzeciego seta czego się nie dotknął, to kończył. Podczas walki w Final Four można było zobaczyć także, jakie możliwości rotacyjne w składzie ma trener Alekno, który w momencie, gdy coś nie szło, dawał szansę graczom z ławki. Oni może nie poprawiali ogólnej prezencji teamu, ale wnosili nowy pierwiastek, który dawał jakiś rozruch. Warto wspomnieć pojawienie się na środku Iwana Diemakowa, którego mało kto w tym meczu się spodziewał, lecz ten wszedł, od razu zrobił trzy, cztery punkty, co napędziło jego drużynę. Reasumując, Zenit wygrał zasłużenie, nie ma co się oszukiwać.

Czy warto Resovii grać w Final Four, nie zdobyć medalu i stracić siły kosztem zysku na doświadczeniu z europejskich pucharów, czy też lepiej było jej odpoczywać jak ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle? Lekcja z Ligi Mistrzów okaże się dla podopiecznych Andrzeja Kowala cenniejsza niż utrata sił?

Ciężko jest to stwierdzić, ponieważ finał walki o złoty medal zaczyna się bardzo szybko. Rzeszowianom na pewno łatwiej byłoby się pozbierać, gdyby zakończyli ten turniej medalem, bowiem zawsze podobna porażka pozostawia w głowie pewien niedosyt. Abstrahując od tego, próbuję odszukać analogiczną sytuację z przeszłości, kiedy zespół miał aż tak dużą przerwę przed rozgrywkami finałowymi, lecz nie mogę sobie takiej przypomnieć. Jedno jest pewne – Resovia jest w rytmie meczowym, a ZAKSA nie.

To może mieć aż tak duży wpływ na rywalizację z zespołem, który rzutem na taśmę dostał się do finału i przegrał ważny turniej, czy jest to jednak po trosze szukanie dziury w całym?

ZAKSA w końcówce grała mecze bez „spinki”, z rywalami, którzy niekoniecznie byli w stanie jej zagrozić, a to sprzyja rozluźnieniu. Nie wiem, jak swój mikrocykl treningowy poukładał trener de Giorgi, ale chyba należy zachować wiarę w to, że kędzierzynianie będą dobrze przygotowani, ponieważ na przestrzeni całego sezonu pokazali, że byli najrówniej grającym teamem ze wszystkich. Miejsce w tabeli i punkty udowodniły, że nie przydarzyły im się większe wpadki i jeżeli coś przegrali, to wyłącznie mecze na tak zwanym „styku”. Ciekawy jestem, jak to wszystko będzie wyglądało.

Czy bój o brązowy medal spowodował, że wyszło szydło z worka i Bartosz Kurek faktycznie okazał się być najstabilniejszym zawodnikiem Resovii mimo tego, że często gra na 50-procentowej skuteczności? Brakuje mistrzom Polski constansu na skrzydłach?

Resovia Final Four zagrała tak, jak spisuje się w całym sezonie. Gdybyśmy mieli w każdym z zespołów wskazać szóstkę, którą rozpocznie batalię, to byśmy to zrobili bez pudła, natomiast w przypadku mistrzów Polski to nie do końca tak wyglądało. Oglądam mecze rzeszowian i mogę stwierdzić, że co dwa tygodnie u nich w składzie coś się zmienia, a w Krakowie było podobnie – jedna drużyna zaczynała spotkanie, a druga je kończyła. Największym nieszczęściem Bartka jest to, że gra cały sezon, atakuje najwięcej i widać po nim, że mimo tego, iż jest w formie, to jest zmęczony, brakuje mu zmiennika z prawdziwego zdarzenia, bo do tej roli przygotowywany był Jochen Schöps. Sytuacja teraz wygląda tak, że Dominik Witczak ma równie ciężko, ponieważ grać niezaprzeczalnie potrafi, lecz nie jest proste wejść do drużyny, kiedy nie uczestniczyło się w przygotowaniach i do końca nie poznało się zespołu. Chłopak robi, co może, lecz gdyby dostępny był Niemiec, to Bartek w Krakowie wyglądałby inaczej.

Podsumowując, czy sprawdziły się słowa Krzysztofa Ignaczaka, że Resovia to był kopciuszek Final Four?

Myślę, że Resovia jest zobligowana, by być marką nie tylko w Polsce, ale i w Europie, a więc regularnie występować w finałach rozgrywek. Nie mogę powiedzieć, kto z kim się spotkał w czasie krakowskiego turnieju, żeby porozmawiać o wzmocnieniach na najbliższy sezon, ale zdradzę, że można się spodziewać fajnego transferu do podkarpackiego klubu. Może nawet nie jednego. (śmiech)

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, europejskie puchary

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-04-20

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved