Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Łukasz Zugaj: Debiut w Lidze Mistrzów zapamiętam do końca życia

Łukasz Zugaj: Debiut w Lidze Mistrzów zapamiętam do końca życia

fot. Klaudia Piwowarczyk

O historycznym sezonie dla LUK Politechniki Lublin zwieńczonym awansem na zaplecze PlusLigi oraz o własnych bogatych doświadczeniach z siatkówką w rozmowie ze Strefą Siatkówki mówi Łukasz Zugaj.

Przede wszystkim wielkie gratulacje z okazji awansu do I ligi. Z Radomia siatkarska droga poprowadziła cię na Lubelszczyznę. Najpierw była Avia, potem Politechnika. Co zadecydowało, że podążyłeś właśnie w tym kierunku?



Łukasz Zugaj:Dziękuję. To super wydarzenie dla mnie, dla drużyny i całej Lubelszczyzny. Bardzo się cieszymy z tego, co udało nam się osiągnąć. Decydującym czynnikiem był cel postawiony przez władze klubu. Kiedy jeszcze grałem w Radomiu, rozmawiałem z trenerem Kołodziejczykiem o ewentualnym zainteresowaniu na następny sezon i, jak widać, rozmowy zakończyły się sukcesem.

W sierpniu LUK Politechnika Lublin przeszła ogromną metamorfozę, odeszło wielu zawodników, było kilka kluczowych transferów, dzięki którym udało się zbudować mocną i skuteczną drużynę. Jakich argumentów użył prezes, aby przekonać ciebie do przeprowadzki do Lublina i czy z perspektywy czasu jesteś zadowolony z tego wyboru?

Prezesi nie przekonywali mnie zbyt długo, wszystko wyjaśniło się podczas jednej rozmowy telefonicznej. Następnie na spotkaniu poznałem cel klubu, dowiedziałem się również kto będzie bronił barw Politechniki i tak zostałem częścią tego zespołu. Jestem bardzo zadowolony z tego wyboru. Jako drużyna osiągnęliśmy nasz cel, jedyne czego zabrakło to Final Four Pucharu Polski. Udało mi się poznać wielu ciekawych ludzi i na pewno będę miło wspominał ten czas spędzony w Lublinie.

Trochę chyba jednak tęsknisz za swoim rodzinnym Radomiem, podobno do Lublina przywiozłeś ze sobą Luffy’iego…

-Tak, zawsze razem! Luffy to labrador, którego sprawiłem sobie dwa lata temu i od tamtej pory żyjemy ze sobą.

W jednym z wywiadów przed rozpoczęciem sezonu mówiłeś, że LUK nie nastawia się na to, że w tym sezonie koniecznie musi wywalczyć awans do I ligi. Nic na siłę, ale temat istnieje i krok po kroku staracie się wypracować sukces. Jakie nastawienie towarzyszyło wam, kiedy jechaliście na turniej finałowy? Czy nadal było przekonanie, że nic nie musimy, mamy za sobą ogromną pracę i zrobimy wszystko aby uzyskać awans? Czy raczej mamy konkretny cel i bez awansu nie wracamy?

-Na początku sezonu tak mówiłem, ponieważ jestem typem człowieka, który nie wybiega za bardzo w przyszłość. Celem był awans, ale żeby go osiągnąć należy przejść długą i ciężką drogę. Nikt nam tego awansu nie dał ot tak, dlatego musieliśmy go sobie wywalczyć na boisku. Czuliśmy się mocni, więc kiedy jechaliśmy na turniej finałowy, myśleliśmy tylko o tym, żeby wyjść na mecz i zagrać go tak, żeby niczego nie żałować. Dopiero po meczu myśleliśmy o kolejnym rywalu. Duża zasługa w tym trenera Kołodziejczyka, który mentalnie nastawiał nas na takie myślenie. Mówił, że nie liczy się to co było czy będzie, lecz to co jest tu i teraz.

Który z meczów półfinałowych lub finałowych był, twoim zdaniem, kluczowym momentem na drodze do ostatecznego triumfu?

-Tak, jak wspomniałem, mentalnie każdy mecz był dla nas najważniejszym meczem w sezonie.

Nadspodziewanie łatwo poradziliście sobie z waszym głównym rywalem, będącym gospodarzem turnieju półfinałowego. Mecze w świdnickiej hali nie należą raczej do prostych…

-Łatwo? Nie sądzę, żeby to było łatwe spotkanie. Świdnik miał w składzie bardzo dobrych zawodników i miał też za sobą całe miasto, ale poradziliśmy sobie z tym i udało się wygrać. Mi osobiście jest bardzo szkoda chłopaków ze Świdnika, ponieważ darzę ich sympatią i było mi przykro, gdy przegrali prawie wygrany mecz. Tym samym swoje marzenia o turnieju finałowym oraz awans do I ligi musieli odłożyć na co najmniej następny sezon.

Jakim trenerem jest Maciej Kołodziejczyk?

-Maciek jest bardzo młody, wiec można było się wszystkiego po nim spodziewać. Znamy się osobiście od kilku lat, ale relacja koleżeńska nijak ma się do współpracy trener – zawodnik. Po sezonie głośno mówię to każdemu, kto mnie o to pyta, że jest to bardzo dobry trener „młodego pokolenia”. Co najważniejsze czerpie z tego dużą frajdę. Ma bardzo ciekawy warsztat treningów, do tego jest niezwykle pracowity i chce się uczyć. Takich cech życzę każdemu trenerowi.

Co było mocną stroną drużyny w tym sezonie, a nad jakim elementem Politechnika musi jeszcze popracować przed rozpoczęciem pierwszoligowych rozgrywek?

-Moim zdaniem mocną stroną Politechniki był wyrównany zespół, który stworzył ciekawy kolektyw, dzięki czemu wspólne treningi przynosiły nam wiele pożytku. Drugim elementem na pewno było doświadczenie, ponieważ wielu chłopaków miało już za sobą kilka sezonów na pierwszoligowych parkietach. Pracować trzeba cały czas, to nie jest tak, że jak awansowaliśmy, to nagle przestaniemy trenować, bo już „coś” tam osiągnęliśmy. Prezesi na pewno będą szukać wzmocnień, aby walczyć w I lidze o najwyższe cele, a rolą trenera jest odpowiednie przygotowanie chłopaków do sezonu. Jestem o to spokojny, bo jak już wcześniej wspomniałem Maciek jest dobrym trenerem i rozsądnie to poukłada.

Posiadasz duże doświadczenie w siatkówce. Masz za sobą grę w pierwszej drużynie Czarnych Radom, klubu który chyba najbardziej jest ci bliski. Byłeś też na wypożyczeniu w Skrze Bełchatów i tam również, poza grą w Młodej Lidze, miałeś okazję pracować z pierwszą drużyną oraz debiutować w PlusLidze i Lidze Mistrzów. Czego nauczyła cię praca z tymi zespołami?

-Patrząc na CV to rzeczywiście mam się czym chwalić (śmiech). A tak serio, Radom jest mi najbliższy. Ktoś kiedyś powiedział Radom ma w nazwie „dom” i właśnie tym jest dla mnie to miasto. Mam ogromny sentyment do tego miejsca. W każdym klubie uczyłem się czegoś innego i nowego. Pracowałem z wieloma trenerami polskimi i zagranicznymi. Udało mi się poznać rożne metody szkoleniowe, dzięki czemu wiem, że wiele muszę się jeszcze nauczyć i chciałbym grać jak najdłużej. Piłka siatkowa to również sport, który w dużej mierze ukształtował mój charakter. Cieszę się, że robię to co kocham i sprawia mi to dalej przyjemność.

Co uważasz za swój największy sukces w dotychczasowej karierze? Awans z Politechniką, wspomniane mecze w PlusLidze i Lidze Mistrzów, czy może grę w reprezentacji Polski kadetów? A może najlepsze dopiero przed tobą?

-Trudne pytanie… każdy sukces przejawiał się innymi emocjami. Pamiętam jak na meczach reprezentacji kadetów i juniorów stawało się do hymnu. Kocham swój kraj i słuchanie Mazurka Dąbrowskiego przed meczami powodowało na moim ciele gęsią skórkę, podniecenie i stres… tych emocji było mnóstwo, bardzo dobrze to wspominam. Debiut w Lidze Mistrzów również zapamiętam do końca życia, w końcu to Liga Mistrzów. Awans z Politechniką także wywołał u mnie wiele pozytywnych emocji, gdyż przy wszystkich poprzednich sukcesach występowałem w roli rozgrywającego, a tutaj już na pozycji atakującego. Dostałem super motywację do ciężkiej pracy i wiem, że stać mnie na grę na dobrym poziomie.

Miałam okazję obserwować twoją grę, gdy byłeś zawodnikiem Avii Świdnik. Wyróżniałeś się spośród innych zawodników tym, jak w energiczny sposób reagowałeś na każdy zdobyty punkt. Jakby był on na wagę ostatecznego zwycięstwa. Czy do wszystkich meczów podchodzisz tak emocjonalnie?

-(Śmiech) Nie da się ukryć, że na boisku jestem strasznie energiczny, ale to jest właśnie to za co kocham ten sport. Sprawia mi to ogromna radość, możliwość rywalizacji i rozwijania się. Inni są spokojni, a ja uchodzę za wariata.

Z wykształcenia jesteś fizjoterapeutą, a ta dziedzina ma ze sportem wiele wspólnego. Czy wiedza zdobyta na studiach na co dzień pomaga w życiu siatkarza?

-Jak najbardziej pomaga. Mówi się, że sport to zdrowie lecz ja się z tym nie mogę zgodzić. Oczywiście wysiłek fizyczny 2-3 razy w tygodniu jest wskazany i jak najbardziej zdrowy, ale uprawianie profesjonalnego sportu wiąże się z kontuzjami i nie możemy tu mówić o zdrowiu. Jestem zdania, że im większa wiedza na temat własnego organizmu, tym mniejsze ryzyko kontuzji. Należy dbać o zdrowie, ponieważ jeden uraz może wywrócić życie sportowca do góry nogami. Zawód fizjoterapeuty bardzo mi w tym wszystkim pomaga. Dzięki niemu mam większą wiedzę na temat swojego organizmu i staram się ją wdrażać w treningi, aby zapobiegać kontuzjom oraz poprawiać swoje wyniki sportowe.

Czytałam, że od kiedy rozpocząłeś swoją przygodę z siatkówką, twoim idolem jest Paweł Zagumny, który zakończył jakiś czas temu swoją karierę. Czym ci imponował?

-Zaczynałem swoją przygodę z siatkówką właśnie od pozycji rozgrywającego i jako dzieciak, każdy z nas szukał kogoś, na kim można było się wzorować. Ja miałem to szczęście, że pan Zagumny był najlepszy na świecie na swojej pozycji, a do tego jest Polakiem. Imponował mi swoim spokojem oraz umiejętnościami siatkarskimi, dzięki czemu obrałem go jako swojego idola siatkarskiego. Nawet teraz, gdy zmieniłem pozycję, dalej go podziwiam i jest moim wzorem do naśladowania jako sportowiec.

Może powiesz nam coś o zmianie pozycji, na której grasz?

-To było po sezonie w którym wywalczyliśmy wicemistrzostwo Polski Młodej Ligi z RCS Czarni Radom, przegrywając z Akademią Jastrzębskiego Węgla po tie-breaku. Od zawsze ciągnęło mnie do ataku, miałem do tego predyspozycje. Byłem skoczny oraz leworęczny i brakowało jedynie trochę wzrostu, ale zaryzykowałem. Grając na rozegraniu zdarzało mi się zdobywać więcej punktów niż koledzy z drużyny. Dużo zawdzięczam Piotrowi Majowi oraz świętej pamięci Krzysztofowi Lemieszkowi, którzy mi zaufali i dali szanse rozegrać sezon w pełnym wymiarze w Avii Świdnik. Dzięki temu udowodniłem sam sobie, że mógłbym jeszcze trochę pograć na nowej pozycji.

Jak co roku w letniej przerwie otwarte jest „siatkarskie okienko transferowe”. Jakie są twoje sportowe plany na najbliższy sezon? Czy zostaniesz w Lublinie?

-Po sezonie teoretycznie mamy odpoczynek, ale ja nie usiedzę zbyt długo w jednym miejscu i już zacząłem grać w siatkówkę plażową. Jest to dla mnie super odskocznia i jednocześnie dobra zabawa w przerwie między sezonem. Oficjalnie opuszczam Lublin i w niedalekiej przyszłości chętnie opowiem o planach na najbliższy sezon, ale chciałbym was jeszcze potrzymać w niepewności.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
,

Więcej artykułów z dnia :
2019-05-26

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved