Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Łukasz Kozub: Nie żałuję żadnych swoich decyzji

Łukasz Kozub: Nie żałuję żadnych swoich decyzji

fot. Klaudia Piwowarczyk

Młody rozgrywający sezon 2018/2019 rozpoczynał w MKS-ie Będzin, ale w trakcie rozgrywek przeniósł się do Asseco Resovii Rzeszów, z którą zmagania zakończył na 7. miejscu. – Myślę, że emocjonalnie podchodziłem do tych spotkań. Czasami zdarzały się momenty, w których mi to nie pomagało, jak chociażby w meczu ze Skrą. To jednak dla mnie ogromne doświadczenie. Nie ma się co oszukiwać, że od początku kariery robiłem wszystko, żeby zagrać w barwach rzeszowskiego zespołu, a teraz tak się stało, jak się stało. Cieszę się, że miałem okazję zobaczyć, jak to tutaj funkcjonuje – powiedział w rozmowie ze Strefą Siatkówki Łukasz Kozub.

Przyszedł pan do Asseco Resovii w trakcie sezonu i prawie z marszu wskoczył do szóstki. Potem jednak to Kawika Shoji odpowiadał za rozegranie w drużynie. Co się stało?



Łukasz Kozub: – Wiadomo, że wtedy jest milion pytań dlaczego tak się stało, a ja starałem się to sobie wytłumaczyć. W meczu z PGE Skrą Bełchatów wyszliśmy razem z Damianem Schulzem i wtedy nie zaskoczyło, wszedł Kuba Jarosz z Kawiką Shojim i wygrali mecz. Od tego momentu nie można im było nic zarzucić jeśli chodzi o wyniki. Trener postawił na tę dwójkę i tak też było na treningach, że ja więcej trenowałem z Damianem, Kawika z Kubą i oni już zostali w tej pierwszej szóstce. Jak się okazało z perspektywy drużyny decyzja trenera była dobra, bo tych zwycięstw było naprawdę dużo.

Ale nie wystarczająco, żeby awansować do szóstki. Z boku wyglądało to trochę tak, że jak już było wiadomo, że play-off wam uciekło, to zaczęliście grać swobodniej.

– Ciężko opisać, co wtedy się czuło, ale najgorszy był styl, w jakim zepsuliśmy sobie tę passę. Graliśmy fajnie, pojechaliśmy do Olsztyna, gdzie do tej pory nie wiemy, co się stało. Potem znów wygraliśmy spotkanie, by przegrać kolejne w Lubinie. To właśnie styl był najgorszy, bo nim zaprzepaściliśmy sobie możliwość walki w szóstce. Zaczęliśmy łapać fajny rytm, ale to nie wystarczyło. Czasem są takie rzeczy, że nie da się ich wytłumaczyć.

Z perspektywy czasu to, że zmienił pan MKS Będzin na Asseco Resovię Rzeszów to była dobra decyzja?

– Myślę, że tak. Bardzo dużo się tutaj nauczyłem od trenera Cretu, jak i od innych zawodników. To z resztą inaczej, kiedy ma się 20 lat i można wystawiać do takich zawodników jak tutaj w Resovii. Zobaczyłem, że to wszystko jest taka sama siatkówka, jeśli chodzi o charakterystyki danych zawodników, więc jak najbardziej na duży plus.

Nie żałuje pan pomimo tego tych ponad dwóch sezonów spędzonych w MKS-ie Będzinie?

– Nie, w ogóle żadnych swoich decyzji nie żałuję, a tamte dwa i pół roku były dla mnie wymagające. Sporo też pozmieniało się w mojej głowie, może nawet nie chodzi o podejście, bo ono zawsze było dobre, ale o postrzeganie niektórych, niekoniecznie czysto sportowych rzeczy.

Trener Cretu różnił się od pozostałych pana szkoleniowców? Z mojej perspektywy Gherghe Cretu zawsze stał murem za swoimi zawodnikami. To chyba pomagało?

– Każdy z trenerów jest inny. Ale trener Cretu ma właśnie taki styl pracy i myślę, że również na co dzień jest taką osobowością. On nic nie udaje, chociażby właśnie w tym ochranianiu nas przed mediami czy wywiadami. Ciężko jednak go porównać do pozostałych szkoleniowców, z którymi pracowałem. Każdy z nich był inny i różnic jest naprawdę bardzo dużo.

Różnic między trenerami jest sporo. A jakie są największe różnice pomiędzy grą w MKS-ie Będzin i w Asseco Resovii. Pan pochodzi z Rzeszowa, więc z pewnością podejście też było chyba inne?

– Tak, myślę, że emocjonalnie podchodziłem do tych spotkań. Czasami zdarzały się momenty, w których mi to nie pomagało, jak chociażby we wspomnianym wcześniej meczu ze Skrą. To jednak dla mnie ogromne doświadczenie. Nie ma się co oszukiwać, że od początku kariery robiłem wszystko, żeby zagrać w barwach rzeszowskiego zespołu, a teraz tak się stało, jak się stało. Cieszę się, że miałem okazję zobaczyć, jak to tutaj funkcjonuje.

Tak powinien funkcjonować klub z prawdziwego zdarzenia pod względem organizacyjnym?

– Jeśli chodzi o względy organizacyjne, to nie ma nic do zarzucenia. Przynajmniej ja się nie spotkałem z żadną sytuacją, która byłaby niewygodna. Wszystko jest dopięte od A do Z. Począwszy od wypłat, a sam doświadczyłem już z tym problemów. Głowa jest o wiele bardziej spokojna, kiedy wiadomo, że odpowiednia suma z kontraktu pojawi się na koncie. Ja większość swojego siatkarskiego życia grałem za darmo, ale kiedy były problemy z wypłatami, to akurat mnie się świat nie walił, bo zawsze miałem na kogo liczyć, ale wiem, że chłopaki, którzy mają na utrzymaniu rodziny, dla nich to jest mało wygodne.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2019-04-16

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved