Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Łukasz Kaczmarek: W Wielkanoc zawsze mnie korciło, żeby narozrabiać

Łukasz Kaczmarek: W Wielkanoc zawsze mnie korciło, żeby narozrabiać

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Wielkanoc to zawsze był dla mnie czas, w którym bardzo często nie było mnie w domu, ale gdy już przyjeżdżałem na święta, to nie byłem grzecznym dzieckiem. Zawsze mnie korciło i kusiło, żeby narozrabiać – w rozmowie z Przeglądem Sportowym wspomina atakujący reprezentacji Polski oraz Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle Łukasz Kaczmarek.

Koronawirus także jego życie wywrócił do góry nogami i wywarł duży wpływ na przeżywanie wielkanocnego okresu. Co u Łukasza Kaczmarka będzie tym razem nie takie, jak zwykle? – W sobotę zawsze idziemy święcić pokarmy, ale tak jak wszyscy w tym roku nie będziemy mieli takiej możliwości. Zawsze na Wielkanoc spotykamy się też w większym gronie, ale tym razem spędzimy ten czas tylko z najbliższymi, czyli z moimi rodzicami i teściami – mówi reprezentant Polski, dla którego i tak będą to szczególne święta, bowiem w przeszłości nie zawsze było mu dane cieszyć się nimi w gronie najbliższych.



Wielkanoc to zawsze był dla mnie czas, w którym bardzo często… nie było mnie w domu. Na przykład gdy chodziłem do szkoły w Łodzi, przez pięć lat z rzędu w tym okresie wyjeżdżaliśmy na obozy i zgrupowania – opowiada Kaczmarek, którego rodzina nie ma wprawdzie własnych wielkanocnych tradycji, ale nie znaczy to, że w tym trudnym czasie epidemii zabraknie jej chociażby odrobiny radości. – Bawimy się na przykład w szukanie ukrytych jajek. Moja żona zaplanowała, że pojedziemy do teściów, którzy mają wielki ogród. Znajduje się w nim wiele kryjówek, dzięki czemu nasza córka będzie mogła zająć się szukaniem jajek – zdradza Kaczmarek.

Które święta wielkanocne zapadły mu szczególnie w pamięci? – Może nie konkretne święta, ale raczej kilka wydarzeń z nimi związanych. Pamiętam, że gdy byłem dzieckiem, na Wielkanoc regularnie było ciepło, a w tamtym czasie w naszej rodzinie śmigus-dyngus był obficie obchodzony. Zawsze rano mama albo tata skłaniali mnie do wstania z łóżka za pomocą sikawki z zimną wodą. Ciągle polewałem też mojego wujka, który w pewnym momencie się zdenerwował, włożył mnie do wanny i spryskał od stóp do głów. Nie byłem grzecznym dzieckiem, zawsze mnie korciło i kusiło, żeby narozrabiać. Dostałem wówczas za swoje – śmieje się Kaczmarek, który przyznaje również, że w dzieciństwie tour po mieście w lany poniedziałek był dla niego punktem obowiązkowym.

* z Łukaszem Kaczmarkiem rozmawiała Katarzyna Paw

 * więcej na przegladsportowy.pl

źródło: przegladsportowy.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-04-12

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved