Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > ligi zagraniczne > Lukas Tichacek: Skończyliśmy na pierwszym miejscu, ale mistrza Czech nie ma

Lukas Tichacek: Skończyliśmy na pierwszym miejscu, ale mistrza Czech nie ma

fot. Sylwia Lis-Dubiel

Lukas Tichacek jest bardzo dobrze znany polskim kibicom. Jeszcze nie tak dawno oglądaliśmy go w Będzinie, czy w Resovii, gdzie spędził siedem  sezonów. Obecnie rozgrywający jest zawodnikiem  VK ČEZ Karlovarsko, z którym zajął pierwsze miejsce w lidze czeskiej.

Nie oznacza to, że został mistrzem. Czesi zdecydowali, że klasyfikacja na koniec sezonu pozostaje taka, jak była aktualnie w tabeli (do końca sezonu zasadniczego brakowało rozegrania jednej kolejki – przyp. red.). Postanowili jednak nie przyznawać tytułu mistrza. Z jednej strony spowodowane było to przesłankami pragmatycznymi (wypłaty premii za mistrzostwo etc.), a z drugiej nie wszystkie kluby akceptowały takie rozwiązanie zakończenia sezonu.



Jak wygląda sytuacja w Karlowych Warach w czasach epidemii koronawirusa?

Lukas Tichacek: – W Czechach jest kwarantanna w takim sensie, że można wychodzić tylko do sklepów spożywczych i aptek. Wszystko inne jest pozamykane, czyli bary, restauracje, centra handlowe, szkoły, przedszkola, siłownie itd. Ludzie, którzy nie są na zwolnieniu, to chodzą normalnie do pracy itd. Tak więc jest pozwolenie na dojazd do pracy, do rodziny czy sklepu, ale poza tymi wyjątkami nie należy wychodzić z domu. Jak już wychodzi się z domu, to trzeba mieć maskę na usta i nos, albo czymś innym zakryć te części ciała. Policja bardo rygorystycznie do tego podchodzi i jak się ktoś do tego nie dostosuje, to dostanie mandat w wysokości 10 tys. koron (1660 zł – przyp. red).

Czy widać po ludziach strach przed tą epidemią?

– Wydaje mi się, że w Czechach nie jest tak źle, nikt nie panikuje itd. W sklepach wszystkiego jest pod dostatkiem, są pełne półki. Nikt nie szaleje, jak to było widać w innych państwach, gdzie wykupywano niemal wszystko. Nie jest aż tak źle jak w innych krajach. Rozumiem te wszystkie zakazy, bo żeby walka z wirusem miała jakiś sens, to one muszą być i trzeba je respektować. Mam nadzieję, że po miesiącu kwarantanny łańcuch tego wirusa się przerwie i wszystko będzie zmierzało ku lepszemu.

Sezon siatkarski w Czechach został przedwcześnie zakończony?

– Tak, liga się zakończyła, choć do końca rundy zasadniczej brakowało tylko jednej kolejki. Dobrze się złożyło, że wszyscy mieli taką samą ilość rozegranych meczów. Tak więc taka jaka był kolejność po tej przedostatniej kolejce z 13 marca, tak zostało na koniec sezonu.

Czyli pana zespół – VK ČEZ Karlovarsko zdobył mistrza Czech?

– Zakończyliśmy sezon na pierwszym miejscu z pięcioma punktami przewagi nad drugim w tabeli zespołem z Czeskich Budziejowic. Ogłoszenie, że ktoś jest mistrzem wiąże się jednak z wypłaceniem premii itd., dlatego nie ma mistrza Czech. Zresztą dwa kluby nie zgadzały się z decyzją zakończenia rozgrywek i sklasyfikowania na podstawie sytuacji w tabeli.

W tej sytuacji cała praca, jaką wykonaliście w tym sezonie, poszła na marne?

– Niby tak, ale z drugiej strony, nikt nie przypuszczał, że wydarzy się coś takiego i nikt nie miał planów na zakończenie sezonu w marcu. Dla nas ten sezon był bardzo dobry. Rozgrywki ligowe bardzo dobrze się zapowiadały i żałujemy tego, że nie mogliśmy z kibicami we własnej hali pokazać się w play-off. Przez cały sezon człowiek daje z siebie wszystko na treningach, meczach żeby mieć jak najlepszą pozycję przed play-off i grać tych decydujących meczów o medale jak najwięcej przed własną publicznością.

Chyba też żałujecie, że nie udało się wygrać Pucharu Czech, bo przynajmniej byłoby jakieś trofeum w tym sezonie?

– Na pewno żałujemy, że nie wygraliśmy, ale z drugiej strony, Puchar w Czechach jest mało prestiżowy, nie tak jak w Polsce. Oczywiście Karlovarsko w swojej historii nie zdobyło tego trofeum i bardzo chcieliśmy je wywalczyć. Nie uważam jednak, że to jest duży problem, który by nam siedział w głowie. Najważniejsza dla nas, co powiedzieliśmy sobie jasno przed rozpoczęciem sezonu, była liga.

Na kolejny sezon zostaje pan w zespole z Karlowych Warów. Jak może wyglądać przyszłość siatkówki w Czechach?

– Mam kontrakt na następny sezon, ale jak to wszystko się potoczy, to nikt w tej chwili nie wie. Na pewno w Czechach wszystko się przedłuży: obostrzenia, kwarantanny i to co państwo nam zakazuje albo nakazuje. Dzień w dzień tych zarażonych jest coraz więcej. Póki co, to wszystko nie hamuje tylko się rozwija i nie widać końca. Był czasowy zakaz przemieszczania się po Czechach, który już teraz od poniedziałku został przedłużony. Wydaje mi się, że te obostrzenia mogą być jeszcze większe, ale to już zostawmy ludziom, którzy się na tym wszystkim znają.

Czyli w tej sytuacji Lukas Tichacek całe dnie spędza w domu z rodziną?

– Gramy w karty, różne gry itd. Plusem dla mojej rodziny jest to, że mieszkamy w domu, gdzie jest ogród, który jest miejscem do zabawy i nie spotka się tam nikogo obcego. Nie musimy chodzić po miejscach publicznych, np. placach zabaw. Zresztą teraz to jest zakazane. Wyjdziemy u nas na zewnątrz, trochę pobiegamy dookoła domu, zorganizujemy jakieś zabawy itd. Przebywając w mieście, gdzieś w mieszkaniu, nie wyobrażam sobie, że nie możesz wyjść z dzieciakami na plac zabaw, ale niestety tak jest i trzeba to respektować. W moim przypadku nie jest aż tak trudno w tej kwarantannie. Jak rozmawiam z chłopakami, którzy przebywają w mieszkaniach z dziećmi, to już mają dość. To jest bardo trudna sytuacja dla rodziców, bo kombinujesz, wymyślasz jakieś gry, zabawy itd., ale ile można. Dziecko zawsze będzie chciało wyjść choć na chwilę na zewnątrz. Do sklepu też go nie weźmiesz, bo zagrożenie, że złapie jakieś zarazki, jest ogromne.

Nie myślał pan, gdy granice były jeszcze otwarte, o powrocie z rodziną do Rzeszowa?

– Była możliwość wyjechania, bo przecież jest już po sezonie, ale nie chcieliśmy właśnie ze względu na dzieci. Przekraczając granicę z Polską idzie się z urzędu na dwa tygodnie kwarantanny, bez jakiegokolwiek wychodzenia. W Karlowych Warach do sklepu mamy 700 metrów, a do tego wspomniany już dom z ogródkiem. Woleliśmy zostać w Czechach i jakoś to przeżyć tu na miejscu niż jechać do Polski, tym bardziej, że przecież ludzie stali na granicach po 30 godzin. Od razu poprosiłem klub o przedłużenie wynajęcia tego domu i w tej sytuacji zostajemy tutaj tak długo jak będzie to możliwe.

źródło: plusliga.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-03-24

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved