Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Lukas Tichacek: Relacje między mną i Andrzejem Kowalem nie były najlepsze

Lukas Tichacek: Relacje między mną i Andrzejem Kowalem nie były najlepsze

fot. Sylwia Lis

Lukas Tichacek po siedmiu sezonach spędzonych w Asseco Resovii opuszcza klub z Podkarpacia. – Nie jest to żadną tajemnicą, że miałem się pożegnać z klubem już rok temu. Przedłużyłem kontrakt o rok w momencie, gdy się dowiedziałem, że następuje zmiana trenera – przyznał w rozmowie z Przeglądem Sportowym były już rozgrywający rzeszowskiego klubu.

Kończy się dla pan pewien etap w Asseco Resovii. Siedem sezonów w barwach klubu z Rzeszowa to kawał czasu…



Lukas Tichacek: – To w sumie mój najdłuższy czas spędzony w jednym klubie, bo wcześniej w VfB Friedrischafen grałem pięć lat. Myślę, że było mi w Rzeszowie fajnie i nie ma się co zbytnio martwić tym ostatnim sezonem czy wynikami. Ten czas spędzony tutaj to nie tylko siatkówka, ale też życie. Na pewno tych miłych momentów było znacznie więcej niż takich, których mógłbym żałować.

Z pana przyjściem w sezonie 2011/2012 wiążą się sukcesy klubu z mistrzowskimi tytułami na czele…

– Nie zapomnę tych złotych medali i świętowania. O tym wszyscy będą pamiętać, a czy drużyna była czwarta czy szósta, to już nie będzie zapamiętywane. To były najlepsze lata choćby z pozycji tego, że nikt się nie spodziewał takich sukcesów. Wówczas w Polsce rządziła Skra Bełchatów, której nikt nie potrafił ściągnąć z mistrzowskiego tronu. Nam to się udało i zrobiliśmy w sumie dużą niespodziankę w tym pierwszym roku, kiedy przyszedłem do Rzeszowa. Później w kolejnym to powtórzyliśmy i chyba też nikt za bardzo nie liczył, że Resovia dwa razy z rzędu będzie mistrzem Polski. Później to już było na zasadzie – musicie, bo jesteście w tym zespole i odbierane to było jako sprawa oczywista, że w tym klubie się wygrywa tylko złote medale i nikt tutaj nie akceptuje niczego innego. To jest olbrzymi błąd. To jest przecież sport i wszyscy muszą o tym pamiętać.

Ten ostatni sezon w waszym wykonaniu był nieco specyficzny. Do samego końca musieliście drżeć o miejsce w szóstce. Gdy wykorzystaliście szansę od losu, to otworzyła się kolejna na grę w półfinałach…

– Osiągnięcie tej strefy medalowej było jak najbardziej realne. Niestety te mecze ćwierćfinałowe z Olsztynem będziemy wszyscy bardzo długo pamiętać. Skończyliśmy sezon na szóstym miejscu i myślę, że ta niewykorzystana szansa na grę w półfinałach została nam w głowach. Może ta chęć wygranej i determinacja w spotkaniach z Jastrzębiem nie były aż tak duże jak w tamtych meczach, ale nie ma się co dziwić. Nie można wymagać od nas grania na takich samych emocjach w meczach o piąte miejsce, jak to miało miejsce kilka dni wcześniej w konfrontacji z Olsztynem. Jesteśmy tylko ludźmi i to się tak nie da. W tych meczach z Jastrzębiem nie było zresztą aż tak źle. Celem zespołu było miejsce w szóstce, co udało się zrealizować, choć na pewno szansa na coś więcej była duża. Myślę, że ta drużyna w realizacji celu była lepsza od tej z poprzedniego sezonu. Wówczas miał być medal, ale skończyło się na czwartym miejscu, a teraz mieliśmy być w play-off i byliśmy.

Wspomniał pan, że rodzina dobrze czuje się w Rzeszowie. Pan również przez ten czas zżył się już z Asseco Resovią. Nie było chęci pozostania dalej w zespole, czy może nie był pan brany pod uwagę przy budowaniu nowej drużyny?

– Nie jest to żadną tajemnicą, że miałem się pożegnać z klubem już rok temu. Przedłużyłem kontrakt o rok w momencie, gdy się dowiedziałem, że następuje zmiana trenera. Gdy w trakcie sezonu klub zdecydował się na zmianę powrotną w grudniu, to poprosiłem prezesa Górskiego o rozwiązanie kontraktu, żebym mógł grać gdzieś indziej. Miałem taką opcję odejścia, tylko klub się na to nie zgodził. Gdy Andrzej Kowal podpisał w trakcie sezonu kontrakt na kolejne dwa lata, to myślę, że zarówno ze strony klubu, jak i mojej nie było już więcej chęci do dalszej współpracy.

Czy to oznacza, że współpraca pomiędzy panem a trenerem Andrzejem Kowalem w ostatnich sezonach była „pod górkę” i coś się wypaliło? W początkowych latach chyba jednak nic złego się nie działo, bo trener stawiał na pana i zdobywaliście mistrzowskie tytułu…

– Myślę, że sporo ludzi zauważyło, że relacje między mną i Andrzejem Kowalem nie były najlepsze i nie funkcjonowały tak, jak powinny. Myślę, że nie ma sensu bardziej tego drążyć i dyskutować na ten temat. Może tych siedem lata to był za długi okres i ta nasza współpraca się już po prostu przejadła. Może trzeba było to skończyć po najlepszych dwóch sezonach i nie czekać na to, aż będzie tak źle.

 

Cała rozmowa Rafała Myśliwca w Przeglądzie Sportowym

źródło: przegladsportowy.pl

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2018-05-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved