Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Lukas Kampa: Nie sprawdzaliśmy u Raula limitów, cz. II

Lukas Kampa: Nie sprawdzaliśmy u Raula limitów, cz. II

fot. Katarzyna Antczak

– Zawodnicy wiedzieli, że Raul potrafi być trenerem o wiele bardziej surowym, jeśli tylko go do tego sprowokujemy. Wydaje mi się, że on sam chciał rozpocząć współpracę z nami w taki luźniejszy sposób, to zdało egzamin, dlatego trzymał się tego założenia – tak o Raulu Lozano mówi Lukas Kampa. W drugiej części rozmowy z naszym portalem rozgrywający ocenił, jakim trenerem był Argentyńczyk, a także zdradził swoją rolę w reprezentacji Niemiec podczas występów w III dywizji Ligi Światowej.

Zobacz cz. I wywiadu z Lukasem Kampą



Miałeś okazję pracować z Raulem Lozano, gdy był trenerem reprezentacji Niemiec. Coś się zmieniło w jego zachowaniu?

Lukas Kampa: Myślę, że zmiana wynikała z faktu, że wcześniej pracował z kadrą, teraz z klubem, a to są dwie zupełnie inne sprawy. Sam sposób trenowania był dość zbliżony, inaczej wyglądała współpraca między nami. Z reprezentacją masz mniej czasu, przygotowujesz się pod konkretną imprezę, w klubie okres przygotowań jest o wiele dłuższy. Moja obecna relacja z Raulem była o wiele lepsza również z jednego powodu. Nauczyłem się włoskiego i byłem w stanie porozmawiać bez tłumacza. A możliwość swobodnego porozumiewania się ze swoim trenerem ma ogromne znaczenie, zwłaszcza jak jesteś rozgrywającym. Tego brakowało, kiedy Raul był szkoleniowcem reprezentacji Niemiec, choć nie mogę nic złego powiedzieć o naszej współpracy w tamtych czasach, bo dużo grałem. Myślę, że Raul był nam bardzo pomocny w tym sezonie klubowym, zupełnie inaczej podchodził do pewnych rzeczy. Wydaje mi się, że cała drużyna Cerrad Czarnych Radom mu w tym pomogła, nie sprawialiśmy problemów, nie było żadnego zawodnika, który sprawdzał, na jak dużo może sobie pozwolić, czy to na boisku, czy poza nim. Daniel jako kapitan zawsze pokazywał właściwy kierunek. Mieliśmy bardzo dobrą atmosferę w drużynie, a Raul prowadził nas do określonego celu. Reagował także na to, co się działo i jak graliśmy, nie trzymał się ściśle określonego planu treningowego. Były dni, kiedy musieliśmy poświęcić więcej uwagi pewnemu elementowi, ale też po ciężkim treningu potrafił powiedzieć, że następnego dnia odpadają nam jedne zajęcia albo w ogóle mamy dzień wolny.

Kiedy Raul Lozano był trenerem reprezentacji Niemiec, mieliście równie surowe zasady, jakie obowiązywały podczas pracy z polską kadrą?

Słyszałem, że gdy Raul był szkoleniowcem Polski, wprowadził szereg regulacji. My Niemcy jesteśmy trochę innym narodem…

Czyli nie ma przesady w sformułowaniu „Ordnung muss sein”?

O nie, zdecydowanie. (śmiech) Dla nas możliwość występów w kadrze jest czymś wyjątkowym, takim bonusem, nie gramy dla pieniędzy czy dodatkowych korzyści, po prostu dla nas to honor móc reprezentować barwy narodowe, ale także siebie na arenach siatkarskich na całym świecie. Oczywiście absolutnie nie mam na myśli, że Polacy tak tego nie traktują i grają wyłącznie dla pieniędzy! Tylko jakby chyba inaczej podchodzimy do pewnych spraw, wynika to z odmiennej mentalności.

Czy w klubie obowiązywał was konkretny regulamin? Gdy rozmawiałam z trenerem na początku przygotowań, powiedział, że wprowadzi pewne ograniczenia tylko wtedy, gdy będzie do tego zmuszony.

Nie, nie mieliśmy żadnych zapisów. Raul jest szkoleniowcem, który przywiązywał wagę nie tylko do tego, jak gramy. Przekazał nam szereg wskazówek dotyczących prawidłowego odżywiania, rytmu snu i odpoczywania. Chciał mieć kompletny obraz, nie patrzył na nas tylko przez pryzmat boiska. Te wszystkie rzeczy, jak odżywianie czy regeneracja, wpływają na naszą dyspozycję. Wiedzieliśmy, o co gramy, dlatego nie potrzebowaliśmy regulaminu. Myślę, że zawodnicy wiedzieli, że Raul potrafi być zupełnie innym trenerem, o wiele bardziej surowym i że może zmienić swoje podejście, jeśli tylko go do tego sprowokujemy. Wydaje mi się, że on sam chciał rozpocząć współpracę z nami w taki luźniejszy sposób, to zdało egzamin, dlatego trzymał się tego założenia. Moim zdaniem taki styl współpracy jest o wiele lepszy, niż jakby miał na dzień dobry dać nam regulamin z 50 zasadami.

Masz za sobą dobry sezon w Cerrad Czarnych Radom, więc nic dziwnego, że dostałeś powołanie do reprezentacji Niemiec. W tym roku jednak wasi rywale w Lidze Światowej będą dość egzotyczni, jak na brązowego medalistę mistrzostw świata. Zmierzycie się m.in. z Meksykiem, Czarnogórą, Hiszpanią, Kazachstanem czy Tajwanem. Jak odnajdujecie się w tej sytuacji?

Ja ze swojej strony życzę moim młodszym kolegom udanych podróży na koniec świata, ponieważ ja tam się nie wybieram. (śmiech) Nie jest to moje rozstanie z kadrą, planuję wrócić na Final Four, które w tym roku odbędzie się we Frankfurcie. Chociaż z drugiej strony nie jest powiedziane, że zagram, bo mamy utalentowanych rozgrywających, zwłaszcza Jana Zimmermanna. Podczas turnieju w Berlinie nie mógł grać, bo miał kontuzję. Teraz będzie się mógł wykazać, ma za sobą bardzo dobry sezon. Być może będzie nawet podstawowym rozgrywającym. Dlatego moja rola może się ograniczać jedynie do pomocy drużynie. W każdym razie będę się przygotowywał do Final Four. O tym, kto zagra podczas tego turnieju, zadecyduje trener. Ja ze swojej strony oferuję pomoc, bo chcemy się pokazać z dobrej strony przed własną publicznością i wywalczyć kwalifikację do II dywizji Ligi Światowej.

Nie masz wrażenia, że to brzmi abstrakcyjnie?

Cóż, zostaliśmy zdegradowani do III dywizji w zeszłym roku, bo nie mieliśmy dwóch na tyle silnych reprezentacji, by z powodzeniem rywalizować i w Lidze Światowej, i igrzyskach europejskich. Nie oszukujmy się, z naszego punktu widzenia o wiele bardziej opłacalny był turniej w Baku, bo dawał nam punkty do rankingu. Konsekwencje wszyscy znaliśmy, takie są przepisy w FIVB i na pewno nie zamierzam ich komentować, bo nie mam na to żadnego wpływu. Mam tylko nadzieję, że prędzej czy później, z naciskiem na prędzej, zagramy w I dywizji. Rywalizacja z najlepszymi drużynami na świecie to jedyny sposób, by się rozwijać. Na chwilę obecną musimy zaakceptować sytuację, że gramy w III dywizji. Poczyniliśmy już mały krok w kierunku awansu, bo będziemy gospodarzem Final Four, więc nie musimy się kwalifikować. Po turnieju kwalifikacyjnym w Berlinie podjąłem decyzję, że nie będę uczestniczył w turniejach III dywizji, że potrzebuję trochę odpoczynku, zwłaszcza że mam małe dziecko. To będzie też dobry czas na przemyślenie pewnych rzeczy, wszystko zależy od tego, kto będzie następcą Vitala Heynena. Dlatego nie mogę za bardzo wypowiadać się o przyszłości, ale ze swojej strony wciąż chciałbym reprezentować Niemcy na międzynarodowych arenach.

To chyba idealny moment na odpoczynek dla bardziej doświadczonych zawodników. Z całym szacunkiem dla rywala, ale nawet gdybyście wystawili reprezentację juniorów, nie mielibyście raczej większych problemów z odniesieniem zwycięstwa.

Myślę, że gra w Meksyku może nie należeć do najprzyjemniejszych doświadczeń, zwłaszcza dla chłopaków, którzy nie są ograni na międzynarodowych arenach. Ale zgodzę się, raczej powinniśmy być faworytem tych zmagań. Jednak w Final Four zagrają już inne drużyny, jedną z nich będzie pewnie Słowenia. To będzie nasz główny rywal o awans do wyższej dywizji. Słoweńcy mają za sobą świetny sezon, zdobyli srebrny medal podczas mistrzostw Europy, więc to najlepiej świadczy o ich poziomie. Właśnie dlatego chciałbym pomóc swojej drużynie podczas turnieju we Frankfurcie.

Final Four odbędzie się w dniach 1-3 lipca. Wygląda na to, że będziesz miał długie wakacje.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem tak dużo wolnego. Na pewno to będzie moja najdłuższa przerwa od siatkówki. Jednak nie oznacza to, że przez ten czas będę leżał i tylko oglądał w telewizji, jak grają inne reprezentacje, bo z pewnością nie uczyni mnie to lepszym rozgrywającym. (śmiech) Muszę znaleźć sposób, żeby raz na jakiś czas mieć jednak kontakt z piłką. Muszę narzucić sobie dyscyplinę i nie zapominać o fitnessie czy siłowni. Niedaleko mojego domu jest drugoligowa drużyna, może zapytam, czy byłaby możliwość potrenować razem z nimi. Wiem, że wielu zawodników gra w siatkówkę plażową, ale na pewno nie będę brał udziału w żadnych turniejach, może po prostu poodbijam piłkę ze znajomymi w wolnym czasie. Ale znajdę jakiś sposób, żeby pozostać w formie i nie przytyć zbyt dużo, w końcu nie jestem już najmłodszym zawodnikiem. (śmiech)

Nie musisz się tego obawiać, w końcu to o rozgrywających mówi się, że są jak wino – im starsi, tym lepsi.

O tak, jak wino albo jak whisky… Czyli najlepsze czasy jeszcze przede mną! W sumie Paweł Zagumny jest 10 lat starszy ode mnie, a wciąż gra na najwyższym poziomie. To jest bardzo budująca perspektywa.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-05-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved