Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Siatkówki Kobiet > LSK: Chemik na czele, ścisk na końcu stawki

LSK: Chemik na czele, ścisk na końcu stawki

fot. Sylwia Lis

W 24. kolejce Ligi Siatkówki Kobiet na pierwszy plan wysunęły się derby Łodzi, w których Budowlani pokonali ŁKS. Po pewne zwycięstwa sięgnęły Developres i Chemik, a PTPS praktycznie stracił szansę na walkę o czołową czwórkę. Bardzo ciekawie jest za to w dolnej części tabeli. Z walki o utrzymanie nie rezygnują bowiem Pałac Bydgoszcz i Budowlani Toruń, które odniosły ważne triumfy.

Na czele od dłuższego czasu nic się nie zmienia, bo fotel lidera zajmuje Chemik Police, który w środę rozprawił się na wyjeździe z zamykającym stawkę MKS-em Dąbrowa Górnicza. Gospodynie próbowały walczyć, ale stać było je tylko na dotrzymanie kroku przeciwniczkom w premierowej odsłonie. Przegrały ją dopiero po walce na przewagi, a w kolejnych setach już nie zagroziły podopiecznym Marcello Abbondanzy. Przewaga mistrza Polski uwidoczniła się w kilku elementach. Największa widoczna była w ataku, w którym policzanki osiągnęły 50% skuteczności. Więcej oczek zdobyły od rywalek również w bloku oraz popełniły mniej błędów, co wystarczyło im do odniesienia zwycięstwa. – Na początku zadanie było utrudnione, bo nie mogłyśmy wstrzelić się zagrywką. Doszło do momentu, w którym zrobiło się 22:24, ale wówczas zaskoczyły nam zagrywka i blok. Doprowadziłyśmy do walki na przewagi, którą wygrałyśmy – opowiadała o najciekawszym fragmencie spotkania na łamach strony klubowej Malwina Smarzek, która poprowadziła przyjezdne do sukcesu. Na swoim koncie zapisała ona 20 oczek. takim samym dorobkiem punktowym po drugiej stronie siatki mogła pochwalić się Patrycja Polak, ale marne to dla niej pocieszenie, gdyż MKS nieuchronnie zbliża się do degradacji do niższej klasy rozgrywkowej. Natomiast Chemik niemal zagwarantował już sobie pierwsze miejsce na koniec fazy zasadniczej.



Na drugie miejsce wskoczył Developres SkyRes Rzeszów, który przed własną publicznością rozgromił Trefla Proximę Kraków. O bezradności przyjezdnych najdobitniej świadczy fakt, że w całym meczu zdobyły zaledwie 40 punktów, a w drugiej odsłonie nawet nie dobiły do granicy 10 oczek. Ewidentnie gospodynie zagrały dobre spotkanie we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła, zaczynając od zagrywki, a kończąc na bloku, którym punktowały aż 15 razy. Natomiast podopieczne Alessandro Chiappiniego nie miały swojego dnia. Ich niemoc była ogromna, bowiem w ataku zanotowały zaledwie 17% skuteczności. W ich szeregach brakowało liderki, która poderwałaby koleżanki do walki. – Brakowało nam wszystkiego. Nie miałyśmy agresji w zagrywce, nie blokowałyśmy. Gra nam się po prostu nie kleiła. W trzecim secie zaczęłyśmy grać z większym pazurem, ale walcząc z takim zespołem jak Developres, trzeba się wystrzegać błędów, a nam się to nie udało – skomentowała na łamach strony klubowej rozgrywająca krakowskiej ekipy, Adrianna Budzoń. Po drugiej stronie siatki wszystkie zawodniczki zagrały dość równo. Wyróżniła się Helene Rouusseaux, która zgromadziła na swoim koncie 18 oczek. Wygrana pozwoliła rzeszowiankom przeskoczyć w tabeli ŁKS, choć mają od niego o jedno spotkanie rozegrane więcej. Z kolei krakowianki utrzymały lokatę w czołowej ósemce.

W derbach Łodzi obyło się tym razem bez wielkich emocji. Grot Budowlani dość gładko pokonali ŁKS Commercecon. Podopieczne Michala Maška tylko krótkimi fragmentami były w stanie dotrzymać kroku rywalkom, co znalazło swoje odzwierciedlenie w wyniku, bowiem w żadnej z trzech odsłon nie dobrnęły do granicy 20 oczek. Ich problemy zaczynały się w przyjęciu, w którym uzyskały tylko 15% skuteczności perfekcyjnego przyjęcia, a to przekładało się na ich siłę w ofensywie. Rozczarowania po meczu nie krył szkoleniowiec ŁKS-u. – Muszę być bardzo krytyczny wobec swojego zespołu. Mieliśmy pewne założenia, a zagraliśmy zupełnie inaczej. Gdybyśmy zrobili wszystko tak, jak mieliśmy zrobić, to ten wynik nie byłby taki. Tak naprawdę to graliśmy w bowling, a nie w siatkówkę – skomentował na łamach serwisu tulodz.com Michal Mašek. Gra gospodyń była o wiele bardziej kompletna oraz urozmaicona. Dysponowały one bardziej regularnym przyjęciem, miały też przewagę na siatce, w szczególności w bloku, w którym punktowały aż 16 razy. Pierwsze skrzypce w ich szeregach tym razem zagrała Agnieszka Kąkolewska, która zdobyła 15 oczek, ale miała duże wsparcie wśród koleżanek z drużyny. W efekcie Budowlani utrzymali czwartą pozycję w tabeli, za to ŁKS o drugą lokatę do końca rundy zasadniczej będzie musiał walczyć z Developresem.

Z walki o utrzymanie nie rezygnuje Pałac Bydgoszcz, który wywiózł bezcenny komplet oczek z Legionowa. Chociaż początek meczu na to nie wskazywał, bowiem premierowa odsłona padła łupem gospodyń, od drugiego seta role zupełnie się odwróciły. W szeregach Legionovii poszczególne siatkarki grały nierówno, a wśród przyjezdnych była liderka, czyli Ewelina Krzywicka, która zapisała na swoim koncie w całym spotkaniu aż 26 punktów. Mimo że na przestrzeni całego pojedynku drużyna znad Brdy dysponowała gorszym przyjęciem, to osiągnęła lepsze wskaźniki w ataku (40%). Popełniła też mniej błędów własnych oraz 14 razy punktowała w bloku. Słowem, lepiej udźwignęła ciężar spotkania, bo nie ma co ukrywać, że dla obu ekip było ono o sześć punktów. – Żal tego meczu. Bardzo chciałyśmy wygrać, bo dobrze wiemy, jak bardzo są nam teraz potrzebne punkty. Czujemy na plecach oddech zespołów z zagrożonych spadkiem miejsc. Musimy jednak już wyrzucić to spotkanie z głów i bić się w kolejnych pojedynkach – podkreśliła Alicja Grabka. Wprawdzie dzięki tej wygranej podopieczne Piotra Makowskiego nie opuściły miejsca spadkowego, ale wciąż są w grze o utrzymanie. Obecnie plasują się na trzynastym miejscu i mają dwa oczka straty do Budowlanych, natomiast Legionovia jest jedenasta i ma trzy punkty przewagi nad strefą barażową.

Wielki niedosyt po środowym meczu mogą odczuwać siatkarki Impelu Wrocław, które przed własną publicznością musiały uznać wyższość Poli Budowlanych Toruń. Jednak przez większość spotkania to one dyktowały warunki gry. Prowadziły już w drugim secie 16:7, a w czwartym 18:13 i nie potrafiły postawić kropki nad i. Słabość gospodyń wykorzystały podopieczne Mirosława Zawieracza, które w dużej mierze dzięki zagrywce odwróciły losy całego spotkania. Najpierw doprowadziły do tie-breaka, a następnie także jego rozstrzygnęły na swoją korzyść. To był taki mecz, w którym podopieczne Marka Solarewicza miały przewagę w ataku (12% wyższa skuteczność od rywalek), w przyjęciu, a także w bloku, a jednak musiały zadowolić się tylko jednym punktem do ligowej tabeli. We znaki dała im się krótka ławka rezerwowych, bowiem w tie-breaku na skrzydle zagrała rozgrywająca Valerie Nichol. Na niewiele im się też zdało 18 oczek wywalczonych przez Tamarę Gałuchę, bowiem po drugiej stronie siatki była Kinga Hatala, która zgromadziła na swoim koncie 21 punktów, walnie przyczyniając się do sukcesu torunianek. Dzięki niemu nie spadły one na miejsce zagrożone spadkiem z elity. Wciąż są na pozycji barażowej. Natomiast wrocławianki plasują się na dziesiątej lokacie, ale mają tylko punkt przewagi nad strefą barażową, więc ostatnie kolejki rundy zasadniczej szczególnie dla drużyn plasujących się na miejscach 10-13 będą o być albo nie być w Lidze Siatkówki Kobiet.

Szansę na walkę o czwartą lokatę na koniec rundy zasadniczej straciła ENEA PTPS Piła, która przegrała na wyjeździe z BKS-em Profi Credit Bielsko-Biała. Najbardziej wyrównana była premierowa odsłona, którą rozstrzygnęła dopiero walka na przewagi. W niej lepsze okazały się gospodynie, które w dwóch kolejnych partiach poszły za ciosem i zrewanżowały się rywalkom za dotkliwą porażkę w Wielkopolsce. – Pierwszy set był przełomowy. Przegrywałyśmy w nim, a wyciągnęłyśmy go w końcówce. Potem już byłyśmy skupione i robiłyśmy swoje. Kolejne dwa sety miałyśmy pod kontrolą – skomentowała Dominika Sobolska, przyjmująca gospodyń. Kluczem do sukcesu podopiecznych Tore Aleksandersena była zagrywka, którą punktowały aż 8 razy. Lepiej od rywalek spisały się też w bloku. Dysponowały znacznie lepszym od nich przyjęciem (ponad 60% skuteczności), ale to nie przełożyło się na ich grę w ataku, w którym zaprezentowały się na podobnym poziomie co pilanki. Prym w ich szeregach wiodły Dominika Sobolska oraz Emilia Mucha, które łącznie zdobyły 27 punktów dla BKS-u. Po drugiej stronie siatki wyróżniła się Dajana Bosković, ale to nie wystarczyło PTPS-owi do osiągnięcia korzystnego wyniku. Mimo porażki drużyna prowadzona przez Jacka Pasińskiego utrzymała piątą lokatę, natomiast wygrana pozwoliła bielszczankom awansować na siódme miejsce.

Zespołom rywalizującym o utrzymanie ucieka KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, które odniosło bardzo ważne zwycięstwo przed własną publicznością z Polskim Cukrem Muszynianką Muszyna. Chociaż początek meczu na to nie wskazywał, bo premierowa odsłona padła łupem podopiecznych Bogdana Serwińskiego. Później jednak inicjatywę na boisku przejęły gospodynie i nie oddały jej do końca pojedynku. Kluczem do ich sukcesu okazała się mniejsza liczba błędów własnych. Przyjezdne myliły się zwłaszcza w polu serwisowym, popełniając w nim 14 błędów. Na nic zdała się im nieco lepsza skuteczność w ataku (41%), tym bardziej że w innych elementach lepiej spisały się ostrowczanki. Były one skuteczniejsze w bloku (13 czap) i w polu serwisowym (7 punktowych zagrywek). Pierwsze skrzypce w ich szeregach grała Anna Miros, która zapisała na swoim koncie 19 oczek, choć dzielnie wspierały ją Natalia Skrzypkowska i Koleta Łyszkiewicz. Była to dla podopiecznych Adama Grabowskiego bezcenna wygrana, która pozwoliła im złapać sporo oddechu. Obecnie plasują się na dziewiątej pozycji i mają już cztery oczka przewagi nad strefą barażową. Natomiast Muszynianka utrzymała szóstą lokatę, ale po piętach depcze jej bialski BKS.

Zobacz również:
Wyniki i tabela rundy zasadniczej Ligi Siatkówki Kobiet

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Siatkówki Kobiet

Tagi przypisane do artykułu:

Więcej artykułów z dnia :
2018-03-30

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved