Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. I1: W Teheranie górą Serbowie i Irańczycy

LŚ, gr. I1: W Teheranie górą Serbowie i Irańczycy

fot. FIVB

Na zakończenie turnieju w Teheranie Włosi mierzyli się z Serbią i spotkanie zakończyło się dopiero po tie-breaku. Serbowie prowadzili w tym spotkaniu już 2:0, ale Azzurri pozbierali się i wyrównali stan meczu. W wojnie nerwów w decydującej odsłonie więcej zimnej krwi zachowali jednak podopieczni Nikoli Grbicia. wygrywając po grze na przewagi. W drugim meczu dnia Iran zagrał z Argentyną i zwyciężył po tie-breaku.

Mimo zagwarantowanego awansu do Final Six w Krakowie Gianlorenzo Blengini nie zdecydował się na zasadnicze zmiany w składzie. Jedyną zauważalną, w porównaniu z sobotnim pojedynkiem, było zastąpienie Juantoreny Lanzą. Nie wpłynęło to jednak na jakość gry ekipy z Italii, tym bardziej że również Serbowie, pewni awansu, do ostatniego meczu fazy grupowej przystąpili w mocnym zestawieniu. Już początki spotkania i wymiana sił w ataku pokazały, że żadna z ekip nie zamierza odpuszczać tego spotkania. Przy utrzymującej się grze na styku dość długo zarówno podopieczni Nikoli Grbicia, jak i ekipa z Italii nie byli w stanie uciec rywalom (4:4, 7:7). Nieco szybciej zareagowali Plavi, zagrania Luburicia i Podrascanina zmusiły szkoleniowca Włochów do reakcji (8:11). Po przerwie Serbowie nie zwalniali tempa, wciąż na środku siatki dominował Podrascanin i dystans utrzymywał się (14:16). Sytuację Azzurrich próbował ratować Vettori jednak grając zrywami, siatkarze z Półwyspu Apenińskiego niewiele mogli zdziałać. W końcówce po ataku Luburicia było już 18:21. W decydującej części seta mylił się nawet Vettori i tak Serbowie utrzymali prowadzenie, triumfując 25:19.

Odsłona kolejna to powtórka z partii premierowej, także tym razem przy utrzymującym się kontakcie punktowym szybciej budowanie dystansu rozpoczęli Serbowie. „Pomocną dłoń” podał rywalom Lanza, atakując w aut (4:5). Nie była to bezpieczna przewaga i po chwili czujnością przy proszeniu o wideoweryfikację wykazał się Gianlorenzo Blengini i role się odwróciły, minimalne prowadzenie tym razem było po włoskiej stronie siatki. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, asem serwisowym popisał się Ivović, szans w ataku nie marnował Kovacević, a na siatce uaktywnił się Lisinac i zespół Nikoli Grbicia prowadził 10:8. Była to dopiero próba możliwości Plavich, prawdziwy popis gry miał przyjść za chwilę, kiedy Włosi seriami oddawali rywalom punkty po własnych błędach, Serbowie regularnie poprawiali swoje noty w ataku i przy kolejnej serii punktowej prowadzili już 15:10. Ataki Birarellego i zagrania Vettoriego zdołały co prawda poprawić sytuację Azzurrich, jednak nie wystarczyły do prowadzenia gry jak równym z równym z lepiej tego dnia dysponowanym rywalem. Kropkę nad i postawił Podrascanin i wygrywając 25:18, Serbowie objęli prowadzenie w meczu.



Podenerwowani Włosi odsłonę kolejna rozpoczęli od mocnego ataku i tak Azzurri dość szybko zostawili rywali w tyle – 3:0. Sygnał do ataku dał swoim kolegom jeszcze Antonov, młody skrzydłowy reprezentacji Włoch gnębił rywali swoim celnym serwisem, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 8:2 podczas pierwszej przerwy technicznej. Zawodnikiem, który po stronie Serbii próbował wziąć ciężar gry na siebie, był Kovacević (13:8). Przy konsekwentnej grze na siatce podopiecznych Gianlorenzo Blenginiego trudno było zniwelować sześciopunktową stratę, utrzymującą się na dłuższej przestrzeni seta. I tak podczas kolejnej regulaminowej przerwy w grze Azzurri prowadzili 16:11. Kolejne próby ratowania sytuacji niweczyły błędy własne Serbów i tak przy stanie 18:13 Nikola Grbić musiał wykorzystać kolejną przerwę na żądanie. Zryw Serbów w końcówce seta i błędy własne Włochów nie odmieniły losów seta. W końcówce partii rywalom o swojej obecności przypomniał Simone Buti, partię zakończył autowy atak Kovacevicia (25:19).

Nie mniej zacięty był początek kolejnego seta, przy walce na styku Serbowie wrócili do swojego poziomu skuteczności z początków spotkania (7:8). Na placu gry po stronie Italii został Antonov, to właśnie duet Antonov/Lanza w tej części meczu stanowił o sile ataku Azzurrich. Podopieczni Nikoli Grbicia wystrzegali się błędów z trzeciego seta i po zagraniu Podrascanina prowadzili 15:14. Rywalom sprzyjały błędy w ataku Zaytseva, as Azzurrich szybko się zrehabilitował i od stanu 18:18 gra rozpoczęła się praktycznie od nowa. Chcąc uspokoić sytuację, Nikola Grbić przywołał swój zespół jeszcze do siebie. Po wznowieniu gry efektownymi zagraniami popisał się Luburić, tak nieomylny nie był Ivović i było już 22:21. W decydującej części seta ryzykownym zagraniem popisał się jeszcze Giannelli, złudzenia rywalom odebrał Zaytsev (25:22).

Decydującą partię pewniej rozpoczęli Serbowie i już przy stanie 2:4 Gianlorenzo Blengini musiał wykorzystać swoją pierwszą przerwę na żądanie. Pauza wybiła z rytmu Luburicia, który popełnił błąd w polu serwisowym. Chwilę później widowiskowa obrona Rossiniego i kontra Włochów praktycznie zniwelowały dystans (4:5). Jeszcze przed zmianą stron boiska Plavi odzyskali kontrolę nad przebiegiem zmagań, celnym atakiem zrehabilitował się Luburić, punktowym blokiem popisał się Lisinac i było już 5:8. Pogoń Azzurich przyniosła rezultaty, w kluczowych momentach nie zawodził Zaytsev i po zagraniu asa Włochów było już 10:10. Taki stan rzeczy nie trwał długo i podopieczni Gianlorenzo Blenginiego zostali ponownie w tyle (10:12), jednak Zaytsev doprowadził do kolejnego remisu (12:12). Tę wymianę lepiej przetrzymali Serbowie, triumfując 17:15 i w całym meczu 3:2.

Włochy – Serbia 2:3
(19:25, 18:25, 25:19, 25:22, 15:17)

Składy zespołów:
Włochy: Zaytsev (30), Vettori (8), Lanza (8), Cester (5), Giannelli (4), Piano (2), Rossini (libero) oraz Colaci (libero), Antonov (9), Buti (6), Sottile, Birarelli i Sabbi
Serbia: Kovacević (18), Ivović (15), Luburić (14), Lisinac (12), Podrascanin (8), Jovović (4), Majstorović (libero) oraz Brdjović, Katić (1) i Okolić

Mimo że konfrontacja Argentyny z Iranem była meczem bez większej stawki, siatkarze obu ekip przystąpili do meczu mocno zmotywowani. Lepszy start zanotowali Irańczycy, czujność w bloku Seyeda znalazła swoje odzwierciedlenie na tablicy wyników (3:0). Przebudzenie Argentyńczyków przyszło jeszcze przed pierwszą regulaminową przerwą w grze, pierwsze punkty ekipa Julio Velasco zawdzięczała Palaciosowi. Cierpliwość reprezentantów Argentyny opłaciła się i po kolejnym punktowym zagraniu Palaciosa dystans stopniał do jednego punktu (11:10). Jednak również Irańczycy mieli swojego lidera, w ataku nieźle radził sobie Zarini i zespół Raula Lozano utrzymywał dystans (14:13). Długo wyczekiwany przez zespół Julio Velasco remis przyniósł dopiero atak Poglajena i od stanu 15:15 gra rozpoczęła się praktycznie od nowa. W kluczowej fazie seta trener Velasco dokonał kilku trafnych wyborów, decydując się na wideoweryfikację, a przy przewadze przyjezdnych na siatce minimalne prowadzenie Palaciosa i kolegów utrzymywało się. Miejscowi nie unikali jednak ryzyka, a ograniczenie liczby błędów własnych i czujność na siatce wystarczyły do przejęcia kontroli nad rywalizacją (21:19). Tej szansy ekipa Lozano nie zmarnowała, wygrywając 25:23.

Odsłona druga to powtórka z partii premierowej, także tym razem to podopieczni Raula Lozano byli ekipą dyktującą warunki. W obozie Argentyńczyków pojedyncze skuteczne zagrania przeplatały proste błędy własne (5:3). Po zagraniach Ramosa i Bruno przyjezdni zdołali zniwelować nieco stratę, a atak Sole doprowadził do remisu po 9. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, podopieczni Julio Velasco wyraźnie poprawili swoją skuteczność w zagraniach z pierwszej akcji. Nie bez znaczenia było ryzyko podejmowane w polu serwisowym, sporo problemów sprawił rywalom Poglajen i tym razem to reprezentanci Argentyny byli o krok dalej (9:10). Nie był to jednak początek budowania dystansu punktowego, na tym etapie rywalizacji rozpoczęła się gra punkt za punkt. W szeregach gospodarzy kluczową postacią był Mirzajanpour (15:14). Mimo kolejnych prób żadna z ekip nie była w stanie zbudować większego prowadzenia (19:19, 21:21). Tym razem zespół Julio Velasco ustrzegł się błędów z odsłony premierowej, w końcówce seta swoje noty poprawił jeszcze Sole i Argentyna wygrała 25:23.

Gwarantem dobrego startu w trzecim secie był dla reprezentacji Iranu Seyed (5:4). Poza Seyedem niezłe noty zbierał Milad Ebadipour i podczas pierwszej regulaminowej przerwy w grze podopieczni trenera Lozano prowadzili 8:4. Po wznowieniu gry swoje noty w ataku poprawił jeszcze Mirzajanpour, błędów nie ustrzegł się Lima (11:7). Gospodarze po raz kolejny w meczu pozwolili sobie na nerwowe zagrania i proste błędy, które w ekspresowym tempie odebrały im kontrolę nad przebiegiem zmagań. I tak przy stanie 11:10 Raul Lozano musiał skorzystać z przerwy na żądanie. Ten manewr okazał się skuteczny, bowiem pauza nieco uspokoiła Irańczyków. Kolejny napór ze strony miejscowych i punktowe zagrywki Seyeda pozwoliły Irańczykom odzyskać na kilkupunktową zaliczkę (16:12). Po raz kolejny Irańczycy pozwolili wrócić do gry rywalom (20:19). Tej szansy podopieczni Julio Velasco nie zmarnowali, kluczowy punkt na konto swojego zespołu zapisał Ramos (21:25).

Mimo porażki podopieczni Raula Lozano już od pierwszych akcji kolejnej partii przystąpili do ataku. Irańczycy, podobnie jak we wcześniejszych setach, zbudowali kilkupunktową zaliczkę jeszcze przed pierwszą przerwą techniczną (7:5). Po argentyńskiej stronie siatki wciąż aktywny był Palacios i po jego bloku siatkarze obu ekip wrócili do gry na styku. W ekipie gospodarzy ciężar gry wziął na siebie Zarini, a kiedy do swojego kolegi dołączył Seyed, przyjezdni znów musieli gonić wynik (14:12). Sił bloku tego dnia wyraźnie przemawiała na korzyść gości, to właśnie gra w tym elemencie pozwoliła drużynie Julio Velasco prowadzić z rywalem grę jak równy z równym (18:18). W kluczowej części seta nadzieję swojej drużynie przywrócił Palacios (19:20), tym razem jednak gospodarze nie pozwolili odebrać sobie zwycięstwa (25:22), doprowadzając do tie-breaka.

W tie-breaku nie brakowało emocji i kolejnych zwrotów akcji. Argentyńczycy nie ustrzegli się też błędów własnych, co pozwoliło gospodarzom prowadzić 6:3. Podopieczni Raula Lozano nie byli bezbłędni, pozwalając przyjezdnym niebezpiecznie zbliżyć się do siebie. Sytuację unormował jednak Seyed i to Irańczycy prowadzili w końcówce 11:8. Goście wyraźnie nie byli w stanie znaleźć sposobu na zatrzymanie asa reprezentacji Iranu. Kiedy wydawało się, że nic nie jest w stanie zagrozić ekipie Raula Lozano, zryw gości doprowadził do stanu po 14. Przerwa na żądanie trenera gospodarzy uspokoiła grę i kilka minut później Irańczycy mogli się cieszyć z triumfu w swoim ostatnim meczu tej edycji Ligi Światowej.

Iran – Argentyna 3:2
(25:23, 22:25, 21:25, 25:22, 16:14)

Składy zespołów:
Iran: Seyed (20), Zarini (15), Mirzajanpour (11), Gholami (9), Marouf (3), Mobasheri (1), Marandi (libero) oraz Ebadipour  (8), Manavinezhad (4), Mahdavi i Tashakori
Argentyna: Palacios (20), Sole (15), Ramos (12), Bruno (10), Poglajen (8), Gonzalez D. (1), Gonzalez A. (libero) oraz Lima (20), Franchi, Quiroga, De Cecco i Santucci

Zobacz również: 
Wyniki i tabela I dywizji Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-07-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved