Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. G1: Tie-break dla Bułgarów, Brazylia przegrała z Argentyną

LŚ, gr. G1: Tie-break dla Bułgarów, Brazylia przegrała z Argentyną

fot. FIVB

W pierwszym meczu drugiego dnia turnieju grupy G1 w Cordobie Serbowie zmierzyli się z reprezentacją Bułgarii. Podopieczni trenera Plamena Konstantinowa wygraną za trzy punkty mieli na wyciągnięcie ręki, ostatecznie wygrali dopiero po tie-breaku. W drugim spotkaniu Brazylijczycy przegrali 1:3 z reprezentacją Argentyny, która dzięki temu opuściła ostatnie miejsce w tabeli I dywizji.

Jako pierwsza dwupunktowe prowadzenie zapewniła sobie drużyna Bułgarii po zagrywce Rozalina Penczewa (4:2). Serbowie szybko doprowadzili do wyrównania, po tym jak asem serwisowym odpowiedział Luburić (4:4). Na pierwszej przerwie technicznej podopieczni Nikoli Grbicia prowadzili 8:6, dzięki skończeniu przez Lisinaca najdłuższej jak dotąd wymiany w meczu. Początkowy fragment gry charakteryzował się wieloma niedokładnymi rozegraniami z obu stron, zwłaszcza Georgi Bratoew niejednokrotnie zmuszał swoich kolegów do kiwania z sytuacyjnych piłek. Żadna z drużyn nie potrafiła zbudować sobie przewagi, przez co utrzymywał się wynik remisowy (12:12). Bułgarzy kapitalną grę blokiem (R. Penczew, Nikołow) przeplatali licznymi błędami na zagrywce, ale póki co wystarczało to na drużynę serbską, która w ataku mogła liczyć głównie na Ivovicia (16:14). Doskonale w ataku spisywał się Cwetan Sokołow, który kończył nie tylko pierwsze akcje swojego zespołu, ale utrzymywał skuteczność na kontrach (19:15). Kiedy swoje zdobycze punktowe dołożył w ataku młodszy z braci Penczewów, a skuteczność w bloku utrzymał Nikołow, przewaga Bułgarów stała się niepodważalna. Rywalom nie pomogły zmiany (Blagojević, Katić), a Bułgarzy pewnie wygrali seta 25:18.



Serbowie rozpoczęli drugą partię w mocno przebudowanym składzie, ale osiągniętej przewagi nie zawdzięczali swojej dobrej postawie, a przede wszystkim błędom Bułgarów, którzy regularnie psuli zagrywki (6:4). Podejmowane w tym elemencie ryzyko czasem się jednak opłacało, jak w przypadku zagrywki Sokołowa na 8:8. Blok pary Jovović – Podrascanin na Nikołaju Penczewie ponownie dał Serbom chwilę wytchnienia (11:9). Na nich nieszczęście blok na Katiciu i błąd Podrascanina wyprowadziły Bułgarów na prowadzenie (13:12). W tym secie przewagę miała drużyna, która popełniała mniej błędów, a do drugiej przerwy technicznej byli to Serbowie (16:15). As serwisowy Krsmanovicia na 18:16 zmusił trenera Konstantinowa do poproszenia o czas. Przerwa na żądanie nie wybiła jednak Serbów z uderzenia, a punktowe bloki Podrascanina i Jovovicia znacząco zbliżyły ich do wyrównania stanu meczu (21:17). Dobrą zmianę dał Blagojević, którego ataki wespół z technicznym plasem Urosa Kovacevicia dały zwycięstwo drużynie serbskiej (25:20).

Pierwsze akcje trzeciego seta pokazały, że siatkarze obu drużyn mają w swoich rękawkach niejednego asa. Blok Josifowa na Blagojeviciu dał Bułgarom skromne prowadzenie 3:2, a dwie skuteczne krótkie Nikołaja Nikołowa zwiększyły je do 6:4. W prowadzącym zespole wysoki poziom przyjęcia utrzymywał Salparow, a za skuteczność w ataku odpowiedzialny był głównie Sokołow (8:7). Serbowie nie pozostawali jednak w tyle dzięki dobrym atakom z lewego skrzydła (Katić, Kovacević). Blok Krsmanovicia na Rozalinie Penczewie pozwolił wreszcie Serbom wyjść na prowadzenie (11:10). Kapitalna obrona Salparowa dała Nikołajowi Penczewowi kontrę, dzięki której poprawiła się sytuacja Bułgarów (14:12). W zasadzie każda akcja mogła w tym fragmencie decydować o prowadzeniu, które co chwilę się zmieniało. Różny poziom prezentowali dzisiaj Penczewowie, gdyż Nikołaj skutecznością w ataku nie był w stanie dorównać bratu (20:20). Na bohatera Serbów zaczął wyrastać Kovacević, który regularnie zdobywał punkty, wykorzystując ręce rywali oraz dołożył skuteczny blok (23:22). Lider serbskiej drużyny nie potrafił jednak uniknąć błędu w decydującym momencie i szala zwycięstwa przechyliła się na stronę bułgarską (25:23).

Spojrzenie w aktualną tabelę I dywizji Ligi Światowej dawało informację, że to Bułgarzy mają w tym meczu więcej do wygrania, gdyż wciąż walczą o awans do turnieju finałowego, podczas gdy Serbowie są już pewni udziału w nim. Dało się to wyczuć podczas obserwacji początkowych fragmentów czwartego seta. Potężny atak Nikołowa i skuteczny blok Josifowa były jednymi z elementów, którym Bułgarzy zawdzięczali swoją przewagę (6:3). Dwa bloki świetnie spisującego się Nikołowa dały jego zespołowi pięć oczek zapasu (9:4). Zatrzymać rywali zdołali również Sokołow i Rozalin Penczew, co sprawiało, że szanse Serbów na końcowy triumf stawały się coraz mniejsze (11:4). Serbowie próbowali jednak z całych sił udowodnić, że za szybko nie można ich skreślać i zdołali odrobić kilka punktów (8:11). Potężnym atakiem ze środka zameldował się na boisku Okolić, ale odrobienie całości strat do Bułgarów wciąż pozostawało dla Serbów zadaniem nieosiągalnym (11:14). W serbskie boisko wpadały już nawet przypadkowe piłki, a kończenie ataków było dla zawodników tej drużyny sporym wyzwaniem (13:19). Mimo wszystko Serbowie wciąż cieszyli się swoją grą i zdołali nieco zmniejszyć różnicę punktową, m.in. za sprawą dobrej postawy Kujundzicia (16:19). Atak Gocewa dał Bułgarom prowadzenie 23:19. Nie potrafili go jednak utrzymać, tracąc cztery kolejne punkty (23:23). Kapitalne wybloki i skuteczność Katicia w kluczowych akcjach doprowadziły do niebywałej sytuacji – Serbowie wygrali 26:24, choć byli już w bardzo trudnej sytuacji.

W tie-breaku wiele zależało od nastawienia Bułgarów, którzy weszli w niego z dużą dozą optymizmu, i pewności siebie (3:1). Atak Sokołowa na kontrze sprawił, że przewaga wzrosła do 5:2. Kapitalna zmiana zagrywki z siłowej na techniczną w wykonaniu Nikołowa dała Bułgarii kolejny punkt (6:2). O sile ataku swojego zespołu niezmiennie stanowił Sokołow, który zdobył punkt na 8:4. Jednym z autorów reaktywacji Serbów w poprzedniej partii był Buculjević, który równomiernie obdzielał wystawami swoich kolegów. Również w piątej partii pokazywał się z dobrej strony, a punkty Okolicia i Blagojevicia utrzymywały Serbów w grze (9:10). W końcówce przypomniał o sobie Rozalin Penczew, który dynamicznymi atakami doprowadził do pierwszej piłki meczowej (14:12). Błąd Krsmanovicia dał Bułgarom upragnione zwycięstwo 15:12.

Bułgaria – Serbia 3:2
(25:18, 20:25, 25:23, 24:26, 15:12)

Składy zespołów:
Bułgaria: Sokołow (26), Penczew R. (18), Nikołow (17), Penczew N. (7), Josifow (5), Bratoew (2), Salparow (libero) oraz Gocew (1), Skrimow (1) i Atanasow
Serbia: Kovacević (15), Lisinac (4), Ivović (3), Jovović (2), Luburić (2), Podrascanin (2), Skundrić (libero) oraz Blagojević (11), Krsmanović (10), Katić (9), Okolić (6), Kujundžić (4), Buculjević i Majstorović (libero)


Podchodzący do spotkania w najmocniejszym składzie Brazylijczycy już na starcie pokazali, że będą chcieli pewnie rozprawić się z gospodarzami tego starcia. Spokojne wybloki umożliwiały im kontry, które bez problemów wykorzystywali (3:0). Bruno nie bał się nieszablonowych wystaw również po widowiskowych obronach, czego efektem był kapitalny atak Lucarellego na 6:2. Canarinhos od początku okazywali swoją przewagę we wszystkich elementach, a Julio Velasco szybko zdecydował się na posłanie do boju Johansena, który błyskawicznie dał się złapać blokiem (3:10). Dwa asy serwisowe Toro zmniejszyły dużą przewagę Brazylii (10:6), jednak obrona Tiago Brendle uniemożliwiła Argentynie dalsze odrabianie strat (12:7). Prym w ataku wiedli Lucarelli wraz z Lucasem, u którego niespecjalnie widać było oznaki radości po udanych zagraniach (16:11). Nie gorzej wypadał również Mauricio Borges, który w swoim repertuarze miał zarówno ataki przez bark, jak i mierzone uderzenia w końcową linię boiska (18:13). Brazylijczycy byli zespołem o wiele bardziej uporządkowanym, a pojedyncze punkty zdobywane przez Poglajena czy Crera nie wystarczyły Argentynie na nawiązanie walki (25:19).

Główną przyczyną porażki w poprzedniej partii był bardzo słaby początek Argentyńczyków. Tym razem gospodarze wypadli pod tym względem o wiele lepiej i dotrzymywali kroku Brazylii za sprawą punktów Crera i rozważnej gry De Cecco (4:4). Błąd Wallace’a, który w poprzednich akacjach wykazywał się nieprzeciętnym sprytem, pozwolił Argentynie cieszyć się na pierwszej przerwie technicznej już dwoma punktami przewagi (8:6). Gracze Velasco złapali wiatr w żagle i powoli powiększali przewagę nad rywalami (11:8). Świetnie w bloku spisywał się Sebastian Sole, który wcześniej zgasił atak Lucarellego, a teraz zatrzymał bezbłędnego dotychczas Lucasa (13:9). Blok stał się główną bronią Argentyny, od której ucierpiał również Wallace (15:9). Niesieni dopingiem miejscowej publiczności argentyńscy siatkarze prezentowali się naprawdę doskonale, a as serwisowy Toro dał im bardzo wyraźną przewagę (19:11). Niesamowita pogoń Brazylii w końcówce była dowodem na to, że mistrzowie olimpijscy chcą jak najszybciej zakończyć ten mecz (20:23). Jak się jednak okazało, nie wystarczyło im dystansu, a kilka zepsutych w końcówce zagrywek dało zwycięstwo gospodarzom (25:21).

Trzeciego seta Bruno Rezende rozpoczął od gry środkiem, a punkty Mauricio Souzy i Lucasa pozwoliły Brazylii na dobry start (2:0). Najlepiej punktującym po stronie Argentyny był Toro, dzięki któremu wynik oscylował w okolicach remisu (4:4). Blok Mauricio Souzy na Crerze spowodował, że Canarinhos prowadzili 8:6 podczas przerwy technicznej. Spadek skuteczności Crera w ataku utrudnił gospodarzom dotrzymywanie kroku zespołowi Brazylii (7:10). Wśród gości wyróżniali się Wallace i Lucarelli, a całościowy obraz gry ich zespołu uległ znacznej poprawie (14:10). Na drugiej przerwie technicznej przewaga Brazylijczyków wciąż była dość wyraźna (16:13). Fenomenalna była akcja na 16:16, podczas której siatkarze obu ekip ratowali nieprawdopodobne piłki, a cenny punkt dla Argentyny zdobył Bruno. Gospodarze nie obniżali lotów, a świetny blok Crera oraz kilka udanych zagrań Ramosa sprawiły, że Brazylia znalazła się w tarapatach (21:18). Wysoka skuteczność Bruno i waleczność Argentyńczyków wzięły górę nad atakami Wallace’a i obronami Tiago Brendle i zapewniły dziś Argentynie przynajmniej jeden duży punkt (25:22).

Argentyńczycy za wszelką cenę chcieli wykorzystać szansę na zwycięstwo, jaka się przed nimi pojawiła. Trzy punkty Martina Ramosa dały już na samym początku prowadzenie 4:2. Cuda w obronie wyczyniał Fernandez, który w jednej akcji potrafił podbijać piłkę kilkukrotnie (6:3). Grą doskonale kierował De Cecco, który regularnie uruchamiał obu swoich środkowych (8:5). Ilość widowiskowych zagrań po stronie Argentyny spokojnie spełniłaby oczekiwania nawet najbardziej wymagających kibiców siatkówki. W zespole tym praktycznie wszyscy zawodnicy bronili i asekurowali dużo piłek. Jednak nawet tak doskonała przez pewien czas gra nie wystarczała na ucieczkę Brazylii, w której szeregach świetnie zagrywał Lucarelli, a Wallace rozwiązywał większość problemów w ataku (10:10). Co się jednak nie udało wcześniej, udało się teraz – przewaga Argentyny urosła do 16:12. Dużo zasługi mieli w tym obaj przyjmujący tej reprezentacji (Toro i Bruno). Kolejne akcje to ogromna ilość błędów po stronie Brazylii (14:21). Gospodarze nie mieli ani jednego słabego punktu i zasłużeni pokonali swoich odwiecznych rywali, czym sprawili ogromną radość swoim kibicom (25:19).

Argentyna – Brazylia 3:1
(19:25, 25:21, 25:22, 25:19)

Składy zespołów:
Argentyna: Solé (13), Ramos (13), Toro (12), Crer (9), Poglajen (6), De Cecco, González A. (libero) oraz Bruno (5), Johansen (1), Zanotti (1) i Cavanna
Brazylia: Wallace (18), Lucarelli (15),  Maurício Souza (7), Mauricio (7), Lucas (6), Bruno (3), Tiago (libero) oraz Evandro (3), Luiz (2), Felipe (1) i Raphael

Zobacz również:
Wyniki i tabela grupy 1 Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-06-17

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved