Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. G1: Brazylia górą w meczu z Francuzami

LŚ, gr. G1: Brazylia górą w meczu z Francuzami

fot. FIVB

Na zakończenie turnieju w Nancy zmierzyli się ze sobą reprezentanci Francji i Brazylii. Podopieczni trenera Bernardo Rezende na zakończenie fazy grupowej zainkasowali komplet punktów, pokonując Trójkolorowych w czterech setach. Spotkanie to jednak było bardzo zacięte. Obie ekipy mają zagwarantowany udział w turnieju Final Six, który odbędzie się w Krakowie.

Przed ostatnim spotkaniem grupy G1 wiadome były dwie rzeczy: obie ekipy miały zapewniony awans do Final Six, a po spotkaniu jedna z drużyn musiała stracić miano niepokonanej ekipy we francuskim turnieju. W pierwszej „szóstce” Trójkolorowych zabrakło Trevora Clevenota, jego miejsce zajął Julien Lyneel. Wolne od trenera dostał także Benjamin Toniutti. W ekipie Brazylijczyków natomiast jako pierwszy libero wyszedł Tiago Brendle. Lepiej mecz rozpoczęli zawodnicy z Ameryki Południowej, Mauricio mógł mieć powody do zadowolenia, bo pocelował nie byle kogo – Jenię Grebennikova (7:3). Dzięki piekielnie mocnym zagrywkom Earvina Ngapetha straty udało się odrobić. Od tego momentu trwała wymiana ciosów. Akcje, jakie mogli oglądać kibice w Nancy, były reklamą typowo męskiej siatkówki. Evandro z ogromną swobodą zbijał po skosie na prawym skrzydle, a czary znów wyczyniał Ngapeth. Wydawało się, że miał beznadziejną sytuację, ale sprytnie wypchnął po rękach Mauricio (15:14). Pujol starał się natomiast udowodnić, że stanowi dobrą alternatywę dla Toniuttiego, choć widoczny był brak zgrania ze środkowymi. W końcówce ważnym blokiem popisał się Mauricio Souza, zatrzymując Ngapetha (20:20), a później dołączył do niego Mauricio Silva i nie pozwolili przedrzeć się Rouzierowi na prawej stronie (22:21). Dodatkowo Wallace sprawdził swoją zagrywką Ngapetha, ten po niedokładnym dograniu (choć trudno się temu dziwić, skoro piłka leciała z prędkością dużo większą niż 100 km/h), musiał atakować i kolejny raz nadział się na brazylijską ścianę (21:25).

Po zmianie stron żadna z drużyn długo nie mogła osiągnąć prowadzenia, była walka punkt za punkt. Pojawiło się za to więcej błędów w polu serwisowym, przez co mecz stracił na jakości. Większy kryzys przeżywali Francuzi, najpierw Pierre Pujol chciał kiwnąć, ale wyczuł go Mauricio, a później na podwójny blok „nadział się” Ngapeth (7:9). Ten element był prawdziwą bronią Canarinhos, co mogło frustrować miejscowych. Dodatkowo Bruno z ogromną swobodą rozprowadzał piłki, a Mauricio Silva odwdzięczał się sprytnymi kiwkami tuż za blok (16:15). Gdy tylko Brazylijczycy odpuszczali Ngapetha, ten wyrastał niczym spod ziemi i uderzał jak z armaty. A Nicolas Le Goff miał blok Edera i Douglasa, ale pomimo tego skończył atak, co rozwścieczyło Bernardo Rezende i poprosił on o czas (19:21). Ngapeth zachował się bardzo nonszalancko, próbując efektownie wystawić piłkę, która jednak prześlizgnęła mu się między rękami. Wydawało się, że z tego prezentu skorzystają Brazylijczycy, ale to gospodarze turnieju mieli setballa. Nie wykorzystali swojej szansy, bo zagrywka Wallace’a zatańczyła na siatce, czym zaskoczyła Jenię Grebennikova (26:24).

Wystarczyło, że w ekipie francuskiej wkradła się chwilowa niedokładność, a natychmiast Ngapeth podjął ryzyko i w sobie tylko wiadomy sposób zaatakował z drugiej piłki. Idealnym komentarzem tej sytuacji jest reakcja jego kolegów z drużyny: niedowierzanie i gratulacje jednocześnie (6:5). Thibault Rossard wyszedł w „szóstce” seta numer trzy i nieźle namieszał swoją zagrywką. Z dobrej strony pokazywał się inny młody, Douglas Souza, który a to obijał blok, a to go omijał. Rossard nie chciał być gorszy, z niezwykłą finezją wykręcił nadgarstek i umieścił piłkę w linii, nie dając rywalom szans na kontrę (12:10). Im bliżej końca seta, tym Brazylijczycy popełniali więcej błędów, mieli spore problemy ze skutecznością ataku. Wallace wziął jednak sprawy w swoje ręce i podjął ryzyko w polu serwisowym. Jego „bomby” uniemożliwiały dogranie, jedyne, na co było Francuzów stać, to dostarczenie piłki na drugą stronę (z 21:15 do 21:18). Przewaga miejscowych wydawała się bezdyskusyjna, ale podopieczni Laurenta Tillie sprawiali wrażenie, jakby nie chcieli wygrać meczu, bo z 24:19 zrobiło się 24:22, lecz atak skończył wreszcie Julien Lyneel.

Horacio D’almeido, który zmienił Nicolasa Le Goffa, nie mógł się wdrożyć w meczowy rytm. Dostał od Pujola chyba ze trzy piłki z rzędu i żadnej nie zamienił w punkt. W zagrywce również sobie nie radził, dlatego mina Laurenta Tillie mówiła wszystko, co szkoleniowiec sądzi o grze swojego podopiecznego. Mecz życia w bloku rozgrywał Mauricio Souza, kolejny już raz zatrzymując Ngapetha (10:10). Pomimo tego to Francuzi po chwili wyszli na trzypunktowe prowadzenie, wszystko za sprawą zagrywek nikogo innego jak Ngapetha. Ale w kolejnych siedmiu akcjach sześć „oczek” zdobyli gracze Canarinhos, znów przypominając o swojej sile w bloku. Wallace nie chciał pozwolić, żeby Francuzom tliła się w głowie nadzieja na tie-breaka, ze złudzeń pozbawił ich Isac Santos, wykorzystując przechodzącą (23:20). Mauricio Silva zakończył natomiast mecz atakiem między rękami blokujących.

Francja – Brazylia 1:3
(21:25, 24:26, 25:22, 21:25)



Składy zespołów:
Francja: Ngapeth (19), Lyneel (13), Rouzier (9), Pujol (5), Le Roux (3), Le Goff (2), Grebennikov (libero) oraz Rossard (10), Lafitte (3), Dialmedia (2) i Clevenot (1)
Brazylia: Mauricio Souza (19), Mauricio Silva (16), Evandro (14), Dougla (9), Eder (3), Rezende (2), Brendle (libero) oraz Wallace (10), Isac (3) i William

Zobacz również:
Wyniki i tabela 1. dywizji Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2016-07-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved