Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > Liga Światowa > LŚ, gr. D1: Belgia wygrała z Argentyną, Serbia lepsza od Iranu

LŚ, gr. D1: Belgia wygrała z Argentyną, Serbia lepsza od Iranu

fot. FIVB

W drugim dniu rozgrywanego w Teheranie turnieju grupy D1 Ligi Światowej Belgowie stoczyli zacięty pojedynek z reprezentacją Argentyny. Mecz rozstrzygnął się dopiero w tie-breaku, a dwa punkty zgarnęli siatkarze z Belgii. W drugim sobotnim meczu Serbowie oddali tylko jednego seta gospodarzom.

Obie drużyny walecznie podeszły do spotkania, co zaowocowało wyrównaną grą od samego początku (4:4). Po stronie Belgii skutecznie atakował Van den Dries, który obok Sama Deroo stanowił o sile ataku swojego zespołu (6:6). Argentyńczycy posługiwali się technicznymi rozwiązaniami w ataku i spokojnie obijali blok rywali (Poglajen, Quiroga). As serwisowy pozwolił im na objęcie dwupunktowego prowadzenia (13:11). Wideoweryfikacja na żądanie trenera Velasco wykazała, że Cristian Poglajen wykonał atak po bloku i Argentyńczycy prowadzili już 16:13. Z dobrej strony pokazał się również Pablo Crer, który wykorzystywał wszystkie szanse w ataku i dołożył blok na 17:13. Siatkarze z Ameryki Południowej szybko roztrwonili część swojej przewagi po ataku Verheesa z przechodzącej piłki i błędzie Poglajena (16:17). W drużynie argentyńskiej wiele akcji odbywało się na małym wycinku siatki, a skuteczność Darraidou i Quirogi pomagała utrzymywać prowadzenie (22:20). Kilka popsutych zagrywek uniemożliwiło Argentynie powiększenie prowadzenia, jednakże koncentracja na własnych akcjach i dobre zagrania Poglajena pozwoliły dowieźć prowadzenie do końca (25:23).

Wyrównana gra z poprzedniej partii miała swoją kontynuację także na początku drugiej. Wynik oscylował w okolicy remisu do czasu, aż Van de Voorde zablokował Crera i Belgowie objęli prowadzenie 6:4. Zawodnicy z Europy większość piłek kierowali bezpośrednio w boisko, podczas gdy Argentyńczycy częściej wykonywali ataki po rękach rywali. Gra na styku dotyczyła nie tylko wyniku, ale także większości pojedynczych akcji. Wiele decyzji sędziów było kwestionowanych, a o zdobyczach punktowych decydowały niuanse lub nawet wideoweryfikacje (11:11). Gry przez środek siatki było jak na lekarstwo, a odpowiedzialność za kończenie akcji spadała głównie na skrzydłowych. Z zadania świetnie wywiązywał się między innymi Rousseaux, który najpierw skończył dwie kluczowe piłki, a potem dołożył punktowy blok (16:13). Wysokie prowadzenie jednej z drużyn nie pasowało jednak do wizerunku tego spotkania, co potwierdził as serwisowy Gonzalo Quirogi na 16:16. Kolejny okres wyrównanej gry trwał do stanu 21:19 dla Belgii, kiedy to przechodzącą piłkę wykorzystał Valkiers. Belgowie zaczęli świetnie blokować (Van de Voorde, Verhees), czym zmusili rywali do błędów w ataku (23:19). Ostatecznie Belgia wygrała 25:20 i doprowadziła do wyrównania w meczu.

Trzeci set przyniósł częstsze próby gry środkiem, ale w dużej mierze okazywały się one nieskuteczne. Środkowi przeważnie nie mieli problemów z zatrzymaniem swoich vis a vis. Blok Sole na Verheesie dał Argentynie prowadzenie 2:0, a błąd Van de Voorde 5:2. Obie drużyny zwiększyły częstotliwość swoich pomyłek, przez co nikt nie zdołał osiągnąć wyraźnej przewagi (8:7 dla Argentyny). Fenomenalnie spisywał się Sam Deroo, który potrafił rozstrzygać długie wymiany na korzyść swojego zespołu (13:11). Blok Van de Velde, który zastąpił na boisku Verheesa, zwiększył prowadzenie do trzech oczek. Dobrą zmianę na pozycji atakującego dał z kolei Lecat, który przeważnie nie mylił się w ataku (18:14). Argentyńczycy nie zamierzali jednak rezygnować z walki o zwycięstwo w tej partii, a coraz lepiej prezentowali się Crer i Sole (19:19). Na ich nieszczęście kilka zmian przeprowadzonych przez trenera Velasco (Ramos, Toro) nie zdołało wybić Belgów z uderzenia. Sam Deroo i spółka wygrali tego seta 25:23.



Gra Belgów na początku czwartej partii sprawiała wrażenie bardziej uporządkowanej. Valkiers często decydował się na grę przez szóstą strefę, co przynosiło zamierzone efekty. Wciąż świetnie radził sobie Van de Velde. Mierzący 210 centymetrów zawodnik popisywał się nieprzeciętną orientacją przy siatce. Argentyńczycy cały czas myśleli jednak o doprowadzeniu do tie-breaka, a punkty Quirogi i Poglajena dawały im na to nadzieję (8:6). Ich dwupunktowa przewaga utrzymywała się do stanu 11:9, czego zasługą była między innymi postawa Darraidou, który po każdym udanym ataku dziękował za dobre rozegranie Demianowi Gonzalezowi. Dwa punktowe floty w wykonaniu Rousseaux dały Belgom upragnione prowadzenie (13:12), które przed przerwą techniczną zdołali jeszcze powiększyć (16:14). Coraz większe znaczenie zaczął odgrywać belgijski blok. Punkty tym elementem zdobywali m.in. Van de Voorde i Rousseaux. Wartościową zmianę po stronie Argentyny dał Nicolas Bruno, ale jego zespół nie zdobywał punktów przy własnym serwisie, przez co przewaga rywali się utrzymywała (18:20). Naprawdę emocjonujące widowisko nieco psuły częste przerwy w grze, które swoimi dyskusjami wywoływał trener Heynen. Słowna partyzantka na niewiele się jednak zdała, gdyż Argentyńczycy wygrali seta 26:24.

Pomimo rozczarowania spowodowanego porażką w czwartej partii Belgowie dobrze weszli w decydującą odsłonę meczu. Valkiers grał głównie przez środek, a swoje szanse wykorzystywał Verhees, który zameldował się na boisku po dłuższej przerwie (4:2). Po atakach Van den Driesa i Rousseaux przewaga podopiecznych Vitala Heynena zdołała wzrosnąć do 6:3. Czujna gra w obronie Jelle Ribbensa i blok Van de Voorde doprowadziły do stanu 8:4 przy zmianie stron. Belgowie coraz mocniej cieszyli się swoją grą, a Argentyńczycy, którzy popełniali sporo błędów, wręcz przeciwnie (10:4). Rewelacyjną końcówkę spotkania zaliczył Sam Deroo, któremu wychodziło dosłownie wszystko. Argentyńczycy zagrali tak, jakby wygranie dwóch setów w zupełności ich dzisiaj zadowoliło, przez co Belgia wygrała bardzo wysoko (15:6).

Belgia – Argentyna 3:2
(23:25, 25:20, 25:23, 24:26, 15:6)

Składy zespołów:
Belgia: Deroo (19), Rousseaux (17), Van de Voorde (12), Van den Dries (11), Verhees (10), Valkiers (2), Ribbens (libero) oraz Lecat (8), Van de Velde (5), Klinkenberg i D’hulst
Argentyna: Darraidou (23), Poglajen (17), Quiroga (17), Crer (11), Sole (7), Gonzalez D. (1), Gonzalez A. (libero) oraz Toro (3), Bruno (3), Cavanna i Ramos


Drugie dzisiejsze spotkanie w Teheranie lepiej rozpoczęła drużyna serbska, która po ataku Urosa Kovacevicia zdołała objąć prowadzenie 4:2. Niesieni dopingiem miejscowych kibiców Irańczycy nie pozwolili rywalom na ucieczkę, a błąd w ataku Luburicia dał wyrównanie 6:6. Seyed atakiem na wyczyszczonej przez Maroufa siatce wysłał zawodników obu drużyn na pierwszą przerwę techniczną (8:7). Wiele akcji odbywało się tuż przy siatce, a doskonała asekuracja i obrony były domeną zarówno Iranu, jak i Serbii. Goście wypracowali sobie dwa punkty przewagi i utrzymywali je przez całą środkową część seta (16:14). W ich szeregach dobrze wyglądała gra środkowych – Lisinaca i Podrascanina, którzy kończyli swoje akcje i utrudniali Irańczykom przyjęcie zagrywki. Błąd Ghafoura w ataku zwiększył dystans między zespołami do trzech oczek (16:19). Po stronie Iranu skutecznością imponował Ghaemi, ale nie gorzej wypadali Kovacević i Ivović, który sprytnie obijał blok rywali (23:19). Atak Luburicia z lewego skrzydła dał Serbom zwycięstwo 25:20.

Siatkarze Iranu już od rozpoczęcia drugiego seta chcieli udowodnić Serbom, że są w błędzie, jeśli myślą, że zwycięstwo w tym spotkaniu przyjdzie im z łatwością. Ich główną bronią stały się ataki Ghafoura, który regularnie punktował z prawej flanki (8:5). Obrońcy tytułu bez żadnych problemów kończyli ataki zarówno ze środka, jak i ze skrzydeł, ale strata do rywali wciąż pozostawała (10:13). Kapitalny skrót Jovovicia pozwolił na złapanie kontaktu z rywalem, a punktowy blok na wyrównanie stanu w tym secie (13:13). Dobra gra Serbów trwała, podczas gdy gospodarze lekko spuścili z tonu. Błąd Ghaemiego w ataku dał Serbii dwa punkty przewagi (17:15). Absolutnie nie wróżyło to końca emocji, gdyż chwilę później blok Ebadipoura doprowadził do kolejnego remisu (18:18). W końcówce seta goście ponownie odskoczyli rywalom po tym, jak piłkę na siatce zgasił Lisinac (22:19). Siatkarz PGE Skry Bełchatów nie zwalniał tempa i kończył kolejne piłki, którymi hojnie obdarowywał go Nikola Jovović. Jak się okazało, nie miał również problemu ze skończeniem piłki setowej (25:23).

Świetny początek trzeciej partii w wykonaniu Iranu zmusił Nikolę Grbicia do szybkiej reakcji i poproszenia o przerwę dla swojego zespołu (3:0). Radość Persów z prowadzenia nie trwała jednak długo, gdyż dwa kolejne asy serwisowe Lisinaca doprowadziły do remisu 3:3. Gospodarze błyskawicznie odbudowali swoją przewagę i na przerwie technicznej prowadzili już 8:4. Było w tym trochę winy Jovovicia, który w kluczowej akcji dwukrotnie nieskutecznie kiwał, po czym posłał niedokładną piłkę do Kovacevicia. Nie można jednak nie doceniać postawy Irańczyków, a zwłaszcza Ebadipoura i Seyeda, którzy świetnie prezentowali się na siatce (10:5). Lekko wybici z uderzenia Serbowie zaczęli popełniać wręcz akademickie błędy, a bardzo dobra jak dotąd asekuracja nagle zawodziła (7:13). Trener Grbić próbował ratować tego seta zmianami (Blagojević, Okolić, Buculjević), ale rozpędzeni reprezentanci Iranu nie zamierzali się zatrzymywać (18:12). Po stronie serbskiej widoczne były znaczne problemy z przyjęciem zagrywki, co dawało Iranowi wiele okazji do kontry. Jedną z nich wykorzystał Gholami (22:14). Gospodarze pewnie wygrali tę partię 25:16.

Serbowie wrócili w czwartym secie do wyjściowego składu i wyraźnie nie zamierzali się oglądać na dobrą postawę Iranu. Dwa ataki Urosa Kovacevicia i blok Lisinaca szybko zbudowały przewagę gości (3:0). Kovacević popisywał się nadzwyczajną dojrzałością w zagraniach i zdobywał kolejne punkty dla swojej drużyny (8:2). Z psychologicznego punktu widzenia przebieg początkowej fazy tej partii był po prostu niezrozumiały. Irańczycy nie mieli pomysłu na zdobywanie punktów i dawali się nie tylko blokować, ale nawet atakowali w siatkę (2:10). Na boisku pojawił się Manavinezhad, który potrafił napsuć krwi niejednemu zespołowi. Również teraz zaprezentował udane ataki, ale to Serbowie wciąż mieli wszystkie atuty po swojej stronie (14:6). Sytuacja na boisku nie ulegała zmianie, ale trener Kolaković chciał jeszcze zatrzymać swoich byłych podopiecznych i poprosił o czas przy stanie 11:20. Pewny atak Lisinaca sprawił, że Serbowie byli już naprawdę blisko zdobycia kompletu punktów (23:15). Set zakończył się ostatecznie zwycięstwem Serbii 25:16.

Iran – Serbia 1:3
(20:25, 23:25, 25:16, 16:25)

Składy zespołów:
Iran: Ghafour (13), Ebadipour (9), Ghaemi (7), Gholami A. (6), Mousavi (4), Marouflakrani (2), Marandi (libero) oraz Manavinezhad (7), Ghara (2), Faezi (1), Salafzoon, Gholami M. i Heydari (libero)
Serbia: Kovacević (18), Podrascanin (16), Lisinac (15), Ivović (11), Luburić (5), Jovović (1), Majstorović (libero) oraz Blagojević (2), Krsmanović (1), Okolić i Buculjević

Zobacz również:
Wyniki i tabela grupy 1 Ligi Światowej

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, Liga Światowa

Tagi przypisane do artykułu:
, , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2017-06-10

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2019 Strefa Siatkówki All rights reserved